Rynki wschodzące nie przestraszyły się danych z Chin
Wtorek 9 sierpnia nie przyniósł większych zmian na rynku eurodolara i eurozłotego. Kurs EUR/USD pozostawał w okolicach poziomu 1,11 natomiast kurs EUR/PLN fluktuował pomiędzy 4,26 a 4,27.
Wtorek 9 sierpnia nie przyniósł większych zmian na rynku eurodolara i eurozłotego. Kurs EUR/USD pozostawał w okolicach poziomu 1,11 natomiast kurs EUR/PLN fluktuował pomiędzy 4,26 a 4,27.
Notowania podczas poniedziałkowej sesji przebiegały w bardzo spokojnym nastroju. Większość indeksów na Starym Kontynencie zakończyła sesję wzrostami. Kalendarz makroekonomiczny był praktycznie pozbawiony ważnych publikacji, przez co na rynkach była zauważalna niewielka zmienność. W rezultacie, niemiecki DAX zakończył dzień wzrostem o 0,63%, francuski CAC40 zyskał 0,11%, natomiast brytyjski FTSE100 wzrósł o 0,23%. Warszawski indeks największych polskich spółek przez większość dnia zachowywał się podobnie do zachodnich rynków Europy. Finalnie, WIG20 zakończył dzień wzrostem o 0,64%, a obroty na całym rynku wyniosły niewiele ponad 500 mln zł.
Obecna hossa jest jedną z najdziwniejszych w historii ponieważ została napędzona i jest sztucznie podtrzymywana przez banki centralne. Za każdym razem kiedy na rynku widzimy choćby dziesięcioprocentową korektę do akcji od razu wkraczają gołębie z FED i zapewniają rynek, że na szybką normalizację polityki monetarnej nie ma co liczyć. Taka sytuację obserwujemy od 2009 roku, ale trzeba przyznać, że przez dłuższy czas działania przynosiły efekty nie tylko na giełdzie, ale także na rynku kapitałowym. Teraz jest inaczej.
Na rynkach stabilizacja. Złoty zdołał jeszcze lekko zyskać i znajduje się w miejscu, z którego rozpoczął w kwietniu odrywać się in minus od innych walut emerging markets. W krótkim terminie jest dobrze wyceniony.
Decydenci w USA zdają sobie sprawę, że gospodarka zbliża się do końca cyklu biznesowego. Jednak, obecnie, ogólne perspektywy dla amerykańskiej gospodarki wyglądają w miarę pozytywne. Rozczarowujące dane opublikowane na wiosnę nie sugerują, że czeka nas trwałe spowolnienie. Wielu ekonomistów było zdania, że zaskakujące dane dotyczące wzrostu gospodarczego w drugim kwartale skłonią Rezerwę Federalną (Fed) do przełożenia podwyżki stóp procentowych na grudzień 2016 lub nawet później. Jednak zapominają, że to dopiero pierwszy odczyt tych danych i mogą one zostać skorygowane w górę lub w dół 26 sierpnia, gdy zebranych zostanie więcej informacji.
Najważniejszym wydarzeniem piątkowych notowań były bez wątpienia bardzo dobre dane z rynku pracy w Stanach Zjednoczonych. Stopa bezrobocia utrzymała się na niezmienionym poziomie, wynoszącym 4,9%, jednak, co ważniejsze, zatrudnienie w sektorze pozarolniczym wzrosło o 255 tys. etatów, podczas gdy prognoza zakładała 175 tys. W sektorze prywatnym odnotowano natomiast wzrost o 217 tys. (prognoza 170 tys.). Mocniej niż zakładał konsensus wzrosła też płaca godzinowa, która wyniosła 0,3% (prognoza 0,2%).
Jak co każdy pierwszy piątek nowego miesiąca inwestorzy z niecierpliwością spoglądają na zegarek. Bowiem w ten dzień o godzinie 14.30 publikowane są dane z amerykańskiego rynku pracy, które mogą okazać się kluczem do przyszłych podwyżek stóp procentowych przez Rezerwę Federalną.
Najbliższe dni przyniosą sporo ważnych informacji dotyczących kondycji gospodarek Chin, Niemiec i strefy euro. Dla nas najbardziej istotna będzie piątkowa publikacja, w której GUS przedstawi szacunkowe dane o dynamice PKB za drugi kwartał.
Ten rok może zostać zapamiętany jako okres świetnych wyników obligacji – zwłaszcza na rynkach wschodzących, które od początku roku zyskały 16%.
Recesja nadchodzi wielkimi krokami, co dla Bank of England nie jest wcale zaskoczeniem. BoE może w czwartek obniżyć stopy procentowe, jednak największym wyzwaniem, z którym musi sobie poradzić Londyn, to kontrola deficytu na rachunku obrotów bieżących. W Polsce warunki gospodarcze są pozytywne, a zewnętrzne finansowanie i fundamenty – solidne. Na przeciwnym biegunie znajduje się Finlandia – to idealny przykład gospodarki, która nie wykorzystała swojej szansy.
Europejskie giełdy odnotowały we wtorek spadki wywołane niskimi akcjami sektora bankowego, które zdecydowanie pogorszyły nastroje. O ile głównym pretekstem strat na zachodnich parkietach Starego Kontynentu były banki, to na giełdzie w Warszawie stały się „motorem napędowym” wzrostów. Wszystko za sprawą praktycznie nowej ustawy frankowej, która z założenia ma generować dużo mniejsze koszty dla całego sektora, co z kolei wpływało na silne wzrosty cen akcji instytucji bankowych.
Na rynkach globalnych stabilizacja. Zyskują polskie 10-latki. To wyraz wzrostu zaufania do naszego kraju. Dziś mamy poznać szczegóły ustawy „frankowej”. Wg informacji „Rzeczpospolitej” ma ona być w bardzo złagodzonej formie, co powinno wspierać złotego i polską giełdę. Kluczowe dla dalszego obrazu rynku jest przełamanie 4,35 na EUR/PLN.
Banki w swojej działalności muszą liczyć się z ryzykami, w tym z ryzykiem kredytowym. Mogą je jednak dość skutecznie ograniczać. Służy temu np. rejestr kredytowy, do którego wszystkie instytucje udzielające kredytów i pożyczek przekazują informacje o zobowiązaniach swoich klientów i terminowości ich realizowania (czyli spłat). Dzięki temu powstaje w miarę kompleksowa wiedza na temat potencjalnych klientów, a to przyczynia się do ograniczenia ryzyka nietrafionej decyzji kredytowej. Mało tego – umożliwia usprawnienie procedur i stopniowe obniżanie kosztów.
Podczas, gdy amerykańskie giełdy biją historyczne rekordy, warszawski parkiet może patrzeć za ocean z zazdrością. Jednak zarówno hossa w USA, jak stagnacja na GPW stwarzają ciekawe okazje inwestycyjne.
Złoty miał w piątek okazję przebić się poniżej poziomu 4,35 za euro. Przeszkodziła słaba sesja na GPW i obawy o ustawę o kredytach frankowych. Czynniki globalne dają podstawy do dalszej aprecjacji, co ostatecznie powinno dać impuls do wzrostu wartości złotego powyżej wartości sprzed brytyjskiego referendum.
Uwagę inwestorów w najbliższych dniach przykuwać będą przede wszystkim publikacje wskaźników wyprzedzających dla przemysłu i usług głównych gospodarek świata oraz dane z amerykańskiego rynku pracy, mogące dać wskazówkę co do terminu podwyżki stóp w Stanach Zjednoczonych.
Citi Handlowy i Amerykańską Izbę Handlową w Polsce łączy kilkanaście lat satysfakcjonującej współpracy. Kolejnym krokiem w historii wzajemnych relacji jest powołanie Prezesa Zarządu Citi Handlowy, Sławomira Sikory w skład Zarządu Amerykańskiej Izby Handlowej w Polsce (AmCham).
Wczoraj wieczorem o godzinie 20:00 poznaliśmy decyzję dotyczącą poziomu stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych oraz komunikat do decyzji. Zgodnie z oczekiwaniami rynku, Rezerwa Federalna USA nie podjęła działań zmieniających koszt pieniądza, a w opublikowanym komunikacie odniosła się do gospodarki, ryzyka i inflacji.
Podczas środowej sesji europejskiej, w oczekiwaniu na komunikat Fed po kończącym się posiedzeniu, eurodolar stabilizował się w okolicach 1,10 złoty zaś zaczął tracić na wartości względem obydwu tych walut na parze EURPLN dochodząc do 4,38 a na USDPLN do 3,985. Fed, choć zostawił otwartą furtkę do szybszej podwyżki stóp, to w ocenie rynku nie był przekonywujący, co do możliwej wcześniejszej niż w grudniu decyzji umacniając tym euro do blisko 1,108 a złotego do 4,362. Dolara dodatkowo osłabiały publikowane w środę rozczarowujące dane z USA.
Notowania na europejskich parkietach w poniedziałek przyniosły głównie wzrosty. Giełdy na Starym Kontynencie w najmniejszym stopniu nie przejęły się weekendowymi, kolejnymi atakami w Europie i w USA. Można odnieść wrażenie, że rynki już całkiem nie reagują na akty terroru. Niemiecki DAX wzrósł o 0,50%, francuski CAC40 zyskał 0,16%, a brytyjski FTSE100 stracił 0,30%.