Cisza przed burzą
Dobiega końca kampania prezydencka. Od godziny 24 obowiązywać będzie cisza wyborcza. Chciałoby się powiedzieć nareszcie.
Dobiega końca kampania prezydencka. Od godziny 24 obowiązywać będzie cisza wyborcza. Chciałoby się powiedzieć nareszcie.
Zdarza się – choć ma to miejsce niezmiernie rzadko – że szara rzeczywistość jest w stanie wprawić w zakłopotanie zwolenników najbardziej złowieszczych „spiskowych teorii dziejów”. Tropiciele nowego światowego rządu, poszukiwacze masońskich sprzymierzeń, naoczni świadkowie lądowania Marsjan na polu pod Rykami, ba! nawet zwolennicy tezy o ograniczaniu populacji ludzkiej przez zrzucanie z samolotów różnych toksycznych substancji muszą wtedy uderzyć się w pierś i powiedzieć: czegoś TAKIEGO nawet my, w naszej chorej wyobraźni, nie byliśmy w stanie wymyślić! Oczywiście, nie stanowi to bynajmniej powodu do chluby dla tych, za sprawą których spaczona wizja rzeczywistości staje się naszym udziałem.
Poznań staje się coraz ważniejszym punktem na mapie wydarzeń samorządowych. Przyczyniła się do tego konferencja „Petent 2.0”, czyli Contact Center i Customer Care w sektorze publicznym, która 22 i 23 kwietnia gościła w oryginalnych wnętrzach byłej drukarni, a aktualnie centrum biznesowo-innowacyjnym Concordia Design. Impreza, dobrze zorganizowana przez firmę Evention z Przemysławem Gamdzykiem na czele, przyciągnęła ponad setkę przedstawicieli sektora prywatnego, samorządów (głównie pracowników Urzędów Miast) i władz centralnych.
Bohater ponadczasowej bajeczki o Smerfach – niejaki Zgrywus – miał w zwyczaju wręczać komu popadnie pokaźnych rozmiarów pudełko z równie wielką kokardą. Biada obdarowanemu, który pociągnąl za wstążkę, w nadziei na sowity upominek! Wewnatrz opakowania ukryta była bowiem petarda, której wybuch okrywał nieszczęśnika tumanami sadzy – wywołując równoczesny paroksyzm śmiechu u niebieskiego huncwota. Stokroć śmieszniejszy od samego „upominku” był wszakże jeden fakt: wyczyny Zgrywusa i jego wybuchowe prezenty znane były w całej wiosce smerfów od niepamiętnych czasów – a jednak każdy z bohaterów, próbując otworzyć pudełko miał taką minę, jakby naprawdę spodziewał się, że TYM RAZEM trafi na coś innego niż do tej pory…
W piątkowy wieczór w wieku lat 93 zakończył długie i pracowite życie Władysław Bartoszewski. Więzień Auschwitz, współpracownik Rady Pomocy Żydom, żołnierz Armii Krajowej, powstaniec, ofiara stalinowskich represji, w stanie wojennym internowany, wykładowca, publicysta,minister, ambasador, pełnomocnik Premiera, wymieniać można by długo. Równie długa jest lista nagród i wyróżnień profesora, z Legią Honorową i Orderem Orła Białego włącznie.
Z prawdziwą przyjemnością należy skonstatować zmieniającą się rolę Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego – z mało twórczego ciała, zajmującego się opiniowaniem bieżących projektów ustaw, w stronę organu projektującego reformy systemowe we wspólnotach.
Kiedy w piątkowe przedpołudnie żona przekazała mi smutną informację od mojej Chrzestnej Mamy, że Jej siostra, a moja Ciocia Danka, bo tak wszyscy w rodzinie o Niej mówili, odeszła rankiem tego dnia cicho i dyskretnie, jakby nie chciała absorbować sobą i swoją chorobą otoczenia, poczułem fizycznie pustkę, jaką pozostawiła po sobie.
Wyroków trybunałów się nie komentuje – głosi stara zasada, toteż i ja powstrzymam się od oceny wtorkowego werdyktu Trybunału Konstytucyjnego w sprawie BTE. Rzecz w tym, że wyroki sądowe – wbrew tyleż powszechnemu, co mylnemu rozumieniu twierdzenia o niezawisłości sądów – nie są wydawane przez przybyszy z innej planety, kompletnie niezorientowanych w realiach panujących w danej społeczności. Istnieje wszak takowe zjawisko jak „kultura prawna”, która – czy tego chcemy, czy też nie – wywiera potężny wpływ na całokształt funkcjonowania systemu prawnego państwa, w tym również na wyroki wydawane przez sądy.
Czwartkowa wizyta na Poznań Motor Show utwierdziła mnie w jednym – jakże smutnym – przeświadczeniu: gdyby prezentowane na targach polskie superauto miało dorównać poziomem naszej narodowej specjalności – czyli hejtowi i narzekaniu – musiałoby osiągać prędkość powyżej 2 machów, mieć karoserię pokrytą 24 karatowym zlotem, wnętrze wysadzane brylantami i kosztować – bagatela – jakieś kilkadziesiąt milionów euro. Dotyczy to zresztą każdego rodzimego produktu, który – chcąc osiągnąć poziom wyznaczany przez wszechobecnych nad Wisłą hejterów – musiałby zostać wyposażony w fajerwerki, jakich na całym świecie nie planuje się stosować przez najbliższych 50 lat. Taki poziom zaawansowania gwarantowałby, że na forach internetowych pojawią się – a jakże by inaczej – krytyczne głosy innego sortu: po kiego grzyba tyle forsy (dodajmy – z naszych podatków, niezależnie od tego, czy producent w ogóle otrzymał jakąkolwiek dotację) wpakowano w tak niepotrzebne gadżety…
Piąta rocznica katastrofy smoleńskiej przypada na czas, który wbrew nadziejom prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz -Waltz, wyrażonym na wczorajszej sesji Rady Miasta, nie przyniósł ani ukojenia, ani nie wyleczył głębokich ran. Najbliższych ofiar tej tragedii, nas wszystkich, wreszcie Państwa i jego instytucji.
Spółdzielcza Grupa Bankowa dedykuje młodym klientom SGB Konto Mobilne, łatwy i szybki dostęp do dodatkowych środków poprzez kredyt odnawialny w ROR, kredyt gotówkowy i kartę kredytową.
Problem kredytów we frankach na tyle zdominował polityczne dysputy nagłaśniane przez różnego typu „przekaziory”, że można nabrać podejrzeń, iż jest stale podkręcanym tematem zastępczym.
Jeszcze nie tak dawno za symbol absurdu w czystej postaci uchodził na całym świecie Latający Cyrk Monty Pythona. Okazało się jednak, że purnonsensowe wizje brytyjskich komików skutecznie przebiła szara rzeczywistość – chociaż w tym przypadku nikomu nie powinno być do śmiechu.
Internet rzeczy – to pojęcie robi w ostatnim czasie karierę nie mniejszą niż 20 lat temu raczkujący sam Internet, raczkujący nad Wisłą. I nie jest to tylko wizja rodem z filmów science-fiction; wystarczy zapoznać się z funkcjonalnością nowoczenej pralki, telewizora czy aparatu fotograficznego by dojść do jednego wiosku; inteligencja w branży RTV/AGD przestaje być tylko domeną smartfona i laptopa. Wprawdzie najlepszej lodówce wiele jeszcze brakuje, aby była ona w stanie z powodzeniem zdać test Alana Turinga, a z odkurzaczem raczej nie zagramy w szachy, niemniej świat, w którym sprzęt domowy przejmie za nas w całości żmudne i powtarzalne obowiązki domowe wydaje się być wizją tyleż realną, co całkiem nieodległą.
Kwestia zmiany ustroju samorządów poprzez zrównoważenie roli władzy uchwałodawczej i wykonawczej staje się coraz bardziej palącą potrzebą. Na skutek wprowadzenia w 2002 roku bezpośrednich wyborów wójtów, burmistrzów i prezydentów miast doszło do marginalizacji znaczenia radnych, przez co zerwany został pas transmisyjny woli mieszkańców na działania wspólnot. Rada stała się fasadowym organem od „klepnięcia” budżetu”, a w cały system wpisano permanentny konflikt między nią a włodarzem.
W roku 1983 temu niespodziewanym hitem sezonu letniego stał się Franek Kimono. Minęły trzydzieści dwa lata – i o franku znów głośno, ino szwajcarskim. Decyzja szwajcarskiego banku centralnego, „sześciopak” przygotowany dla kredytobiorców przez sektor bankowy czy też kolejne deklaracje przedstawicieli organów nadzoru wyparły z pierwszych stron gazet nawet kryzys rosyjsko-ukraiński czy ofensywę terrorystów na Bliskim Wschodzie.
„Co Polacy wiedzą o swoich finansach, a co powinni wiedzieć?” – to nieco przewrotne pytanie było rozwinięciem tytułu debaty eksperckiej poświęconej oszczędzaniu naszych rodaków, zorganizowanej podczas tegorocznego spotkania koordynatorów i wykładowców programu „Nowoczesne Zarządzanie Biznesem”. Przysłuchując się debacie – jakże odmiennej od tyleż licznych, co dość standardowych, by nie powiedzieć: sztampowych raportów poświęconych gospodarności Polaków – doszedłem do jednego wniosku: dyskusje w podobnym duchu, choć z przyczyn oczywistych niekoniecznie w tak znamienitym gronie, powinny się toczyć regularnie w każdej polskiej szkole średniej, podstawówce – a być może i przedszkolu.
Zgodnie z oczekiwaniami, na Kongres XXV-lecia samorządów zjechało do Poznania 1300 osób z całej Polski, by wspólnie z najważniejszymi osobami w państwie świętować ćwierćwiecze istnienia samorządu terytorialnego. Jednak zamiast deklaracji podjęcia koniecznych zmian, samorządy znów usłyszały tylko gładkie słowa o swojej wielkiej roli.
Nawiasy w tytule dzisiejszego posta nie są bynajmniej przypadkiem; ostatnich skandali, wywołanych przez osławionego polskiego performera nie da się mierzyć jedną miarą. Decyzję sądu, który skwitował niedawne wybryki Wardęgi w centrum handlowym, ocenić należy wyłącznie z jak największą aprobatą – i nie ma znaczenia, czy główny bohater całego zajścia biegał w dezabilu, czy też – jak on sam twierdzi – przezornie przebrał się w kąpielówki. Bo też wcale nie chodzi tu o skandal natury obyczajowej, jak to raczą sugerować co poniektórzy „obrońcy moralności”.
Nie przebrzmiały jeszcze echa raportu Najwyższej Izby Kontroli dotyczącego finansowania przez resort kultury niepublicznych szkół artystycznych. Słowo finansowanie jest w tym przypadku jak najbardziej umowne, skoro, jak się okazało zapisane w budżecie na ten cel kwoty nie trafiały do zainteresowanych, co więcej nie mogli sprawdzić, ile i komu się należy..