Powrót niemieckiej marki byłby bolesny
O pomyśle likwidacji euro mówią nie tylko ekonomiści, ale i politycy. Jednak powrót do narodowych walut mógłby skutkować załamaniem gospodarczym, nawet w najsilniejszych państwach strefy euro.
O pomyśle likwidacji euro mówią nie tylko ekonomiści, ale i politycy. Jednak powrót do narodowych walut mógłby skutkować załamaniem gospodarczym, nawet w najsilniejszych państwach strefy euro.
Od początku globalnego kryzysu finansowego poszukujący bezpiecznej przystani kapitał eksploatuje te same instrumenty. Ich wachlarz się kurczy, a poszukiwanie nowych nie jest łatwe. Może to prowadzić do akceptacji większego ryzyka.
Wahania kursu amerykańskiej waluty od dwóch lat silnie wpływają na ceny surowców. To typowe dla okresów słabszej koniunktury. Uwolnienie notowań towarów od dolarowego dyktatu będzie zwiastunem trwałej poprawy w globalnej gospodarce.
Miniony rok był niezwykły pod względem zmian cen różnych rodzajów aktywów. Mieszanka dających najwięcej zarobić lub stracić surowców i indeksów giełdowych stanowiła wyzwanie dla zwolenników dywersyfikacji portfela.
Podzielam ostatnie prognozy głównych międzynarodowych instytucji: Komisji Europejskiej, OECD oraz MFW, które mówią, że to, co jest wysoce prawdopodobne w krajach wysokorozwiniętych w 2012 r., to nie duża recesja, lecz spowolnienie gospodarcze czy wręcz (niemal) stagnacja, a następnie powrót do umiarkowanego tempa wzrostu w roku 2013 i później. Jeżeli w 2012 r. wzrost gospodarczy w UE będzie w obszarze między -1 a +1 proc., oczekiwałbym, że wzrost PKB w Polsce wyniesie około 2 do 3 proc, może nawet bliżej 2 niż 3 proc. Wariant recesyjny ministra Rostowskiego jest, jak sądzę, bardzo mało prawdopodobny.
Przyjęty przez Radę Ministrów 6 grudnia 2011 r. projekt ustawy budżetowej na 2012 r. jest trzecią wersją planu przyszłorocznych dochodów i wydatków państwa. Prace na budżetem na 2012 r. rozpoczęły się w bieżącym roku z wyjątkowym wyprzedzeniem.
Nadzieje inwestorów, pokładane jeszcze niedawno w giełdach krajów rozwijających się, okazują się niezbyt trafione. Potencjał nowych rynków wciąż jest duży, ale nie ma szans ujawnić się bez poprawy globalnej koniunktury.
Najnowsze prognozy wskazują na łagodną recesję w Europie. Nasza gospodarka także zwolni tempo. W trzecim kwartale już widać niewielką zadyszkę, jednak utrzymamy się w światowej czołówce.
Europejski Bank Centralny dwukrotnie w ostatnich tygodniach obniżył stopy procentowe. Chiny zmniejszyły wysokość rezerw obowiązkowych. To efekt obaw o gospodarkę. Rada Polityki Pieniężnej bardziej boi się inflacji i zachowuje stoicki spokój.
Zapowiedź podwyższenia wieku emerytalnego niesie dwie wiadomości złe i dwie dobre. Będziemy pracować dłużej i krócej cieszyć się emeryturą. Za to wysokość świadczeń będzie wyższa, a nasze prywatne oszczędności będą miały więcej czasu na nabranie wartości.
Podobnie jak Aleksander Smolar i niektórzy inni polscy oraz zagraniczni politolodzy i komentatorzy, uważam berlińskie wystąpienie naszego ministra spraw zagranicznych za wyjątkowo cenne, niewątpliwie najważniejsze – jak dotąd – w okresie polskiej prezydencji i bodaj najważniejsze w odniesieniu do relacji polsko-europejskich od czasu wstąpienia Polski do UE. Tylko w okresie kryzysu politycy i państwa maja szansę na wykazanie się strategicznym talentem. Ani prezydent Bronisław Komorowski, ani inni politycy tej szansy jednak dotąd nie wykorzystali.
We wtorek nowy rząd zaakceptował przepisy zawarte w projekcie tzw. ustawy okołobudżetowej, które są ściśle związane budżetem na 2012 rok i planem finansowym państwa na przyszły rok. – Aby zapewnić stabilność finansów publicznych rząd przyjął rozwiązania umożliwiające zahamowanie szybkiego wzrostu długu publicznego, który niesie ryzyko przekroczenia drugiego progu ostrożnościowego (55 proc.) w 2012 r. – napisano w komunikacie opublikowanym przez CIR.
Inwestorzy działający na rynkach surowcowych nie mają łatwego życia. Wahania notowań jednych denerwują, innych cieszą. Obie grupy nie mogą bez siebie żyć, a o zarobek niełatwo.
Choć związek siły dolara z koniunkturą na giełdach zmienia się w czasie, to od kilku lat walutowy barometr wysyła czytelne sygnały. Umacniający się dolar oznacza spadki na rynkach akcji, słabnący daje przewagę bykom.
Choć związek siły dolara z koniunkturą na giełdach zmienia się w czasie, to od kilku lat walutowy barometr wysyła czytelne sygnały. Umacniający się dolar oznacza spadki na rynkach akcji, słabnący daje przewagę bykom.
Na rynku małych spółek trwa bessa. Na razie nie widać oznak, by ta tendencja miała się ku końcowi. Zbliżające się spowolnienie gospodarcze może ją jeszcze pogłębić.
Środowa decyzja Rady Polityki Pieniężnej była zgodna z oczekiwaniami analityków rynków finansowych. Rada postanowiła utrzymać główną stopę procentową na niezmienionym poziomie. Wynosi ona obecnie 4,5 proc. Ostatnia zmiana miała miejsce w czerwcu, kiedy RPP podniosła poziom stóp procentowych o 25 punktów bazowych. Od początku roku główna stopa procentowa w Polsce wzrosła (także w styczniu, kwietniu i maju) w sumie o 100 pb.
Oceniając stan rynku przez pryzmat popularnych wskaźników można sądzić, że wyceny spółek są atrakcyjne i warto przystępować do zakupów. Do ostrożności skłania jednak perspektywa osłabienia gospodarczego.
Strach przed ryzykiem zdaje się nie dotyczyć inwestorów z New Connect, gdzie zadebiutowało ponad 140 firm od początku roku. W tym samym czasie inwestorzy na GPW unikali ofert publicznych akcji.
Można mieć wątpliwości, czy przyjęty dzisiaj rano przez szefów państw i rządów strefy euro pakiet, chociaż to już około połowa tego co wydaje się potrzebne, wystarczy do permanentnego ustabilizowania sytuacji na europejskich rynkach finansowych, w szczególności w strefie euro. Powinien on mieć jednak silnie stabilizujący wpływ przez przynajmniej kilka miesięcy – uważa główny ekonomista BCC, prof. Stanisław Gomułka.