Indie wyprzedzają Chiny, a Grecja idzie w ślady Zambii

Udostępnij Ikona facebook Ikona LinkedIn Ikona twitter

piotrowski.radoslaw.union.investment.tfi.267x400Na europejskich giełdach obserwujemy ocieplenie sentymentu. Po złożeniu przez Greków w poniedziałek nowych propozycji cięć budżetowych negocjacje na temat szczegółów ewentualnego porozumienia właśnie trwają. Rynki finansowe, szczególnie w Europie, zareagowały entuzjastycznie i chociaż tym razem światełko w tunelu zdaje się wyraźniejsze niż do tej pory, należy pamiętać, że szans na rozwiązanie problemu greckiego zadłużenia było już wiele. Jedynym faktem jest, że jak dotąd Grecja tylko skumulowała sobie trzy czerwcowe płatności dla Międzynarodowego Funduszu Walutowego w jedną. Pozwoliło to kupić trochę czasu, ale oznacza konieczność spłaty ok. 1,6 mld euro do końca czerwca. W przeszłości na podobny manewr zdecydowała się tylko Zambia (w 1983 r.). Problem Greków polega na tym, że kasa państwa nie posiada takich środków i ich jedyną nadzieją jest ostateczne porozumienie. Co prawda szansa na jego osiągnięcie znacząco wzrosła w tym tygodniu, ale dopóki to nie nastąpi, a postanowienia umowy pomiędzy Grecją a państwami strefy euro nie zaczną być wdrażane, trwałość obecnego sentymentu na giełdach europejskich może się okazać krótkotrwała.

Indie przejmują gospodarczą palmę pierwszeństwa
Jeśli chodzi o interesujące tendencje w skali globalnej, na pewno warto się przyjrzeć Azji. Wszystko wskazuje na to, że już w tym roku Indie przejmą gospodarczą palmę pierwszeństwa od Chin. Podczas gdy koniunktura w Chinach słabnie, a prognozy PKB w 2015 r. przewidują ok. 7-procentowy wzrost, Indie dynamicznie się rozwijają. Tegoroczna dynamika wzrostu indyjskiego PKB ma wynieść ok. 7,5%.

Jaka jest geneza tak poważnych zmian w Azji? Indie przypominają obecnie Chiny sprzed kilkunastu lat. Po długim okresie zastoju, kiedy nie wdrażano reform, a infrastruktura się nie rozwijała, w Indiach nastąpiły zdecydowane zmiany polityczne. Wybory parlamentarne w 2014 r. wygrała Indyjska Partia Ludowa na czele z Narendrą Modim. Nowy premier okazał się bardzo przedsiębiorczym człowiekiem i swoje doświadczenia w zarządzaniu jednym z indyjskich stanów (który za jego rządów bardzo prężnie się rozwinął) zaczął przenosić na poziom ogólnokrajowy. Nie bez znaczenia jest też spadek cen surowców takich jak ropa naftowa w ostatnich 12 miesiącach. Wpływa to na spadek inflacji (która historycznie w Indiach była bardzo wysoka), co daje indyjskiemu bankowi centralnemu pole do działania, jeśli chodzi o obniżki stóp procentowych (od grudnia zeszłego roku o 0,75 punktu procentowego). To z kolei pozytywnie wpływa m.in. na aktywność w gospodarce (niższe koszty kredytu). Co warte podkreślenia, indyjska waluta okazała się odporna na obniżki stóp procentowych i ogólne zawirowania wokół walut rynków wschodzących. W tym roku osłabiła się do dolara jedynie o niespełna 1%.

Indyjska gospodarka – tak, giełda – raczej nie
W kontekście inwestowania w indyjskie akcje momentum nie jest obecnie optymalne. Przede wszystkim z uwagi na niezbyt atrakcyjne wyceny spółek, głównie względem obligacji. Co prawda poziomy wskaźnika cena/zysk dla indeksu SENSEX oscylują wokół historycznych średnich, jednak już względem obligacji wycena wygląda mało atrakcyjnie. Pomimo spadku w ciągu roku o ok. 3 punkty procentowe inflacja w Indiach wciąż jest relatywnie wysoka (wzrost w maju o ok. 5% r/r), podobnie jak rentowności indyjskich obligacji skarbowych. Oprocentowanie papierów 1-rocznych wynosi obecnie ok. 7,8%. Biorąc pod uwagę wszystkie te czynniki, obligacje indyjskiego rządu wydają się atrakcyjniejsze dla inwestora niż akcje.

Radosław Piotrowski
zarządzający funduszami Union Investment TFI