Wolność i swoboda czy porządek? Czego potrzebuje rynek kryptoaktywów?

Wolność i swoboda czy porządek? Czego potrzebuje rynek kryptoaktywów?
Dr Michał Nowakowski, prezes Zarządu PONIP. Źródło: PONIP
Udostępnij Ikona facebook Ikona LinkedIn Ikona twitter
Odpowiedź będzie zapewne inna w przypadku tych, którym bliższa jest myśl libertariańska, która stoi u podstaw m.in. #bitcoin, a inna, gdy porozmawiamy z tymi, którzy dostrzegają potrzebę uporządkowania kilku spraw. Są tacy, którzy na myśl o przepisach Unii Europejskiej, które mają uregulować rynek kryptoaktywów (MiCA) zaczną wołać, że to kolejny atak na wolność jednostki i wchodzenie przez państwo z butami do domów i portfeli. Ale będą i tacy, którzy odetchną, kiedy MiCA w końcu zostanie przegłosowana i przyjęta, co ma nastąpić w kwietniu 2023 roku. Jest jeszcze jeden „ruch”, któremu jest to zupełnie obojętne, bo przepisy i tak – ich zdaniem – niewiele zmienią. Kto ma rację? – komentarz dr. Michała Nowakowskiego, prezesa PONIP.

Nie będę tego rozstrzygał, bo każdy ma pewnie po trochu. Sama konstrukcja zdecentralizowanych finansów, czy w ogóle decentralizacji wykorzystującej chociażby technologię rozproszonego rejestru, jest z gruntu wolnościowa i zakładająca (pewną) demokratyzację.

Demokratyzację w zakresie dostępności i udostępniania naszych danych, jak i swobody w zakresie dysponowania środkami – jakkolwiek nie są to prawne środki płatnicze. Z tej perspektywy każda regulacja „wchodząca z butami” prowadzi do ograniczenia tej najbardziej skrajnej wizji, w której państwo oraz instytucje finansowe (a z perspektywy #aml – instytucje obowiązane) nie mają nic do gadania. Wolnoć Tomku w swoim domku.

Rzecz w tym, że ta koncepcja, jakkolwiek kusząca, jest co najmniej trudna do zrealizowania w naszym świecie. I tym cyfrowym, i tym tradycyjnym. Tutaj nie ma wątpliwości – nie da się przekonać zwolenników regulacji, że ma ona na celu ochronę konsumentów, stabilności finansowej czy po prostu idei państwowości. Dla tych osób będzie to próba utrzymania „zgniłego” status quo.

MiCA i inne akty, które mają na celu uporządkowanie kwestii kryptoaktywów, jak chociażby ustawa o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy oraz finansowaniu terroryzmu w zakresie walut wirtualnych i rejestracji tzw. VASPs (Virtual Assets Services Providers), stanowić mogą pewną barierę i hamulec innowacji. Niewątpliwie tak jest, bo przecież dzisiaj podmioty działające w tym obszarze cieszą się dużą swobodą i w porównaniu do podmiotów nadzorowanych (regulowanych) mają ogromne możliwości i w zasadzie brak ograniczeń. No może niezupełnie, na co wskazuje ostatni komunikat Prezesa UOKiK, ale nadal jest to jednak ogromna przewaga nad tradycyjnymi instytucjami finansowymi. Instytucjami, którym – nomen omen – także zależy na wykorzystaniu technologii, która stoi u podstaw kryptoaktywów, choć jeszcze nie jest to ten moment, kiedy możemy mówić w ogóle o szerszym ich wykorzystaniu. To jednak kwestia czasu.

Czytaj także: Bankowość i Finanse | Euro AML | Złe czasy dla pralni

Brak regulacji nie sprzyja legalnemu biznesowi

Z drugiej strony dla części mniej liberalnych podmiotów, które rozumieją, że uregulowanie niektórych kwestii jest po prostu niezbędne dla dobra ogółu – czas, w którym nie funkcjonują konkretne przepisy, a regulacje jak wytyczne czy opinie generują jeszcze więcej wątpliwości niż gdyby ich nie było, to trudny czas.

Brak regulacji – choć może się to wydawać dla niektórych zaskakujące – to wcale nie jest coś, co sprzyja legalnemu biznesowi, a takich w obszarze kryptoaktywów trochę jednak jest. Brak jasności co do oczekiwań regulatora, konieczność udawania się po kolejne interpretacje, które albo potwierdzą, albo zaprzeczą naszym przypuszczeniom, niepewność czy za chwilę nie pojawi się prokurator twierdzący, że działalność narusza przepisy o działalności regulowanej – to czynniki, które zwyczajnie mogą odrzucać, a nawet wywoływać frustrację.

Mało tego. Podmioty, które chcą w sposób „przyzwoity” wykorzystywać dobrodziejstwo nowych technologii stają przed innym wyzwaniem – złą reputacją w oczach potencjalnych kontrahentów i partnerów biznesowych, a także konsumentów. Jasne, czasem jest to uzasadnione, ale czasem to po prostu powód, aby odmówić współpracy. Kto ma racje? Bywa różnie.

Ile regulacji na rynku kryptoaktywów?

Wróćmy jednak do tytułowego pytania – czy rynek kryptoaktywów potrzebuje uregulowania i uporządkowania od strony prawnej? W jakimś stopniu na pewno tak i MiCA zdaje się to adresować. Część rynku – tam, gdzie ryzyka mają nieco inny charakter – nadal pozostanie poza przedmiotem regulacji i cieszyć się będzie „wolnością i swobodą” – bardzo dobrze.

Część poddana zostanie już istniejącym – ESMA ma opracować wskazówki w zakresie oceny niektórych kryptoaktywów jako instrumentów finansowych.

Z kolei spora część rynku poddana zostanie surowym, ale nieco mniej uciążliwym niż w przypadku niektórych rynków regulowanym, wymogom w zakresie przejrzystości i uczciwości. Niektóre podmioty będą musiały uzyskać stosowne zezwolenie, niektóre będą musiały „produkować” dodatkowe dokumenty i wprowadzać nowe rozwiązania organizacyjne i techniczne.

Czytaj także: Wydarzenia i Opinie | Safebank | Bezpieczeństwo banków u progu wielkich zmian

Jak egzekwować regulacje na ponadnarodowym rynku kryptoaktywów?

Nie ma wątpliwości, że część z nich będzie uciekała przed regulacjami, próbując albo obchodzić przepisy, albo po prostu je ignorując i licząc, że Unia Europejska będzie nieefektywna w egzekwowaniu przepisów. I to jest kolejny problem, który UE oraz państwa członkowskie muszą rozwiązać.

Dzisiaj rynek kryptoaktywów ma ponadnarodowy charakter wymykający się terytorialnemu charakterowi działalności regulowanej. Problemem (nie tylko wyzwaniem) jest analiza transakcji, inicjatorów i beneficjentów, o których traktuje chociażby rozporządzenie zmieniające akt w sprawie informacji towarzyszącym transferom środków pieniężnych (2015/847), która będzie (jest) zadaniem także tradycyjnych instytucji obowiązanych oraz w jakimś sensie organów regulacyjnych i nadzorczych. Czy UE będzie w stanie w sposób efektywny temu zaradzić?

Dla sporej części będzie to jednak dobry argument, żeby uwiarygodnić się przed pozostałymi uczestnikami rynku (być może już wtedy finansowego) oraz potencjalnymi klientami. I choć to nie da nam gwarancji bezpieczeństwa, to z pewnością będzie stanowiło ważny – i potrzebny – krok na drodze ku normalizacji.

Nie od razu jednak będzie widać efekty. Inne rynki i ich bardziej dynamiczny rozwój pokazują, że zaufanie buduje się latami, a partnerstwo to dekady. Podobnie jest teraz z rynkiem – dość jeszcze niewielkim – dla platform finansowania społecznościowego #crowdfunding. W tym zakresie i dla tych podmiotów uregulowania pokroju MiCA to dobry kierunek.

Osobiście jestem zdania, że choć MiCA jest dobrym krokiem – jakimkolwiek – to jednak niekoniecznie musi rozwiązywać problemy związane z #defi, ale i chyba nie taki jest jej cel. W tym zakresie wydaje się, że potrzebujemy ponadnarodowych rozwiązań i globalnej współpracy. Rozdrobnienie regulacji w tym obszarze nie spowoduje, że rynek zacznie nagle funkcjonować zgodnie z oczekiwaniami.

Zresztą nie o to do końca chodzi. Zarówno #defi, jak i #tradfi, to obszary, z których można wynieść wiele ciekawych doświadczeń i rozwiązań. Pytanie – czy będziemy umieli ze sobą rozmawiać i korzystać z dobrodziejstw, jakie daje technologia. To pytanie na które MiCA i podobne regulacje pewnie nie odpowiedzą.

Dr Michał Nowakowski,

prezes Zarządu Polskiej Organizacji Niebankowych Instytucji Płatności (PONIP).

Poglądy i opinie wyrażone w niniejszym artykule stanowią wyłącznie osobiste poglądy autora i nie mogą być utożsamiane z poglądami lub opiniami instytucji, z którą autor jest lub był związany.

Źródło: BANK.pl