Wpływu wojny w Iranie na aktywność gospodarczą w Polsce jeszcze nie widać

Wpływu wojny w Iranie na aktywność gospodarczą w Polsce jeszcze nie widać
Michał Dybuła. Źródło: BANK.pl
Efekt wojny w Iranie jeszcze się nie uwidocznił, przynajmniej jeśli chodzi o twarde dane o aktywności gospodarczej w Polsce – ocenia dyrektor departamentu analiz ekonomicznych i sektorowych w BNP Paribas BP, Michał Dybuła. W kolejnych miesiącach presja ze strony wydarzeń geopolitycznych może stać się bardziej wyraźna, wszystko jednak zależy od czasu trwania konfliktu.

„Efekt wojny w Iranie i drożejących surowców jeszcze się nie uwidocznił, przynajmniej jeśli chodzi o twarde dane o aktywności gospodarczej. W marcu miał na razie miejsce efekt odbicia po relatywnie słabym początku roku – powiedziałbym, że w produkcji przemysłowej i budowlano-montażowej było to raczej odrabianie strat ze stycznia i lutego” – powiedział PAP Biznes Michał Dybuła.

„W kolejnych miesiącach presja ze strony wydarzeń geopolitycznych może stać się bardziej wyraźna, wszystko będzie jednak zależało od czasu trwania wojny.

Jeśli konflikt potrwa nie dłużej niż trzy miesiące, to w danych gospodarczych będziemy mogli zobaczyć jedynie niewielki efekt, a narracja dotycząca polskiej gospodarki nie powinna się istotnie zmienić” – dodał.

Rok inwestycji w polskiej gospodarce?

Jak wskazał, niezależnie od tego, co będzie działo się w Zatoce Perskiej, 2026 rok w polskiej gospodarce będzie stał pod znakiem inwestycji.

„Do Polski trafi duża pula funduszy unijnych i na wydanie znacznej części z nich mamy określony, dosyć krótki termin” – powiedział ekonomista.

Michał Dybuła zaznaczył jednak, że przy znaczącej eskalacji wojny, wpływ geopolityki na polską gospodarkę będzie mocniejszy.

„Niemniej, przy znaczącej eskalacji konfliktu na Bliskim Wschodzie – w scenariuszu wzrostu cen ropy naftowej do powiedzmy 200 USD za baryłkę – sytuacja będzie wyglądać gorzej.

Jeśli wojna stanie się jeszcze bardziej brutalna niż w marcu, to problemy z transportem ropy, gazu ziemnego i innych surowców związanych z branżą chemiczną będą się nasilać, co mocno odbije się na światowej gospodarce, w tym na polskiej” – powiedział ekonomista.

„Krótkoterminowo wojna w Zatoce Perskiej i wzrost cen ropy naftowej jest do opanowania, problemy zaczynają się przy przedłużającym się konflikcie. Stąd czas jego trwania ma tu kluczowe znaczenie” – dodał.

Czytaj także: Przedłużanie się wojny w Iranie grozi załamaniem globalnej gospodarki

Nastroje konsumenckie pogarszają się

Ekonomista BNP Paribas BP wskazuje, że choć marcowe dane o sprzedaży detalicznej były mocniejsze od oczekiwań, to wskaźniki koniunktury sugerują, że nastroje konsumenckie w ostatnich tygodniach mocno się pogorszyły.

„Sugerują one, że tempo wydatków konsumpcyjnych w ujęciu realnym może spaść z okolic 4 proc. do 2,5 proc. w perspektywie kolejnych dwóch miesięcy. Konsument ewidentnie reaguje na to, co dzieje się na świecie” – powiedział PAP Biznes Michał Dybuła.

Jego zdaniem, dane o sprzedaży detalicznej w marcu wsparły zbliżające się święta Wielkanocne i zakupy „na zapas”, związane z drożejącymi paliwami.

„Sprzedaż detaliczna wypadła lepiej, głównie ze względu na dodatkowe dni robocze, niedzielę handlową i święta Wielkanocne, które przypadły na początek kwietnia, więc większość zakupów została zapewne zrobiona jeszcze w marcu.

Po drugie, rosnące ceny paliw spowodowały, że konsumenci kupowali je niejako na zapas – spodziewając się wzrostu cen w kolejnych tygodniach przyspieszali decyzje zakupowe” – powiedział ekonomista.

„Warto zaznaczyć, że ceny maksymalne na stacjach paliw wprowadzono dopiero pod koniec marca, co mogło – w perspektywie całego miesiąca – nie zmniejszyć tych zakupów na zapas” – dodał.

Po mocnym marcu ekonomista spodziewa się, że kwiecień może przynieść słabszy odczyt.

„Stąd wydaje się, że w kwietniu taka sytuacja już się nie powtórzy. Odpadnie efekt związany zarówno z Wielkanocą, jak i częściowo z zakupami paliwa na zapas – choć one mogą jeszcze chwilę potrwać, szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę dobra trwałego użytku.

Po dobrym marcu, w kwietniu w sprzedaży detalicznej możemy zatem zobaczyć wyraźnie słabsze dane” – powiedział PAP Biznes Michał Dybuła.

Produkcja budowlano-montażowa skorzysta ze środków UE

Z kolei w przypadku produkcji budowlano-montażowej ekonomista spodziewa się utrzymania pozytywnego trendu.

„Co do produkcji budowlano-montażowej nie mam większych obaw – cała branża spodziewa się, że napływ środków z UE wesprze inwestycje, w tym budownictwo, więc tu kolejne dane powinny być całkiem dobre.

Jeśli chodzi o przemysł – wskazówek dostarczają nam badania koniunktury, z których wynika, że nastroje w większości branż pogorszyły się” – powiedział ekonomista.

„Firmy spodziewają się wyższych cen ze względu na wzrosty cen ropy i w konsekwencji – droższego transportu. Tu kluczowe jest to, jak długo rząd będzie utrzymywał instrumenty utrzymujące ceny paliw na niższych poziomach” – dodał.

Prognozy gospodarcze BNP Paribas BP – PKB Polski

BNP Paribas BP podtrzymuje swoją prognozę wzrostu PKB Polski w 2026 r. na poziomie 3,7 proc.

„Od dłuższego czasu nie zmieniamy naszej prognozy dotyczącej wzrostu PKB Polski w 2026 r. Weszliśmy w ten rok z prognozą na poziomie 3,7 proc., wówczas była ona raczej konserwatywna, dominowało przekonanie o 4-proc. wzroście.

Teraz wydaje się, że ta prognoza jest najbardziej adekwatna, biorąc pod uwagę wojnę w Zatoce Perskiej i zakładając, że ten konflikt w miarę szybko się zakończy” – powiedział PAP Biznes ekonomista.

„Dane z gospodarki, zwłaszcza po mocnym marcu wskazują, że w I kw. tempo wzrostu utrzymało się w okolicy 4 proc. – lub nieco mniej – w ujęciu rok do roku.

Kolejne kwartały mogą jednak przynieść nieco słabsze tempo wzrostu – szok naftowy uderza bowiem również w naszych partnerów handlowych i eksport może ponownie osłabnąć.

Jeżeli jednak konflikt będzie się przedłużał, to zapewne będziemy zmuszeni zrewidować prognozę wzrostu PKB w dół i jeszcze mocniej podnieść prognozy dla inflacji” – dodał Michał Dybuła.

Dyrektor departamentu analiz ekonomicznych i sektorowych w BNP Paribas BP prognozuje, że średnioroczna inflacja CPI w 2026 r. w Polsce znajdzie się na poziomie ok. 3,2 proc., przy założeniu, że ceny ropy średnio wyniosą 85 USD za baryłkę.

„To nasz bazowy scenariusz, ale sytuacja jest oczywiście mocno niepewna. Zakładamy, że – w wyniku postępującej deeskalacji – ceny ropy naftowej będą stopniowo spadać.

Technicznie zakładamy też, że rządowe rozwiązania obniżające ceny paliw zostaną utrzymane do końca czerwca, nie jest to jednak jakieś bardzo mocne przekonanie, że tak faktycznie będzie” – powiedział PAP Biznes Dybuła.

„Modelowe scenariusze makroekonomiczne są obecnie trudne do zastosowania, kluczowe są decyzje polityczne, a tu zakres możliwości jest bardzo szeroki. Im dłużej trwa wojna, tym ryzyko nieliniowych efektów staje się większe.

Warto pamiętać o czynnikach behawioralnych, które – pomijając sytuację finansową – będę wpływały na zachowania konsumentów i firm. Im dłużej trwa wojna, tym większe ryzyko in minus dla wzrostu i tym większe ryzyko in plus dla inflacji” – dodał.

Na froncie polityki pieniężnej bez zmian

Michał Dybuła z BNP Paribas BP zakłada, że w najbliższych kwartałach Rada Polityki Pieniężnej utrzyma stopy procentowe bez zmian.

„Zakładam, że w polityce pieniężnej w Polsce w tym roku już nic się nie wydarzy. Nawet zakładając, że szok związany z geopolityką szybko nie wygaśnie, to – patrząc akademicko – szok podażowy nie powinien w żaden sposób wpływać na politykę monetarną.

Z jednej strony mamy wyższą inflację, ale to nie jest proces wzrostu cen wynikający z nadmiernego kredytowania czy presji płacowej” – powiedział PAP Biznes ekonomista.

„Jednocześnie szok osłabia wzrost gospodarczy. A niezależnie od konfiguracji, w jakiej działała Rada, przynajmniej od 2001-2002 roku, to w zasadzie jedynym i dobrze sprawdzalnym czynnikiem, który wpływał na decyzje o stopach procentowych, było nominalne tempo wzrostu gospodarczego. Stąd, na ten moment, wydaje się, że RPP nie powinna podejmować żadnych działań” – dodał.

Jak zaznaczył, również ostatnie wypowiedzi prezesa NBP i członków RPP wskazują na stabilizację w polityce pieniężnej w tym roku.

„Przynajmniej w scenariuszu ok. 95 USD za baryłkę ropy” – powiedział ekonomista.

„Choć rynki dyskontują podwyżki stóp procentowych, to zakładanie ich – przynajmniej z punktu widzenia prognostycznego – wydaje się nie mieć obecnie dużego sensu” – dodał.

W ocenie Michała Dybuły, w przyszłym roku możliwy jest jednak powrót do dyskusji o obniżkach stóp procentowych w Polsce.

„W którymś momencie inflacja jednak zacznie spadać – nawet jeśli założymy, że w 2027 r. ceny ropy ustabilizują się na dzisiejszych poziomach, to efekt bazy będzie dość znaczy.

Dodatkowo zacznie uwidaczniać się efekt słabszej koniunktury. Wyższe koszty paliw są wyzwaniem dla firm i ich zdolność do rekompensowania wyższej inflacji swoim pracownikom jest mocno ograniczona.

Stąd, wybiegając w przyszłość, choćby z tego tytułu nie spodziewałbym się jakiegoś istotnego przyspieszenia tempa wzrostu płac” – powiedział ekonomista.

„W momencie, kiedy efekt droższej ropy zacznie wygasać, powiedzmy w II kw. przyszłego roku, to inflacja znajdzie się w okolicy 2,5 proc., czyli punktowego celu banku centralnego. Wówczas być może wrócimy do rozważań o ile i kiedy stopy procentowe mogą jeszcze spaść. Jednak zanim tam dotrzemy, czeka nas prawdopodobnie okres dłuższej stabilizacji w polityce pieniężnej” – dodał.

Źródło: Portal Finansowy BANK.pl