Elektryki alternatywą dla diesla, 54-proc. wzrost r/r rejestracji e-samochodów dostawczych w I. kwartale ‘26
– Dziś rozmowa o elektrykach we flocie coraz rzadziej dotyczy wyłącznie ekologii czy wizerunku firmy, a coraz częściej przewidywalności kosztów i odporności biznesu na wahania cen paliw.
W operacjach opartych na stałych trasach, z regularnym powrotem do bazy i możliwością ładowania, samochód elektryczny przestaje być eksperymentem, a staje się racjonalnym narzędziem pracy.
Warto też pamiętać, że nowoczesne modele oferują już zasięg wystarczający do wielu powtarzalnych zadań, a czas szybkiego ładowania coraz częściej pokrywa się z obowiązkowymi przerwami kierowców.

To nie znaczy, że elektromobilność jest dziś rozwiązaniem uniwersalnym dla każdej floty, ale z pewnością oznacza, że coraz więcej firm powinno analizować ją w konkretnych scenariuszach operacyjnych i kosztowych – mówi Ilona Kącka, kierownik ds. rozwoju rynku i produktów w Truck Care.
Dostawczaki-elektryki już budują biznesowy case
Dane rynkowe pokazują, że to właśnie segment lekkiego transportu użytkowego najszybciej oswaja się z elektromobilnością. Po pierwszym kwartale 2026 roku liczba rejestracji elektrycznych aut dostawczych wzrosła w Polsce o 54 proc. r/r, do 563 sztuk. Choć w samym marcu odnotowano spadek o 11 proc. i 134 rejestracje, rynek kwartalnie pozostaje wyraźnie na plusie.
To sygnał, że dla części firm, szczególnie w miejskiej logistyce, dystrybucji lokalnej i tzw. ostatniej mili, napęd elektryczny zaczyna być realną alternatywą dla diesla.
W praktyce decyduje tu nie moda, ale charakter operacji. Tam, gdzie pojazd codziennie wraca do bazy, pokonuje przewidywalne dystanse i może być ładowany w zaplanowany sposób, łatwiej kontrolować koszt kilometra oraz ograniczyć wpływ zewnętrznych szoków paliwowych na rentowność floty.
Dlatego w wielu firmach to właśnie e-dostawczak będzie pierwszym etapem szerszej transformacji transportu.
Ciężki transport: potencjał jest, ale skala nadal pozostaje symboliczna
Znacznie ostrożniej wygląda sytuacja w transporcie ciężkim. Z danych PZPM wynika, że w marcu ’26 zarejestrowano w Polsce 10 elektrycznych samochodów ciężarowych, wobec 13 rok wcześniej, a w kategorii N3 odnotowano tylko 5 rejestracji.
Sama organizacja branżowa podkreśla, że szczególnie pojazdy powyżej 16 ton wciąż pozostają na bardzo niskim poziomie rejestracji.
Kierunek zmian jest już jasno widoczny na poziomie europejskim. Według ACEA w całej UE w 2025 roku diesle odpowiadały nadal za 93,2 proc. nowych rejestracji średnich i ciężkich samochodów ciężarowych, a pojazdy elektryczne miały 4,2 proc. udziału w rynku.
Zmiana więc postępuje, ale z perspektywy flot ciężkich wciąż jest to raczej faza wczesnego wdrożenia niż masowej wymiany taboru.
Z kolei formalne ramy wsparcia w Polsce już istnieją: program NFOŚiGW dla pojazdów N2 i N3 ma budżet do 2 mld zł, a maksymalne wsparcie może sięgać 750 tys. zł na pojazd kategorii N3.
Elektromobilność kierunkiem dla flot firmowych
Z punktu widzenia firm oznacza to, że elektromobilność we flocie nie powinna być dziś analizowana jako jeden wspólny projekt dla wszystkich typów pojazdów. W segmencie dostawczym coraz częściej zaczyna się już spinać operacyjnie i kosztowo.
W segmencie ciężkim potrzebne są natomiast jednocześnie trzy elementy: dopłaty, infrastruktura i cierpliwie budowane doświadczenie operacyjne.
Dlatego pytanie nie brzmi już, czy elektryfikacja wejdzie do flot firmowych, ale w których częściach biznesu stanie się opłacalna najszybciej.
– Kluczem nie jest samo wejście w elektromobilność, ale sposób, w jaki się to zrobi. W wielu przypadkach rozsądniejszy od zakupu całej floty będzie pilotaż i elastyczny model finansowania, który pozwoli sprawdzić technologię w realnych warunkach operacyjnych bez zamrażania kapitału i bez pełnego przejęcia ryzyk związanych z serwisem, baterią czy wartością rezydualną.
Bo na obecnym rynku coraz częściej największym kosztem nie jest sam elektryk, tylko zbyt długie odkładanie decyzji o jego sprawdzeniu – podkreśla Ilona Kącka.