Opinie: Powraca projekt superpaństwa
Tym razem historia nie potoczyła się po myśli populistów. Marine Le Pen wypadła w wyborach prezydenckich we Francji gorzej, niż wskazywały na to sondaże.
Tym razem historia nie potoczyła się po myśli populistów. Marine Le Pen wypadła w wyborach prezydenckich we Francji gorzej, niż wskazywały na to sondaże.
Patrząc na ostatnie wydarzenia, a także te, które nas czekają, można mieć nieodparte wrażenie, że na naszych oczach rodzi się zapotrzebowanie na nowy zawód – analityk polityczny. Ubiegły rok nieraz to boleśnie pokazał – mowa o brexicie i wyborze Donalda Trumpa – oba te wydarzenia wywróciły trendy na rynkach.
Ostatnio w mediach było głośno na temat sposobu wyboru szefa Rady Europejskiej. Niezależnie od sympatii bądź antypatii politycznych, proces ten obnażył pewne reguły, które coraz wyraźniej zaczynają rządzić europejską polityką.
Najbliższe miesiące upłyną pod znakiem istotnych wydarzeń politycznych w strefie euro, które zaznaczą swój wpływ na rynkach finansowych. Zwłaszcza że po pamiętnym roku 2016, kiedy to inwestorzy zostali kompletnie zaskoczeni brexitem, a później wyborem Donalda Trumpa na prezydenta USA, wrażliwość na tzw. ryzyko polityczne znacząco wzrosła.
Premier David Cameron, prezydentury Donalda Trumpa pokazują, że niezależnie od tego, jaka ostatecznie będzie, jedno jest pewne – już zapisała się na kartach historii. Ameryka pierwsza, to Ameryka najważniejsza – tak rozumie politykę nowy szef Białego Domu i zdaje się konsekwentnie realizować swój plan.
Premier David Cameron, obiecując przed wyborami parlamentarnymi w 2015 r. przeprowadzenie referendum w sprawie wyjścia z Unii Europejskiej, najpewniej nie zdawał sobie sprawy z tego, że to tym zapisze się w kartach podręczników do historii.
Początek roku to zwyczajowo dobry okres, aby pochylić się nad tym, co już za nami, a co dopiero przed. A także na ile to, co już minęło, było dla nas dużym zaskoczeniem. Rynki finansowe znają pojęcie tzw. czarnych łabędzi – tym mianem określa się scenariusze, które wydają się być mało prawdopodobne, ale jeżeli zaistnieją, to mogą doprowadzić do sporego zamieszania.
Pamiętają Państwo to sztandarowe hasło z kampanii Baracka Obamy sprzed 8 lat? Kandydat Partii Demokratycznej podbił tym serca Amerykanów, obiecując przewietrzenie waszyngtońskich salonów i nowe rozdanie po dość niepopularnej w swojej końcówce prezydenturze G.W. Busha juniora, który był obwiniany o nieudolne działania na Bliskim Wschodzie, a także potężny kryzys finansowy.
Kilka tygodni temu agencje opublikowały słowa szefa Europejskiego Banku Centralnego, w których starał się on przekazać europejskim rządom ważną informację – zacznijcie przygotowywać się na powrót do starych schematów, w których bank centralny nie stymuluje nadmiernie gospodarki.
Agencja ratingowa Moody’s podała dzisiaj przed południem, że utrzymujący się polityczny spór wokół Trybunału Konstytucyjnego może negatywnie zaważyć na ocenie ratingu. Jego rewizja ma zostać przeprowadzona 13 maja, choć teoretycznie może mieć miejsce wcześniej, lub później. Złoty nie zareagował zbytnio na te informacje, chociaż wydaje się, że nie należy przechodzić wokół tej kwestii obojętnie.
Złoty i waluty regionu CEE: Tym razem outsiderem regionu stał się rumuński lej, któremu zaszkodziły obawy związane z perspektywami gospodarczo-fiskalnymi w kontekście zaplanowanych na ten rok podwójnych wyborów, a także ostatnich działań parlamentu, który przyjął kontrowersyjną ustawę związaną z kredytami hipotecznymi. Wcześniej, bo w poniedziałek MFW przestrzegł rząd, że ten nie będzie w stanie zrealizować założonego celu ograniczenia deficytu w relacji do PKB do 2,8 proc.
W regionie CEE mieliśmy w ostatnich dniach pozytywne zaskoczenie, bo na pozycję lidera wskoczył polski złoty. To nie powinno nadmiernie zaskakiwać, biorąc pod uwagę fakt, że polskie aktywa zostały mocno przecenione w ostatnich tygodniach (zwłaszcza na tle regionu), sytuacja w gospodarce nie jest zła, a na świecie mamy ocieplenie nastrojów wywołane działaniami głównych banków centralnych.
W regionie CEE najlepiej zachowywał się węgierski forint, co można powiązać z oczekiwaniami związanymi z przyszłotygodniowym posiedzeniem banku centralnego (wtorek) w kontekście podejmowanych ostatnio działań mających zwiększyć atrakcyjność rządowych obligacji z dłuższym terminem zapadalności. Na rynku pojawiają się też spekulacje, że Węgrzy za sprawą przyzwoitych danych makro mają szanse na podwyżkę ratingu w najbliższych miesiącach.