Czy krzywa WIBOR silniej spadnie poniżej stopy referencyjnej NBP?
W ostatnich tygodniach krzywa WIBOR ma negatywne nachylenie, a w terminach powyżej 3M kwotowania znalazły się poniżej stopy referencyjnej NBP (póki co jedynie nieznacznie do 9 pb).
W ostatnich tygodniach krzywa WIBOR ma negatywne nachylenie, a w terminach powyżej 3M kwotowania znalazły się poniżej stopy referencyjnej NBP (póki co jedynie nieznacznie do 9 pb).
W nowy tydzień wchodzimy z kursem EUR/USD powyżej poziomu 1,30. Inwestorzy wydają się nie zauważać słabych danych ze strefy euro żyjąc nadzieją na pozytywne rozwiązanie kwestii przyszłorocznego budżetu USA. Nadzieje są duże bowiem jak na razie w rozmowach nic nie osiągnięto. Kolejne spotkanie (tym razem sekretarza Skarbu USA T.Geithnera ze spikerem Izby Reprezentantów J.Boehnerem) zakończyło się wzajemnym obwinianiem za brak porozumienia.
Chińskie światełko nadziei o poranku nie odwołuje kryzysu ale silnie ociepla zimowy poranek.PMI dla sektora wytwórczego wzrósł do poziomu najwyższego od 6 miesięcy osiągając 50,6 w listopadzie (pierwszy wzrost od 13 miesięcy), ze wzrostem sub-wskaźnika dla nowych zapasów do poziomu 51,2. Wskaźnik HSBC potwierdza wzrost głównego PMI (50,5).
Wszyscy czuliśmy gdzieś pod skórą, że wzrost PKB będzie w III kwartale słaby. Słabsze były dane cząstkowe, słabo sprawdziły się modele prognozujące III kwartał, słabo performowała gospodarka Niemiec (a na pewno słabiej niż wielu oczekiwało) i słabe są dane tak w Polsce, jak i w Europie (choć kilka wskaźników – choć wiosny nie czynią – wykazało poprawę nastrojów biznesowych w wybranych krajach EMU).
Patrząc na wykresy EUR/USD i EUR/PLN można rzec deja vu sprzed dwóch tygodni – co w praktyce oznacza, że dobiegający końca tydzień to ponownie z jednej strony pięć dni sporej zmienności, z drugiej zaś (patrząc na wykresy godzinowe) praktycznie zerowa zmiana nominalna kursów EUR/USD i EUR/PLN. Na szerokim rynku główna para walutowa oscylowała bowiem w ostatnich dniach w szerokim przedziale 1,288-1,302 zaczynając i kończąc tydzień w okolicach 1,30 USD.
Daleko było wczoraj rynkowi do euforii, choć część aktywów skorzystała na tymczasowym porozumieniu w sprawie Grecji. Na wykresach bezpiecznych aktywów było bardzo statycznie – Bund nie zakotwiczył się w okolicach 1,46% nie próbując forsować nawet tego poziomu. Dyskusja w Niemczech która niejednoznacznie opiniuje zdobycze posiedzenia Eurogrupy nie pomaga. Obawy o haircut i magiczne słowo „veto” wiszą nad średnioterminowymi planami pomocy Grecji.
Pomimo przypływu optymizmu na fali poniedziałkowego porozumienia w sprawie pomocy finansowej dla Grecji euro nie zdołało trwale przełamać technicznego oporu na poziomie 1,30 USD. Impulsu do wzrostów nie otrzymały też waluty postrzegane, jako bardziej ryzykowne, jako że rynek już praktycznie od tygodnia dyskontował taki pozytywny dla Aten rozwój wydarzeń.
Bieżący tydzień rozpoczęliśmy w nie najgorszych nastrojach, głównie dzięki oczekiwaniu na uruchomienie pomocy dla Grecji oraz rozwiązanie problemu klifu fiskalnego w USA, po tym jak prezydent B.Obama wyraził przekonanie, że uda się uzyskać porozumienie w sprawie budżetu na przyszły rok. Kurs EUR/USD od pierwszych godzin poniedziałkowej sesji odrabiał straty z końcówki minionego tygodnia, ostatecznie testując opór na 1,28.
Apetyt na ryzyko, który zapoczątkował w piątek B.Obama a wsparły dane z rynku nieruchomości w USA (NAHB wzrósł do 46 poziomu najwyższego od maja 2006 roku) potwierdzające stopniową i trwałą poprawę sytuacji w tym sektorze amerykańskiej gospodarki, wsparł głównie rynek akcji generując wzrosty nie widziane od kilku dni, tygodni a nawet miesięcy. Dla rynku obligacji był to dzień niemrawy, i w równie niemrawy sposób w jaki niemiecki Bund 10Y podążył za niemrawym benchmarkiem amerykańskim, który został postawiony pod presją poprawy nastrojów na rynku.
Piątkowe spotkanie pomiędzy prezydentem Obamą i liderami Kongresu podniosło rynkowe nadzieje, że Republikanie i Demokraci będą w stanie wypracować alternatywę, rozwiązanie, porozumienie, które oddają ryzyka związane z „zapadalnością” fiskalnego klifu przed otwarciem nowego roku.
Po piątkowym odbiciu od wsparcia na 1,27 USD przez weekend euro umacniało się, dochodząc dziś we wczesnych godzinach porannych w okolice poziomu 1,277 USD. W tym samym czasie złoty cały czas „trzymał” się okolic 4,16.
Dobiegający końca tydzień to z jednej strony pięć dni sporej zmienności, z drugiej zaś (patrząc na wykresy godzinowe) praktycznie zerowa zmiana nominalna kursów EUR/USD i EUR/PLN. Na szerokim rynku główna para walutowa oscylowała bowiem w szerokim przedziale 1,266-1,28 zaczynając i kończąc tydzień w okolicach 1,275. W kraju zaś złoty notowany był pomiędzy 4,15-4,19 w poniedziałek i piątek notując poziomy 4,16.
Na rynku głównej pary walutowej bez istotniejszych zmian. Po czwartkowym wzroście notowań wspólnej waluty powyżej 1,28, który był wynikiem reakcji rynku na publikacje serii danych na temat PKB za III kwartał dla największych gospodarek strefy euro i dla samego Eurolandu, w piątek od rana już nie ma śladu. Kurs EUR/USD spada poniżej 1,275.
Dyskomfort sprawowania urzędu prezesa w kolegialnym zróżnicowanym ciele decyzyjnym wynika m.in. z faktu, że rozrzut poglądów jest pochodną zróżnicowanych scenariuszy gospodarczych jak również preferencji teoretycznych dzięki którym ekonomia spotyka się z ornitologią i analizuje rozróżnienia między gołębiami a jastrzębiami. Wiedza o gołębiowatych mówi nam, że występują jedynie 3 podrodziny tego gatunku, podczas gdy zróżnicowanie w ramach jastrzębiowatych to aż 9 podrodzin, w której obok „prostego” jastrzębia spotykamy orły, myszołowy czy sępy…
Łatwiej inwestuje się w coś co jest relatywnie tanie. Takim mianem ciężko określić polskie obligacje, tym bardziej gdy sytuacja rynkowa „woła o otwarcie” umysłów i materializuje scenariusze, które dla prognoz rentowności wzdłuż polskiej krzywej plasowały się raczej w „ogonach” rozkładu. Zróżnicowanie czynników działających obecnie wspiera grę na wypłaszczenie polskich krzywych i nie dotyczy to tylko krzywej obligacji, ale także IRS, podczas gdy nie niweluje ryzyka czasowych korekt na tak silnym rynku.
Pierwsza sesja tygodnia przyniosła stopniowe pogłębienie sale-off aktywów mniej bezpiecznych. Podczas gdy rynek został uprzedzony, że posiedzenie Eurogrupy nie może przynieść żadnych decyzji w sprawie Grecji, w ceny nie weszło ryzyko niespłacenia zobowiązań greckich wynikających z zapadalności 5 mld EUR bonów skarbowych. Jutrzejsza aukcja bonów, jak i pieniądze z Greckiego Funduszu Stabilności Finansowej mają pokryć zobowiązanie, a kraj czekać będzie na konstruktywne decyzje decydentów europejskich.
Poniedziałek nie przyniósł istotnej zmiany obrazu rynku głównej pary walutowej. Kurs EUR/USD nadal „walczy” ze wsparciem na 1,27. Inwestorzy najwyraźniej oczekują nowych impulsów. Wczoraj kalendarz makroekonomiczny praktycznie świecił pustkami, część Stanów Zjednoczonych nie pracowała ze względu na „Dzień Kombatanta, a w Europie oczekiwano w Brukseli spotkania ministrów finansów krajów strefy euro. Brakowało zatem bezpośrednich impulsów mogących „ustawić” rynek, stąd ta patowa od kilku już dni sytuacja nie zmienia się.
Weekend nie przyniósł istotnej zmiany obrazu rynku głównej pary walutowej. Kurs EUR/USD nadal „walczy” ze wsparciem na 1,27. Nastrojom rynkowym nie pomógł nawet optymistyczny pakiet danych z Chin jaki pod koniec ubiegłego tygodnia dotarł na rynek. W piątek podano bowiem, że inflacja spadła mocniej niż oczekiwano, a produkcja przemysłowa wzrosła o 9,6 % r/r, co było wynikiem lepszym od konsensu rynkowego. Sprzedaż detaliczna również wypadła mocniej od poziomu, który zakładały prognozy wzrastając w ujęciu rocznym o 14,5%.
Początek tygodnia dla rynków rozpoczyna się z przewagą obaw nad optymizmem. Ten ostatni nas nie opuszcza, głównie dlatego że tak w przypadku Grecji jak i Hiszpanii prędzej czy później, w większej bądź mniejszej skali, od razu bądź stopniowo, musi dojść do porozumienia. Lepszego bądź gorszego…tak dla kraju jak i całej strefy euro.
B.Obama nie może liczyć na słodki miesiąc miodowy, albo kredyt zaufania na rynku finansowym, choć fakt, że 7 listopada okazał się najgorszym dniem roku dla amerykańskich indeksów (poniżej 2% spadło również wczoraj wiele indeksów europejskich, nie tylko amerykańskich) jest tak fascynujące jak niepokojące.