Problemy z obowiązkiem informacyjnym banków wobec klientów
Piotr Szwechłowicz swoje wystąpienie podczas Kongresu zatytułował – „Czy nadmiar informacji to nadal rzetelna informacja?”
Jak stwierdził podczas wywiadu – z faktu, iż klient podpisał się pod kilkunastostronicową umową nie wynika, że ją zrozumiał, a także nie ma pewności, że zrozumiał załączone do niej wyjaśnienia.
„39% polskiej populacji, zgodnie z badaniami, nie jest w stanie przeczytać ze zrozumieniem dłuższego tekstu. Dłuższy tekst to jest więcej niż pół strony” – mówił.
Dlatego wszelkie umowy powinny być pisane dla klientów w bardziej zrozumiały sposób i powinny być krótsze.
„Nawet ustawodawca, w tym przypadku unijny, zdając sobie sprawę, że tych informacji jest po prostu za dużo, wprowadził do nowych formularzy ich obowiązkową strukturę, gdzie najważniejsze z ważnych informacji mają się znajdować na pierwszej stronie formularza informacyjnego o umowie” – wyjaśniał Piotr Szwechłowicz.
Prościej nie znaczy bezpiecznie ( dla banku )
Na uwagę, że w ostatnim czasie banki zaczęły przedstawiać umowy pisane prostszym językiem stwierdził, że jest to dobry kierunek, ale też rodzi pewne zagrożenia dla banków.
„Oficjalne przepisy, mam na myśli regulacje prawne w rozumieniu ustawy, dyrektywy, są pisane językiem prawniczym. I teraz każda próba sparafrazowania tego na język bardziej potoczny to jest ryzyko. To jest ryzyko tego, że opiszesz to inaczej niż tak naprawdę stanowi to akt prawny” – argumentował.
„W praktyce, na przykładzie takich zjawisk jak sankcja kredytu darmowego, każde słowo może mieć znaczenie. Całkowita kwota kredytu, całkowity koszt kredytu – różne pojęcia brzmią podobnie, ale są tak naprawdę zupełnie czymś innym. Przy takiej próbie przepisywania aktów prawnych na język bardziej zrozumiały powstaje ryzyko wypaczenia pewnych kwestii” – dodał Piotr Szwechłowicz.
Jego zdaniem bank nie ma instrumentów do tego aby weryfikować realnie czy klient rozumie, czy też nie rozumie tego, co podpisuje.
„To w praktyce ma duże znaczenie co później widać w sprawach sądowych, bo na salach sądowych najczęstsze pytanie, które sąd zadaje konsumentowi, który pozywa bank, brzmi: a co pan z tego zrozumiał?”
„I wtedy klient, który ma oczywiście interes w tym, żeby mówić, że niewiele zrozumiał ( bo pozywa bank) stwierdza – zgodnie lub niezgodnie z prawdą (co to też jest niesprawdzalne ), że nie rozumiał, albo że pracownik banku go wprowadził w błąd. I to jest tak naprawdę główny generator sporów sądowych” – mówił Piotr Szwechłowicz.
Wskazał, że takie sytuacje mają miejsce przede wszystkim przy sprawach frankowych, wiborowych czy przy sankcji kredytu darmowego.
Sposób informowania klienta do zmiany
W jego opinii stopień szczegółowości informacji, które bank ma przekazać klientowi, a ten ma je zrozumieć, powoduje, że jest to zadanie niewykonalne.
Na pytanie czy w ogóle można stworzyć taki model umowy, która będzie zrozumiała dla klienta sektora bankowego, i która nie będzie budziła żadnych wątpliwości – Piotr Szwechłowicz stwierdził, że należy zmienić podejście do sposobu informowania klientów przez banki.
„Przyjmuje się założenie, że bank musi wyjaśnić klientowi, jak dana umowa działa – mówiąc kolokwialnie. Pytanie czy konsument w ogóle powinien być zmuszany do tego, żeby to zrozumieć” – mówił.
„Jeżeli ja, załóżmy jadę na stację benzynową i chcę kupić paliwo – to nie domagam się tego, żeby spółka sprzedająca mi to paliwo tłumaczyła jakie jest źródło pochodzenia paliwa, jak kształtuje jego cenę itd. Przyjeżdżam, kupuję, wyjeżdżam” – wyjaśniał na przykładzie Piotr Szwechłowicz. Jego zdaniem banki powinny maksymalnie uproszczać oferowane przez siebie produkty.
„Z drugiej strony, z perspektywy prawodawcy i sądów należałoby tak zawęzić i doprecyzować zakres rzeczywiście istotnych informacji, które mają dla klienta znaczenie, żeby bank wiedział w jakim zakresie ma faktycznie klientowi wytłumaczyć to, co on powinien zrozumieć, żeby mógł też upewnić się, że te konkretne informacje klient rzeczywiście rozumie.
Te informacje muszą mieć węższy zakres niż obecnie. To nie może być pięć stron, to może być na przykład pół strony. Myślę, że to byłoby wykonalne” – wskazywał Piotr Szwechłowicz.