Kanada bliżej Europy

Kanada bliżej Europy
Mark Carney, Fot. Lars Hagberg, Źródło: The official website of the Government of Canada,
Kilka zdań z 16 września ’26 przewodniczącej Komisji Europejskiej Ursuli von den Leyen w Parlamencie Europejskim o możliwym stowarzyszeniu Kanady z Unią Europejską przemknęło przez media, ale rangi breaking news” nie otrzymały. Najwięcej uwagi poświecono im zresztą nie w Europie i Kanadzie, ale w USA - pisze Jan Cipiur.

W świecie polityki nikogo te słowa nie zaskoczyły. Wizję bardzo silnego zbliżenia z Unią uznano przede wszystkim za próbą „wybudzenia” prezydenta Donalda Trumpa z jego coraz gwałtowniejszych majaków geopolitycznych.

Szanse na formalne stowarzyszenie „wielkiego-małego” państwa z Ameryki Północnej z Unią są nikłe i niedługo zapewne zblakną, chociaż z drugiej strony, świat nie takie cuda widział.

Następnego dnia przed tym samym audytorium wystąpił premier Kanady Mark Carney, który mając na myśli wrogie poczynania Donalda Trumpa podkreślił, że pośród „szalejącej burzy” stowarzyszenie Kanady z Unią Europejską służyć będzie zapewnianiu suwerenności i wolności Kanady.

Dodał, że szeroki sojusz przewidywany przez Ursulę von den Leyen będzie tarczą chroniącą Europejczyków i Kanadyjczyków przez zdominowaniem, ale obie strony nie dążą do stworzenia kolejnego „supermocarstwa”.

Powiedział: „Nie proponuję utworzenia trzeciego bloku po to, by stać się rywalem wielkich mocarstw, wyróżniającym się jedynie lepszymi manierami; nie dążymy do władzy, by dominować nad innymi”.

Zasugerował, że Europa i Kanada chcą się związać ze sobą po to, „żeby nikt nie kontrolował naszych otwartych rynków, osłabiał naszą suwerenność, groził naszej integralności terytorialnej, podważał naszą wolność, nasze demokracje i rządy prawa”.

Sojusz państw demokratycznych średniej wielkości

Inicjatywa zakreślona dość cienkim piórkiem w Strasburgu przez oboje przywódców nie powinna zaskakiwać. Już w styczniu tego roku premier Carney mówił bardzo głośno w Davos o załamaniu  światowego porządku i nawoływał potęgi średniej wielkości do łączenia sił.

Jednak łączenie sił i sformalizowanie więzi w formule: Kanada jako „członek stowarzyszony” Unii Europejskiej to dwa nietożsame działania.

Pierwsze jest łatwiejsze i wykonalne nawet po zmianie rządu w Kanadzie i/lub zmianie układu sił w Unii. Tu dodać trzeba, że Kanada ma od 2017 r. z Unią układ handlowy CETA, ale nie ratyfikowało go do tej pory 11 państw członkowskich, w tym Polska, więc umowa obowiązuje „tymczasowo”.

Drugie działanie jest właściwie zbędne i służyło przede wszystkim podniesieniu polityczno-medialnej rangi dokonującego się zbliżenia.

Jeśli uznać tę oceną za prawidłową, to na dalszy plan schodzi brak w unijnym prawodawstwie jakichkolwiek wzmianek, a więc także przepisów o „członkostwie stowarzyszonym”. Wypełnienie tej luki w czasie niewykraczającym poza dekadę i dłuższym nie jest w obecnych realiach możliwe. Można byłoby tego dokonać wyłącznie wtedy, gdyby nad świat zaczęłyby nadlatywać nie pojedyncze, a całe stada „czarnych łabędzi”.

Sojusz dla przyszłości

Donald Trump zareagował na pozór zdecydowania. Zagroził, że „nałoży bardzo wysokie cła lub wstrzyma handel z Europą w wielu dziedzinach”, jeśli uzna dążenia Brukseli do nadania Kanadzie statusu partnera Unii Europejskiej za „akt wrogości”.

Najważniejszy w tym zdaniu jest tryb warunkowy -„jeśli uzna”. Musiał pogrozić pięścią, ale wie doskonale, że do czasu końca jego prezydentury Kanada z całą pewnością nie przeniesie się z polityką i biznesem z Ameryki do Europy, więc uprawia „nieolimpijską”, czyli nieuregulowaną dyscyplinę polityczną rzucania pogróżkami i groźbami lub obietnicami bez dalszego ciągu.

W kontekście zbliżenia z Unią Mark Carney może o sobie powiedzieć, że wie co mówi. Zna przecież Unię na wylot. Ukończył Oxford, w latach 2013 – 2020 był gubernatorem Banku Anglii i pierwszym cudzoziemcem na posadzie szefa BoE. W szczycie kampanii, która doprowadziła do wyjścia Wielkiej Brytanii z UE uznał w angielskim parlamencie, że „Brexit jest największym ryzykiem dla stabilności finansowej Zjednoczonego Królestwa”.

Musi oczywiście liczyć się z krajowymi realiami politycznymi. Lider konserwatywnej opozycji natychmiast ripostował, że tak jak Kanada nigdy nie mogłaby stać się 51. stanem USA, tak samo nie powinno się mówić o niej jako przyszłym 28. państwie członkowskim Unii Europejskiej. Nikt wprawdzie czegoś takiego nie ogłasza, ale mównice w parlamentach znane są z niezachwianej cierpliwości.

Przybywający do Brukseli nowy ambasador Kanady przy Unii powiedział z kolei, że „Kanada wolałaby mówić o ‘sojuszu dla przyszłości’”. Wiadomo doskonale, że chodziło mu stonowanie, więc dodał, „że wciąż daleko nam do tego, aby faktycznie ustalić, jak najlepiej to opisać”.

W USA pojawiło się mnóstwo komentarzy. Wśród nich zacytowany przez The New York Times, w którym Jörn Fleck, starszy dyrektor ds. Europy w Atlantic Council w Waszyngtonie powiedział: „To znacząca zmiana, zarówno pod względem politycznym, jak i retorycznym. (…) To oczywiście sygnał skierowany do Stanów Zjednoczonych, ale jest to również sygnał dla potencjalnych sojuszników, że UE jest gotowa wykazać się większą kreatywnością”.

Kanada był i jest para-europejska. Z czasów kolonialnych pochodzi dziedzictwo francusko-brytyjskie. Z kolei Akt konfederacji z Wielką Brytanią z 1867 nie czynił jej państwem w pełni suwerennym. Nie chodzi tylko o to, że głową państwa był monarcha brytyjski. Ottawa nie miała pełnej kontroli nad polityką zagraniczną i nad zmianami konstytucji, a parlament brytyjski mógł uchwalać ustawy dotyczące tego wówczas zamorskiego dominium.

Tak było do 1931 r., kiedy uchwalono tzw. Statut Westminsterski zmieniający niemal wszystko poza zdolnością konstytucyjną zarezerwowaną aż do 1982 r. dla brytyjskiego parlamentu. 95 lat temu zdecydowano jednak, że monarcha brytyjski pozostaje wprawdzie jednocześnie monarchą Kanady, ale stał się „królem Kanady”, podczas gdy do 1931 był „był królem Wielkiej Brytanii działającym w Kanadzie”

Nie wiemy, jakie będą i czy w ogóle zostaną zawiązane formalne więzi Unii i Kanady, ale korzystne byłoby silne zacieśnienie wszelkich relacji. Ratyfikując traktat handlowy z Kanadą ( CETA – Kompleksowa Umowa Handlowo-Gospodarcza) , Polska może się do tego przyczynić już zaraz-teraz. Będzie trudno, ponieważ prezydent Duda skierował dokument do Trybunału Konstytucyjnego, który jest „jak każdy widzi”, więc do tej pory w tej sprawie nie zawyrokował.

Jan Cipiur
Jan Cipiur, dziennikarz i redaktor z ponad 50-letnim stażem. Zaczynał w PAP, gdzie po 1989 r. stworzył pierwszą redakcję ekonomiczną. Twórca serwisów dla biznesu w agencji BOSS. Obecnie publikuje m.in. w Obserwatorze Finansowym. Jest członkiem Towarzystwa Ekonomistów Polskich (TEP).

Źródło: BANK.pl