Cła to broń „gospodarczych samobójców”
Cła przejściowe zostały ustanowione przez rząd amerykański po uznaniu w lutym tego roku (2026) przez Sąd Najwyższy USA poprzednich wielkich podwyżek ceł za nielegalne.
Prezydent USA już zapowiedział 50-procentowe cła na część importu z Kanady. Eksperci policzyli, że ich pobór przyniósłby ok. 20 mld dolarów, co przy eksporcie Kanady do USA w wysokości ok. 380 mld dol. rocznie nie jest kwotą przytłaczającą…
Kolejnym potężnym przeciwnikiem prezydenta mają być tzw. leki generyczne, czyli tanie medykamenty produkowane na świecie po wygaśnięciu patentu, tj. najczęściej po ok. 20 latach ochrony przed podrabianiem.
Czytaj także: Ależ się dzieje wokół taryf celnych prezydenta Trumpa
Cła są szkodliwe, co wiadomo już co najmniej od XVIII wieku
Gdzie pójdą kolejne natarcia i szczegóły kolejnej fazy wojen celnych toczonych ze światem przez Donalda Trumpa dopiero przed nami, ale nie od dziś wiadomo, że ani Stanom Zjednoczonym, ani ich sojusznikom z Zachodu nic dobrego nie przyniosą.
Już w XVIII i XIX wieku wielkie kohorty badaczy zwanych dziś ekonomistami na czele z Davidem Ricardo, Adamem Smithem, czy też Jean-Baptiste Say’em dowodzili, że cła to narzędzie budowania monopoli i olbrzymiego marnotrawstwa.
To wiemy już mniej więcej od czasów narodzin Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej. Jeśli zatem cła są szkodliwe – a są – to olbrzymie cła muszą wykrwawiać gospodarki zagorzałych „celników”.
To rozumowanie logiczne, ale wymagałoby naukowej weryfikacji, której akurat niedawno dokonano.
Raport The Macroeconomic Effects of Tariffs: Insights from 180 Years of US Trade Policy
W pracy pt. „The Macroeconomic Effects of Tariffs: Insights from 180 Years of US Trade Policy” czwórka badaczy (Tamar den Besten, Diego R. Känzig, Régis Barnichon, Aayush Singh) z Northwestern University i Federal Reserve Bank of San Francisco podała wyniki analizy wszystkich dużych zmian ceł w USA w latach 1840-2024.
Główny wniosek jest zgodny z oczekiwaniami ludzi wykszatłconych i rozsądnych. Brzmi: cła obniżają produkcję i PKB.
Przy wzroście stawki celnej o 1 punkt procentowy produkcja przemysłowa spadała w USA w szczycie tego nieszczęścia o 1,5 proc. i spadek utrzymywał się przez przeciętnie 8 lat.
Najbardziej widoczne było to po II wojnie światowej, kiedy dolar stale się umacniał, partnerzy handlowi nie pozostawali dłużni i też clili, a wraz z rosnących wyrafinowaniem produktów łańcuchy dostaw stawały się coraz wrażliwsze.
PKB cierpiał nieco mniej, bowiem tworzy go nie tylko przemysł. Przy takim samym wzroście ceł, tj. o 1 punkt procentowy, amerykański produkt krajowy brutto malał o 0,9 proc. Ten zły efekt jest rozłożony w czasie i osiąga przykre maksimum po kilku latach.
Co najistotniejsze dla dalszego wnioskowania, negatywne efekty „aktywnej polityki celnej” ujawniały się w XIX, XX, XXI wieku, co jest kolejnym potwierdzeniem, że Ricardo et consortes mieli i mają rację.
Cła zagrażają amerykańskiemu rynkowi pracy
Wskaźniki są maluteńkie i laik machnąłby na nie ręką, ale zdziwiłby się, że w przypadku USA jednoroczny spadek PKB to w dzisiejszych realiach ekonomicznych ubytek ok. 280 mld dolarów.
Ponieważ statystyczny pracownik amerykańskiego przemysłu wytwarza obecnie ok. 250 tys. dolarów PKB rocznie, to hipotetycznie utrata 280 mld dolarów przekłada się na co najmniej zagrożenie ponad 1,1 mln miejsc pracy.
Donald Trump twierdzi, że używa ceł dla ochrony amerykańskiej produkcji, ale raczej nie wie, co czyni.
Josh Lipsky, wiceprezes i przewodniczący sekcji ekonomii międzynarodowej w Atlantic Council zauważył zatem gorzko, że „cła wprowadzane przez niego pożyją znacznie dłużej niż Donald Trump, bowiem największą przeszkodą w ich znoszeniu po 2028 roku nie będą kwestie prawne, lecz problem finansowy”.

Jan Cipiur, dziennikarz i redaktor z ponad 40-letnim stażem. Zaczynał w PAP, gdzie po 1989 r. stworzył pierwszą redakcję ekonomiczną. Twórca serwisów dla biznesu w agencji BOSS. Obecnie publikuje m.in. w Obserwatorze Finansowym.
Jest członkiem Towarzystwa Ekonomistów Polskich (TEP).