Dane makro w centrum uwagi
Chwilowo obawy o sytuację na rynkach wschodzących ustępują miejsca publikowanym danym makroekonomicznym. To one będą kształtować nastroje na rynkach finansowych dziś i na początku przyszłego tygodnia.
Chwilowo obawy o sytuację na rynkach wschodzących ustępują miejsca publikowanym danym makroekonomicznym. To one będą kształtować nastroje na rynkach finansowych dziś i na początku przyszłego tygodnia.
Dla inwestorów po obu stronach Oceanu najważniejszym wydarzeniem środowej sesji było bez wątpienia styczniowe posiedzenie Fed. W obliczu znacznie słabszych od prognozowanych danych, obrazujących dynamikę zamówień na dobra trwałego użytku, trwały spekulacje na temat możliwości dalszego ograniczania luzowania ilościowego.
Decyzja Niemiec o porzuceniu energii nuklearnej do 2022 roku spowodowała ogromne zmiany na niemieckim rynku energii. Odczuły je przede wszystkim duże firmy energetyczne, które do tej pory uzyskiwały wielkie zyski ze spalania paliw kopalnych, takich jak węgiel i gaz ziemny, a których model biznesowy obecnie odchodzi do przeszłości. Między innymi chodzi tu o RWE, które odnotowało ponad 50-cioprocentowy spadek zarówno ceny akcji, jak i zysków w przeciągu ostatnich trzech lat.
Ograniczenie przez Fed wartości QE3 oraz potwierdzone słabe dane z chińskiego sektora przemysłowego dodatkowo pogłębią obawy o sytuację na rynkach wschodzących.
Bank Centralny Turcji skradł dziś show amerykańskiemu Fed-owi. Jednak to co wydarzyło się na rynkach nie było groteską. To był dramat. Ta sztuka będzie miała jeszcze kilka aktów.
Koniec zeszłego tygodnia przyniósł osłabienie walut rynków wschodzących oraz spadki na rynkach akcji. Gorszy sentyment na globalnym rynku spowodował przyśpieszenie obserwowanego w 2013 roku trendu wzrostowego na parach EURTRY i USDTRY. Do znaczącego osłabienia tureckiej liry w styczniu przyczyniły się napięcia gospodarcze – podwyżki podatków oraz podwyższenie płacy minimalnej, oraz napięcia polityczne w postaci skandalu korupcyjnego pociągającego za sobą rekonstrukcje rządu.
Bank Centralny Turcji podnosząc agresywnie stopy procentowe skradł dzisiejsze show amerykańskiemu Fed-owi. To obecnie numer jeden na rynkach finansowych.
Nieoczekiwanie najważniejszym wydarzeniem wtorkowej sesji stało się nadzwyczajne posiedzenie Banku Centralnego Turcji. W odpowiedzi na osłabiającą się pozycję tureckiej waluty, której wartość w ostatnim czasie spadła do historycznych minimów, Erdem Basci, stojący na czele TCMB, podjął decyzję o znaczącym podwyższeniu stóp procentowych – benchmarkowej jednotygodniowej stopy procentowej z 4.5% do 10%, stopy pożyczkowej overnight z 7.75% do 12% oraz stopy depozytowej overnight z 3.5% do 8%, podkreślając, że wykorzysta wszystkie dostępne instrumenty finansowe, aby ustabilizować inflację.
Irlandia pożegnała się z kryzysem, Portugalia i Hiszpania są na dobrej drodze, nie ma niepokoju o Grecję i Włochy. Ale zagrożeń nie brakuje. Największy niepokój budzą Chiny, Argentyna, Turcja i Republika Południowej Afryki (CATS). Choć mówiło się o tym od pewnego czasu, na giełdach panował niczym niezmącony optymizm. Wygląda na to, że nadszedł czas na chwilę strachu.
Po piątkowym wystąpieniu Mario Draghiego, który podczas Międzynarodowego Forum Ekonomicznego w Davos mówił o „dramatycznej poprawie sytuacji” europejskiej gospodarki, która w najbliższych latach w dalszym ciągu „pozostanie pod silną presją”, ekonomiści zaczęli spekulować na temat możliwości zmiany polityki monetarnej ECB.
Rozmowa z Małgorzatą Kern, Skarbnikiem Miasta Chorzów
Złagodzenie obaw o sytuację na rynkach wschodzących oraz perspektywa odbicia na światowych giełdach będzie we wtorek wspierać złotego.
Podobnie jak to miało miejsce w piątek, skok notowań EUR/PLN i USD/PLN został wykorzystany przez inwestorów do sprzedaży walut. To pozytywny sygnał. Sugeruje, że ryzyko głębokiej przeceny złotego nie jest duże.
W myśleniu i podejmowaniu decyzji, związanych z pieniędzmi, często kierujemy się potocznymi poglądami, nawykami, niezbyt trafnymi opiniami, a czasem wręcz mitami i fałszywymi założeniami. To zaś, w połączeniu z niezbyt dużą wiedzą o finansach, może prowadzić do podejmowania działań nieskutecznych lub nawet niekorzystnych dla naszych portfeli.
Fala ucieczki inwestorów z rynków wschodzących, a co się z tym wiąże wyprzedaży ich walut, przetoczyła się w piątek przez świat. Złoty oberwał rykoszetem, tracąc do głównych walut. Dobrą wiadomością jest to, że stracił relatywnie niewiele.
Pozytywne wiadomości płyną z polskiego rynku pracy. W grudniu bezrobocie wprawdzie wzrosło, ale mniej niż prognozowali ekonomiści. To jednak nie wystarczyło, żeby wesprzeć złotego, który od rana mocno traci na wartości.
Lepsze od oczekiwań dane z Europy i rozczarowujące dane z USA stały się w czwartek impulsem do silnego umocnienia euro wobec dolara. Kurs EUR/USD wzrósł do 1,3685 z 1,3545 wczoraj na koniec dnia.
Styczniowe odczyty indeksów PMI dla Francji, Niemiec i całej strefy euro pozwoliły przełamać ostatni nienajlepszy sentyment do wspólnej waluty. Kurs EUR/USD wrócił ponad 1,36 i może dalej rosnąć.
Złotówka pomimo tego, że ma przed sobą optymistyczne perspektywy, traci na wartości. Związane jest to z globalnym umocnieniem dolara widzianym ostatnio na niemalże wszystkich parach walutowych (wyjątkiem może być tutaj kabel).
Poprzedni rok stanął pod znakiem silnych wzrostów cen akcji już od pierwszego dnia notowań. Obecnie mamy trend boczny w okolicach maksimów wszechczasów oraz dość niskie obroty. Niewykluczone jednak, że zmienność powróci na rynki już w przyszłą środę.