Wiosna w finansach należała do kredytów na mieszkania

Udostępnij Ikona facebook Ikona LinkedIn Ikona twitter

meiszkanie.euro.01.400x363O ponad 2 mld zł wzrosła wartość kredytów hipotecznych w kwietniu. W gorszej sytuacji jest rynek depozytów, gdzie zaobserwowano spowolnienie.

Po raz pierwszy w tym roku wartość zadłużenia z tytułu kredytów hipotecznych wzrosła w skali miesiąca o ponad 2 mld zł. Na koniec kwietnia saldo złotowych kredytów na nieruchomości wyniosło 181,2 mld zł, czyli było większe o niemal 2,2 mld zł niż miesiąc wcześniej – wynika z danych o należnościach i zobowiązaniach banków opublikowanych przez NBP.

Znów kupujemy mieszkania

Ostatni raz wynik powyżej 2 mld zł zanotowano w grudniu 2013 r., kiedy to na rynku panowało ożywienie – klienci spieszyli się z zakupami mieszkań jeszcze przed końcem 2013 roku i wejściem w życie znowelizowanej Rekomendacji S. Jeden z jej zapisów mówi bowiem o obowiązkowym 5-proc. wkładzie własnym, a wielu kupujących chciało jeszcze skorzystać z kredytu na 100 proc. wartości nieruchomości. Popyt na mieszkania i kredyty skumulował się więc w końcówce roku. Nic więc dziwnego, że w kolejnych miesiącach rynek nieco ostygł. Można się spodziewać, ze teraz wraca do normy i miesięczne przyrosty zadłużenia w okolicach 2 mld zł będą obserwowane częściej.

Jeśli chodzi o walutową część rynku, to tu zadłużenie zmieniło się nieznacznie (wzrost o ponad 300 mln zł, do 166 mld zł). Kurs walutowy nie miał dużego wpływu na jego wysokość, bo w kwietniu złoty osłabił się w nieznacznie (o około 0,7 proc.) wobec franka szwajcarskiego i euro. W sumie całościowe zadłużenie z tytułu kredytów hipotecznych wzrosło o prawie 2,5 mld zł (do 347,3 mld zł).

Gotówka i na raty

Poprawiła się również sytuacja na rynku kredytów konsumpcyjnych. Saldo wzrosło o ponad 700 mln zł do 132,2 mld zł. To również najlepszy w tym roku wynik, a stoją za nim głównie kredyty gotówkowe i ratalne. Zadłużenie z tytułu kredytów w rachunku zmniejszyło się bowiem o 100 mln zł, a na kartach kredytowych wzrosło o 200 mln zł.

Segment kredytów konsumpcyjnych ma się coraz lepiej z powodu liberalizowania polityki kredytowej przez banki, poprawiającej się sytuacji gospodarczą kraju i rosnącego popytu ze strony klientów.

Niechętnie lokujemy

Spadło za to zainteresowanie bankowymi depozytami. W kwietniu oszczędności Polaków w bankach wzrosły o 2,4 mld zł do 553 mld zł. To z kolei najsłabszy wynik w tym roku. Z jednej strony w niewielkim stopniu, bo o 1,1 mld zł, zwiększyło się saldo na rachunkach bieżących, czyli ROR-ach i kontach oszczędnościowych. Gospodarstwa domowe trzymają tam 281,5 mld zł. Z drugiej: na lokatach przybyło niecałe 1,3 mld zł, a ich stan wzrósł do 272 mld zł. To najmniejszy miesięczny przyrost od września 2013 r.

Ci posiadacze oszczędności, którzy przyzwyczaili się do niskich stawek oprocentowania (w okolicach 2-3 proc.), mogli już wyczerpać swoje zasoby, a poza tym część depozytariuszy znów skusiły fundusze inwestycyjne. Jak podaje Izba Zarządzających Funduszami i Aktywami, w kwietniu saldo wpłat i umorzeń w TFI wyniosło 1,13 mld zł. To ponad 3,5 razy więcej środków niż w marcu, a więc konkurencja ze strony funduszy wyraźnie się nasiliła.

Zainteresowaniem inwestorów indywidualnych cieszą się głównie fundusze obligacji korporacyjnych. Można się spodziewać, że w kolejnych miesiącach, zanim Rada Polityki Pieniężnej podniesie stopy procentowe, a banki w ślad za nią zwiększą oprocentowanie depozytów, klienci będą poszukiwali okazji zysku większego niż oprocentowanie lokat. Jeśli fundusze będą mogły się pochwalić dobrymi wynikami, to napływ środków na bankowe depozyty będzie ograniczony.

Mateusz Ostrowski
obeserwatorfinansowy.pl