Belka: W gospodarce liczą się dobre fundamenty

Udostępnij Ikona facebook Ikona LinkedIn Ikona twitter

belka.marek.nbp.02.400x255Rozwój gospodarki będzie stopniowo przyspieszać bez ryzyka wzrostu cen - wynika z najnowszego Raportu o inflacji NBP. Pozwala to utrzymywać stabilne stopy procentowe. Ukraiński kryzys nie ma negatywnego wpływu na polską gospodarkę, ale skłania do myślenia o silniejszym jej zakotwiczeniu w Europie - uważa prof. Marek Belka, prezes Narodowego Banku Polski.

Obserwator Finansowy: Najnowszy raport o inflacji NBP pokazuje gospodarkę niemal wyłącznie w różowych kolorach. Inflacja niska, wzrost gospodarczy przyspiesza, wzrost popytu konsumpcyjnego nie podnosi inflacji, saldo na rachunku obrotów bieżących poprawia się. Przed nami czas gospodarczej sielanki?

Marek Belka: Z punktu widzenia inflacji rzeczywiście nie widzimy problemów. Najnowsza prognoza NBP pokazuje, że nie należy jej obawiać się nie tylko w tym, ale także w przyszłym roku. Jednocześnie rozwój gospodarki przyspiesza. Mamy przed sobą dobry czas w gospodarce. Dobrze, że gospodarka rozkręca się stopniowo, a nie skokowo. Nie jest istotne czy ostatecznie będzie 3,5, a może 3,7 proc. wzrostu. Ważna jest równomierność rozwoju popytu konsumpcyjnego, eksportu, inwestycji, czyli tych czynników, które razem składają się na wzrost PKB, a jednocześnie nie pobudzania inflacji. Tak to się zapowiada.

Możliwy jest wzrost gospodarki o 5 proc. bez przyspieszania inflacji?

Niech będzie 4 proc. Co za bardzo przyspiesza, szybko może spaść. Lepiej tego uniknąć.

Czy to – trawestując – koniec historii w gospodarce?

Absolutnie nie. Trzeba mieć trzeźwą ocenę sytuacji w gospodarce. Dziś jest ona dobra, ale to wcale nie znaczy, że tak będzie po wieczne czasy. Inflacja jest niska, ale trzeba przyglądać się gospodarce z rożnych punktów widzenia, np. temu co dzieje się na rynku pracy, na rynkach aktywów. Inne jest tu oczywiście spojrzenie pracownika poszukującego pracy, ale bank centralny musi patrzeć na całość gospodarki, oceniając potencjalne ryzyko przyszłej inflacji.

Gospodarka zaczyna szybciej rozwijać się, ale sytuacja na rynku pracy nie poprawia się zbyt szybko. Ryzyka przegrzania więc na razie chyba nie ma?

Na razie nie i na pewno nie będziemy podnosić stóp procentowych tak na wszelki wypadek. Bo takie działanie „na wszelki wypadek” jest kosztowne dla gospodarki. Wręcz przeciwnie, chcemy ugruntować świadomość, że sytuacja jest dobra, a zachowanie Rady Polityki Pieniężnej i NBP przewidywalne i to w długim okresie czasu. Temu właśnie służyła decyzja Rady o wydłużeniu horyzontu naszego forward guidance, czyli nie zmieniania wysokości stop procentowych co najmniej do końca III kwartału 2014 r. Rynek finansowy bardzo pozytywnie na to zareagował, o kilkanaście punktów bazowych obniżając rynkowe oprocentowanie dziesięcioletnich obligacji skarbowych. I to w okresie gorącej sytuacji w polityce międzynarodowej. Przecież, pomijając już nawet kwestię wizerunku naszego kraju, to są żywe pieniądze w rachunkach ministra finansów.

Patrząc na najnowszą prognozę inflacyjną można zadać pytanie – a dlaczego Rada jeszcze bardziej nie wydłużyła obietnicy nie podnoszenia stóp procentowych, choćby do końca roku?

Rada – o czym mówiłem na konferencji po jej ostatnim posiedzeniu – dyskutowała nad tym, ale postanowiła wydłużyć horyzont o kwartał. Ważne jest składanie obietnic, ale jeszcze ważniejsze jest  ich dotrzymywanie. To kwestia wiarygodności polityki forward guidance i samej Rady oraz skuteczności jej działania w przyszłości. A w ocenie sytuacji gospodarki, ewentualnych zagrożeń, trzeba brać pod uwagę nie tylko nasze wewnętrzne warunki, ale także dynamicznie rozwijającą się sytuację polityczną i gospodarczą w Europie i w świecie. Raport o inflacji sporządzony został przez NBP na podstawie danych do polowy lutego. Trochę się tymczasem w świecie wydarzyło w ciągu ostatnich kilku tygodni. To podpowiada ostrożność.

Jak to, co się dzieje na Ukrainie i wokół niej może wpłynąć na ocenę polskiej gospodarki?

Na razie nie wpływa. Ucierpieć może część naszych eksporterów, ale ocena polskiej gospodarki z tego powodu raptownie się nie zmieni. Protest na Majdanie trwał już długo, ale jeszcze miesiąc temu nikt nie spodziewał się tak raptownej zmiany sytuacji i dalszego ciągu politycznych wydarzeń. To pokazuje, że w analizach zawsze trzeba brać pod uwagę różne nawet skrajne możliwości. Gospodarczo sytuacja naszego kraju nie zmieniła się, ale politycznie tak. Dlatego zwróciłem publicznie uwagę, że to powód do przyjrzenia się perspektywie członkostwa Polski w strefie euro. Polityczny powód, a nie ekonomiczny, bo ekonomiczne przesłanki nie uległy zmianie.

Reakcja spełniła pana oczekiwania?

Tak. Wypowiadają się na ten temat politycy, a także komentatorzy, którzy zwykle są czytani i słuchani. Dyskusja na temat politycznych aspektów wejścia Polski do strefy euro to nie jest mandat prezesa NBP. Dlatego nie zamierzam w niej dalej uczestniczyć, ale mam satysfakcję że ją zainicjowałem. Kryzys ukraiński wielu zaniepokoił. Odzywają się nawet glosy, że nie jesteśmy całkiem bezpieczni. Nie wydaje mi się, że jest to całkiem prawdziwe, ale takiego stwierdzenia nie sposób dziś ignorować. Wejście do strefy euro zwiększyłoby bezpieczeństwo Polski i dlatego polscy politycy powinni tę kwestię przedyskutować.

Powinien w tej sytuacji powstać nowy bilans ryzyka i korzyści przystąpienia Polski do strefy euro?

Bilans ryzyka nie ekonomicznego, ale politycznego. Jeśli chodzi o ryzyko ekonomiczne nic się, w zasadzie, w wyniku tego co się dzieje na Ukrainie, nie zmieniło. Natomiast co do aspektów politycznych powinni się nad tym zastanowić ci, którzy uczestniczą w gremiach europejskich. Trzeba wyciągnąć wnioski z tego co dzisiaj obserwujemy. Czy chcemy więcej Europy, czy chcemy być bliżej twardego jądra Europy? Co się tak naprawdę liczy w świecie? Jak się okazuje interesy, a nie luźne zobowiązania.

Ważne jest przy tym oczywiście co się będzie dalej działo z gospodarką ukraińską. Jakie są możliwości poprawy katastrofalnego jej stanu? Jak pan na to patrzy realnym okiem byłego szefa MFW od spraw europejskich?

Paradoksalnie straszliwy kryzys gospodarki jest dla Ukrainy pewną szansą, bo istnieje takie okienko czasowe, w którym rząd, jak sam mówi premier Arsenij Jaceniuk – rząd straceńców, może wykonać pewne ruchy niezbędne dla gospodarki, a które niestety będą bolały. Wiadomo przecież, że na Ukrainie trzeba podnieść ceny gazu i to radykalnie. To jeden z najpoważniejszych problemów geopolityki ukraińskiej. Bez tego nie da się zrównoważyć finansów kraju. Drugi ważny krok to uwolnienie kursu hrywny. I on już został zresztą zrobiony przez nowego szefa Narodowego Banku Ukrainy. Hrywna straciła 27 proc., ale dzięki temu deficyt current account obniży się, co wystarczy – wraz z obiecaną pomocą zagraniczną – dla finansowania gospodarki Ukrainy.

Trochę więc jak z baronem Muenchausenem, Ukraina musi najpierw sama sobie pomóc. A inni, czy nie trzeba będzie darować części jej długu?

Ukraina musi zacząć sobie radzić i wtedy może liczyć na rzucenie linki do pomocy przy wyjściu z gospodarczego bagna w postaci kredytów. Ukraina może jednak także potrzebować darowania części długów, czyli jak to się eufemistycznie określa – restrukturyzacji długu. Trzeba jednak przyjrzeć się jaka jest geograficzna struktura tego zadłużenia, jego znaczna część przypada na Rosję. A aby mówić o uporządkowanej restrukturyzacji potrzebne jest współdziałanie wierzycieli.

W sytuacji ukraińskiej gospodarki ważne tymczasem mogą okazać się nie miesiące, a tygodnie. Co w tej sytuacji?

Jeśli Ukraina zdecyduje się na głębokie reformy, także te najtrudniejsze, dotyczące rynku gazu, pomoc kredytowa ze strony MFW może przyjść w ciągu tygodni, a nie miesięcy. Kredyty te będą oczywiście w transzach i muszą być spłacane. Najpierw konieczne są jednak reformy pozwalające uruchomić samoistny wzrost gospodarczy i eksport. A jest co uruchamiać. To jest kraj z potencjałem, posiada szeroką bazę przemysłową, ma warunki rozwoju rolnictwa i ma duży rynek wewnętrzny. Ukraina ma wszelkie dane żeby mieć normalnie, dobrze funkcjonującą gospodarkę.

Jaki w tym może być nasz udział?

Mamy, jako Polska, wiele doświadczenia w wyciąganiu gospodarki z kryzysu. I tą pomocą służymy. Jeśli chodzi o pomoc stricte finansową, to tak już to zostało zadeklarowane: Polska gotowa jest uczestniczyć w takiej pomocy za pośrednictwem MFW. Nasz wkład to 6,27 mld euro. Nie pożyczamy jednak tych pieniędzy bezpośrednio, ale MFW. Pieniądze te zostaną wypłacone przy zobowiązaniu Ukraińców do realizacji koniecznego programu naprawy gospodarki. Ryzyko pożyczki bierze na siebie MFW.

Rozmawiał Krzysztof Bień

Źródło: www.obserwatorfinansowy.pl