Nasza waluta chwilowo wsparta przez informacje z zagranicy – raport tygodniowy z regionu CEE

Udostępnij Ikona facebook Ikona LinkedIn Ikona twitter

rogalski.marek.03.150xW regionie CEE najlepiej zachowywał się węgierski forint, co można powiązać z oczekiwaniami związanymi z przyszłotygodniowym posiedzeniem banku centralnego (wtorek) w kontekście podejmowanych ostatnio działań mających zwiększyć atrakcyjność rządowych obligacji z dłuższym terminem zapadalności. Na rynku pojawiają się też spekulacje, że Węgrzy za sprawą przyzwoitych danych makro mają szanse na podwyżkę ratingu w najbliższych miesiącach.

W przypadku korony czeskiej to rynek od dawna pozostaje stabilny (zwłaszcza w relacji EUR/CZK gdzie mamy obronę pułapu 27,00 i rosnące oczekiwania, że Bank Czech odejdzie od tych działań w końcu roku). Warto jednak zaznaczyć, że według wcześniejszych deklaracji było to warunkowane osiągnięciem celu inflacyjnego. W sytuacji, kiedy globalne otoczenie temu nie sprzyja, nie wykluczone, że termin ten może zostać zweryfikowany na pierwszą połowę 2017 r. O takiej możliwości wspominał już wcześniej członek CNB Jiri Rusnok, który najprawdopodobniej zostanie nowym szefem CNB (deklaracja prezydenta Milosza Zemana z 20 stycznia). To może sprawić, że przejściowo korona czeska może być nieco słabsza na tle innych walut w regionie, ale w dłuższym terminie za CZK stoją mocne fundamenty.

Polski złoty po nerwowym początku tygodnia zdołał w kolejnych dniach częściowo odrobić straty. Nie była to bynajmniej zasługa informacji z kraju. Debata na temat Polski w Parlamencie Europejskim nie zmieniła wiele w temacie postrzegania Polski (premier Szydło nie przekonała sceptyków), a wpływ na nastroje miała deklaracja przedstawiciela agencji ratingowej Fitch, który nie wykluczył możliwości cięcia ratingu w sytuacji, kiedy ustawa o konwersji kredytów frankowych nadmiernie uderzyłaby w banki (zdaniem Fitcha mogłoby to zaburzyć proces kredytowania polskiej gospodarki przez te instytucje). Warto zauważyć, że sektor już został obciążony podatkiem bankowym, chociaż z zapowiedzi decydentów wynika, że banki dociążone „tematem franków” mogłyby liczyć na pewne ulgi we wspomnianym podatku. W tym miejscu cenna uwaga, niezależnie od ostatniego uzasadnienia agencji S&P i obaw ze strony przedstawiciela Fitch, rynki finansowe dobrze zdają sobie sprawę z ryzyk fiskalnych, jakie wiążą się z planowaniem i faktyczną realizacją budżetu w najbliższych latach. Ten już jest obciążony nowymi propozycjami wydatkowymi, które niekoniecznie muszą znaleźć pokrycie w przychodach (wpływy z nowych podatków trudno oszacować, a budżet w 2017 r. może mieć już mniej jednorazowych wpływów, jak chociażby przetarg częstotliwości LTE). To będzie ważyć na polskich aktywach, chociaż co ważne – te są już nazbyt tanie na tle regionu, a także kondycji gospodarki, która bynajmniej nie jest zła. Według ostatnich danych GUS sprzedaż detaliczna wzrosła w grudniu  o 4,9 proc. r/r, produkcja przemysłowa zwiększyła się o 6,7 proc. r/r, a zatrudnienie rosło o 1,4 proc. r/r. Jedno z kluczowych pytań w najbliższych tygodniach będzie dotyczyć polityki monetarnej w wydaniu nowej RPP (proces zmiany jej składu trwa – kadencja „prezydenckich” członków RPP mija dopiero 19 lutego), chociaż z wypowiedzi nowych członków nie wynika, aby byli oni skłonni poważnie rozważać możliwe cięcia stóp. Trudno jednak ocenić w którą stronę pójdzie RPP w kolejnych miesiącach, jeżeli zamieszanie na globalnych rynkach finansowych potrwa dłużej i tym samym zacznie wyraźniej odciskać piętno na realnej gospodarce. Kwestia stymulowania gospodarki przez bank centralny może zostać odebrana negatywnie przez agencje ratingowe, stąd też w kontekście braku odbicia inflacji (ta może pozostać ujemna nawet do czerwca – opinia członka zarządu NBP Andrzeja Raczko), nowa RPP może na wiosnę zastanawiać się nad cięciem stóp (niezależnie od ewentualnej słabości złotego).

W krótkim okresie nasza waluta dostała wsparcie z rynków międzynarodowych. Czwartkowe zapowiedzi szefa Europejskiego Banku Centralnego sugerujące możliwość zwiększenia skali luzowania już na marcowym posiedzeniu, zmniejszyły globalną awersję do ryzyka, co było widoczne w zmianach cen szeregu aktywów (walut, indeksów giełdowych, ropy naftowej). Z kolei w piątek na rynek napłynęły słowa wicepremiera Mateusza Morawieckiego, który nie wykluczył, że minister finansów mógłby „puścić” część środków unijnych bezpośrednio przez rynek w celu ustabilizowania naszej waluty (choć jak dodał jest to jeszcze rozważane). W jego opinii „pożądane” pasmo wahań dla EUR/PLN zapewniające komfort gospodarce (zwłaszcza w kontekście konkurencyjności eksportu) to 4,10-4,40. Morawiecki optymistycznie wypowiedział się też nt. perspektyw gospodarki, której wzrost jego zdaniem może przekroczyć w tym roku założone w budżecie 3,8 proc., co powinno zmienić dotychczasowy klimat wokół Polski.

W przyszłym tygodniu uwaga rynków skupi się na szacunkach PKB za 2015 r., które we wtorek o godz. 10:00 poda Główny Urząd Statystyczny (mediana oczekiwań to 3,5 proc.). Lepszy odczyt niewątpliwie pomógł by w obecnej sytuacji złotemu, chociaż warto mieć na uwadze czynnik globalny w postaci posiedzenia amerykańskiego FED w środę wieczorem. Utrzymanie oczekiwań, co do podwyżek stóp procentowych w USA w tym roku (co będzie jednocześnie próbą „korekty” rynkowych założeń) może umocnić dolara i nieco zaszkodzić rynkom wschodzącym. Z kolei przełom stycznia i lutego może upłynąć pod znakiem oczekiwania na potencjalne pomysły „stymulacyjne” dla chińskiej gospodarki, które niekoniecznie muszą sprostać rynkowym oczekiwaniom.

Reasumując, obserwowana w ostatnich dniach korekta nadmiernego osłabienia złotego może być krótka. Koszyk BOSSA PLN wskazuje, że do potencjalnego dna bazującego na poziomach z kwietnia 2004 r. (82,14 pkt.) i lutego 2009 r. (83,55 pkt.) pozostało jeszcze trochę miejsca, choć niewątpliwie jesteśmy już w obszarze, który każe szukać średnioterminowego i długoterminowego dna na złotym.

Marek Rogalski,
główny analityk walutowy,
DM BOŚ