ZBP 25: Nie jesteśmy organizacją lobbingową
Z wiceprezesem ZBP Jerzym Bańką rozmawiał Krzysztof Mika.
Jak długo działa pan w ZBP?
– Ponad 20 lat i w związku z tym mogę powiedzieć, że jestem w stanie w sposób obiektywny ocenić efekty działania naszego związku, jego osiągnięcia i problemy, które jeszcze są do rozwiązania…
Jako że ten wywiad związany jest z rocznicą 25-lecia ZBP, zacznijmy od osiągnięć.
– Może warto zacząć od tego, że w ocenie wielu osób jesteśmy najskuteczniejszą izbą gospodarczą w Polsce, co więcej – izbą, która ma wymierne, konkretne osiągnięcia. Na dodatek nie jest ona typową organizacją lobbingową promującą interesy określonej grupy przedsiębiorstw. Nasze działania idą znacznie dalej. Mają charakter działań propaństwowych, działań na rzecz ulepszania prawa, poprawy relacji pomiędzy klientami banków a bankami.
Jako że ten wywiad związany jest z rocznicą 25-lecia ZBP, zacznijmy od osiągnięć.
Niezwykle ambitnie to zarysowane.
– Ale realnie. Wynika to z propaństwowych nastawienia naszych pracowników i ekspertów. Jesteśmy przekonani, że dobry system bankowy to jeden z warunków dobrze funkcjonującej gospodarki, państwa. Poza tym jednym z naszych priorytetów jest wspieranie właściwych relacji pomiędzy klientami a bankami.
Czyli?
– Dbamy o kształtowanie właściwej postawy pracowników bankowych. Stworzyliśmy kodeks etyki bankowej. Pracownicy muszą ZBPzapoznać się z nim, poznać standardy i złożyć egzamin przed komisją. To jeden z przykładów dobrych wzorców praktyk biznesowych, które promujemy. A jednocześnie warunek właściwych relacji z klientami. Bo zawsze staramy się pamiętać o tych kwestiach. Systemy zabezpieczeń, komputery, karty kredytowe nie wystarczą. Potrzebna jest właściwa praca z klientem i jeszcze raz pragnę podkreślić – to jeden z naszych priorytetów.
Pomówmy o kwestiach europejskich. Jesteśmy w UE, musimy posługiwać się europejskimi normami prawnymi.
– No właśnie. Zanim o implementacji dyrektyw, dwa słowa o współpracy z instytucjami UE – rzeczywiście istnieje wymiana doświadczeń, nasze sugestie są przyjmowane. Natomiast chciałbym się skoncentrować na nieco innej kwestii bardzo istotnej w naszej, związkowej działalności. To problem skutecznej implementacji wspomnianych dyrektyw i chyba jeden z ważniejszych problemów w pracy ZBP.
Czy to oznacza, że Polacy nie chcą implementować dyrektyw europejskich?
– Problem leży w różnicach kulturowych. Przemiany w Polsce mają bardzo krótki rodowód i czasami popadamy ze skrajności w skrajność. Albo prezentujemy dość lekceważący stosunek do prawodawstwa europejskiego, albo de56monstrujemy nadgorliwość wobec Brukseli, nieliczenie się ze skutkami, często negatywnymi, takich zachowań.
W przestrzeni publicznej dość powszechnie funkcjonują opinie o negatywnym stosunku banków do klientów, o nadmiernie restrykcyjnej polityce kredytowej…
– O właśnie, tu widać, jaka jest siła antybankowej propagandy. Problem kredytów we frankach dołożył swoje – banki są przez frankowiczów wręcz znienawidzone. A przecież jednym z naszych zadań jest kształtowanie dobrych relacji bank-klient. I tu paradoksalnie chodzi o to, żeby nie ułatwiać nadmiernie udzielania kredytów. Wielu klientów ma tendencję do nadmiernego zadłużania się, prezentując zbyt wielki optymizm w ocenie swojej zdolności kredytowej. ZBP promuje w swoich działaniach podejście polegające na przeciwdziałaniu nadmiernemu zadłużaniu, które w efekcie działa na niekorzyść ludzi i również sytemu bankowego, ponieważ możliwości odzyskania złych kredytów są niewielkie.
Ale to chyba nie wszystkie kwestie związane z nadmiernym zadłużeniem?
– Oczywiście. Chciałbym zwrócić uwagę na jedną, moim zdaniem niezwykle ważną, jeśli nie najważniejszą. To wykluczenie społeczne będące skutkiem nadmiernego, niemożliwego do spłacenia kredytu. Taka sytuacja powoduje, że niewypłacalni kredytobiorcy i ich rodziny znajdują się w dramatycznie złej sytuacji społecznej, nie mogąc normalnie funkcjonować, realizować swoich potrzeb życiowych. Właściwa ocena zdolności kredytowej czasami postrzegana jest jako efekt negatywnego stosunku do klienta. Tu warto wspomnieć o jeszcze jednym problemie – działalności firm pożyczkowych.
Nadmiernie liberalnych w ocenie możliwości kredytowych klientów?
– No właśnie. Kuszą łatwymi pozornie kredytami, trudnymi potem do spłacenia. Te firmy nie muszą wdrażać dyrektyw europejskich. Wypełniają swoistą lukę na rynku, kredytów ryzykownych, ale łatwiej dostępnych. To pozorne ułatwienie.
Kwestia wykluczenia społecznego łączy się z problemem upadłości konsumenckiej…
– Bez dobrej, mądrej ustawy o upadłości konsumenckiej zapobieganie, w skrajnych przypadkach, wykluczeniu społecznemu jest bardzo trudne. Niestety w tym zakresie prace idą wolno, a obecne uregulowania, nawet po ostatnich nowelizacjach, są ciągle dalece niewystarczające.
Nie uciekniemy w naszej rozmowie od kwestii, która wzbudza ostatnio tak duże, wręcz skrajne emocje, czyli kredytów frankowych.
– No cóż, sprawa kredytów frankowych w zasadniczy sposób psuje nam opinię. Niezasłużenie. Traktuje się nas jako emanację zła, jako przedstawicieli banków, które zamierzają zniszczyć frankowiczów. Obietnice złożone w kampaniach wyborczych, kiedy frankowicze mieli swoje pięć minut, doprowadziły do wzrostu oczekiwań społecznych. Całkowicie zresztą nieracjonalnych, co więcej – nieznajdujących oparcia w wyrokach sądów. Propozycje pojawiające się w wypowiedziach osób działających na rzecz pomocy frankowiczom są kompletnie oderwane od rzeczywistości. Ich realizacja, często odwołująca się do koncepcji prezydenckich, mogłaby doprowadzić do załamania sytemu bankowego, zagrożenia bezpieczeństwa depozytów. Staramy się występować w roli rozsądnego arbitra, ale nie jest to łatwe. Trudno wyważyć nieracjonalne oczekiwania frankowiczów i interes sytemu bankowego, de facto również mający określony wymiar społeczny – finansujący obrót gospodarczy, a zatem realizację potrzeb społecznych… Na zakończenie naszej rozmowy pragnę podkreślić: nie jesteśmy organizacją lobbingową, działamy na rzecz interesu ogólnego, społecznego, państwowego.