Informacja złotym runem, z którego nas strzygą
Towar w formie informacji zbieranych przez milionowe aplikacje stał się złotym runem dla gigantów teleinformatycznych i rosnącej grupy baców doglądających coraz liczniejszych stad sztucznej inteligencji.
Tak jak w greckim micie, runa pilnuje smok, którym współcześnie jest mała grupa ogromnych firm technologicznych z USA i Chin oraz kilku wielkich firm spoza tej dwójki. Są wśród tych drugich koncerny z Indii, kraju nadal postrzeganego jako zacofany. Europa jest bliżej ogona tej grupki.
W naszym bogatym zakątku promienieje jedynie francuski start-up Mistral z obszaru AI specjalizujący się w otwartych dużych modelach językowych LLM. Po zaledwie trzech latach od utworzenia zajmuje pod względem wyceny czwarte miejsce w świecie i pierwsze, jeśli nie uwzględniać podmiotów z rejonu San Francisco Bay.
Firmy zarabiające setki miliardów dolarów w Internecie przeszły w ostatnich kilku latach do grupy biznesów tradycyjnych (sic). W kształtowaniu przyszłości, tak jak dziś ją sobie wyobrażamy, ich miejsce zajmują guru od AI.
„Obcy” / AI ingerują w „nasze sprawy”
Polska jest wyłącznie darmowym dostawcą informacji o zachowaniach i preferencjach najcenniejszego oddziału Polaków, jakim są ludzie w wieku od paru lat (dzieciaczki, które nie włożą nic do buzi bez filmików na smartfonie) aż do czterdziestoparolatków, przed którymi jeszcze co najmniej dwie dekady intensywnej pracy i konsumpcji.
Jeśli wyjąć poza nawias żywność i usługi zdrowotne, w obecnej rzeczywistości „spożywamy” niemal wyłącznie produkty trwałego użytku z zagranicy. Jest w tym bardzo mało złego, bo najpewniejszym źródłem bogactwa jest handel na szeroką skalę.
Nie jest już jednak dobrze, gdy nasze zakupy są celem i przedmiotem skrytego modelowania z użyciem tak powszechnych narzędzi jak TikTok, Instagram, Google, Facebook, a od mniej więcej pół roku także ChatGPT i cała gama innych „rozumnych” botów.
Czytaj także: Co zrobić, jeśli Twoje dane trafiły do Darknetu?
Przypadek TikToka
Najjaskrawszym przykładem prób obrony przed ingerencją obcych w „nasze sprawy”, choć istotę problemu lepiej oddaje fraza „nasze interesy”, jest saga z wyrzucaniem z USA chińskiego TikToka, z którego korzysta co najmniej połowa z ok. 340 mln wszystkich mieszkańców USA.
Argumenty za zakazaniem TikToka wykrzyczane przez prezydenta Trumpa w 2020 r. skupiały się na oskarżaniu Chińczyków o szpiegostwo, ale można iść o zakład, że najbardziej chodziło o biznes i zagrożenia dla monopolu globalnych gigantów w rodzaju Alphabet, czy Meta.
Po 6 latach ostrych batalii z udziałem Joe Bidena i Demokratów prezydent Donald Trump dopiął swego. 22 stycznia ’26, na dzień przed ultymatywnym terminem, ogłoszono powstanie joint venture, które przejęło amerykańskie aktywa i interesy chińskiego giganta ByteDance – twórcy i właściciela TikToka.
Wspólne przedsięwzięcie (ileż to już lat minęło, gdy określenie joint venture biło codziennie po oczach w naszym kraju) tworzy wielka spółka Oracle, firma private equity Silver Lake i firma inwestycyjna MGX wspierana przez kapitał emiracki – razem 50 proc. udziałów, 30 proc. z niewielkim haczykiem pozostanie własnością dotychczasowych inwestorów amerykańskich, a 19,9 proc. objął koncern ByteDance.
Nowy podmiot planuje przeprogramować algorytm TikTok na podstawie danych użytkowników z USA, a Oracle będzie nadzorować przechowywanie danych Amerykanów. Spółka joint venture będzie również odpowiedzialna za moderowanie treści dla użytkowników z USA.
Jednak globalny podmiot TikTok kontrolowany przez ByteDance będzie nadal zarządzał handlem elektronicznym, reklamą i marketingiem na nowej platformie w USA.
Niewykluczone zatem, że rozwiązanie nie uderzy w ByteDance i mało się w końcu zmieni.
Informacje przetwarzane przez AI (już?) rzadzą światem
Ważniejsze, że sprawa zjednoczyła dwa amerykańskie plemiona polityczne toczące od lat coraz cięższą wojnę. Dolar ma zaiste wielką siłę łączącą nawet najzacieklejszych zabijaków polityczno-ideologicznych.
Olbrzymią rolę odegrała też świadomość, że w niedalekiej rzeczywistości przetwarzane przez AI terabajty, petabajty, eksabajty danych będą silniejszym od rakiet narzędziem naginania woli ludzi, firm, państw.
Na czoło argumentacji towarzyszącej zamknięciu australijskim niedorostkom i małolatom dostępu do mediów społecznościowych wysuwano ich dobrostan psychofizyczny. Są wszakże w prawie uparciuchy dopatrujące się w odcięciu także innego dna, tego natury biznesowej.
Podobnie rozumują zapewne Francuzi zamierzający pójść śladem Australii.
U nas dyskusja na ten temat jest rachityczna, bowiem staliśmy się jako społeczeństwo zakładnikiem terminów wyborczych i jarmarcznych debat.
Powinniśmy wziąć przykład z Australii, gdzie tradycje wolności są współcześnie o wiele dłuższe niż w Polsce, ale mimo to posłużyli się tam zakazem.
Nic innego nie mamy na podorędziu, więc póki nie pójdziemy po rozum do głowy i nie uczynimy z edukacji priorytetu (jedynego z definicji, choć u nas priorytety mnożą się na uciechę diabła, jak króliki), to stwórzmy choćby tylko zasieki chroniące nas przed penetracją i dominacją mastodontów technologicznych.
Czytaj także: Do kampanii „Bankowcy dla CyberEdukacji” 2025 realizowanej przez ZBP i Policję dołączyła Meta
