Co widać za fasadą chińskich banków?
Wizyta prezydenta USA Donalda Trumpa w Pekinie stała się okazją do porównania kondycji gospodarki chińskiej i amerykańskiej. Wielu komentatorów uważa, że porównanie to wypada korzystniej dla Państwa Środka.
Zapominają jednak o problemach, z jakimi boryka się gospodarka kraju rządzonego przez Xi Jinpinga. Jednym z najpoważniejszych jest nieprzejrzystość systemu bankowego.
Chińskie banki są ogromne i wspierane przez państwo. Oficjalne wskaźniki złych kredytów pozostawały zaskakująco niskie nawet wtedy, gdy gospodarka przeżywała kryzys nieruchomości i spowolnienie wzrostu. Coraz więcej ekonomistów uważa jednak, że za tą stabilnością kryje się gigantyczny problem ukrywanych strat.
Według analizy Bloomberga rzeczywista wartość niespłacanych kredytów w Chinach może sięgać nawet 3 bln dol. Oficjalny wskaźnik złych kredytów wynosi jedynie 1,5%, ale wielu analityków uważa, że prawdziwy poziom jest wielokrotnie wyższy.
Adam Wolfe z firmy Absolute Strategy Research szacuje, że realny udział problematycznych pożyczek może wynosić około 10% wszystkich kredytów. Inni eksperci mówią nawet o 20%.
Bankructwa ad Kalendas Graecas
Chińskie banki masowo unikają uznawania kredytów za stracone. Zamiast żądać spłaty od niewypłacalnych klientów, przedłużają terminy pożyczek, zawieszają raty lub pozwalają firmom płacić jedynie odsetki. Dzięki temu przedsiębiorstwa formalnie nie bankrutują, a banki nie muszą wykazywać gwałtownego wzrostu złych aktywów.
Władze w Pekinie od czasów pandemii zachęcają banki do „elastycznego” traktowania klientów znajdujących się w trudnej sytuacji. Programy odraczania spłat obejmują pożyczki warte ponad 9 bln juanów.
Polityka ta pozwala uniknąć fali bankructw i paniki finansowej. Chińskie władze obawiają się scenariusza, w którym nagłe ujawnienie skali strat mogłoby doprowadzić do kryzysu podobnego do tego, jaki przeżyły Japonia w latach ’90.
Cena za ukrywanie strat
Cena tej strategii jest jednak ogromna. Kapitał pozostaje zamrożony w nierentownych przedsiębiorstwach, określanych mianem „firm zombie”. Takie spółki nie są w stanie finansować inwestycji ani zwiększać produktywności, ale nadal pochłaniają kredyty i zasoby banków.
Ekonomiści ostrzegają, że polityka odwlekania problemu stopniowo podkopuje tempo wzrostu całej gospodarki. Banki zamiast finansować nowoczesne przedsiębiorstwa utrzymują przy życiu firmy, które w normalnych warunkach dawno powinny zostać zlikwidowane lub zrestrukturyzowane. To oznacza niższą produktywność, słabszy wzrost płac i coraz mniejszą dynamikę chińskiej gospodarki.
Międzynarodowy Fundusz Walutowy wzywa Pekin do stopniowego odejścia od polityki ukrywania strat i szybszego ujawniania złych kredytów. Problem polega na tym, że taki ruch oznaczałby konieczność dokapitalizowania wielu banków.
Pekin znalazł się więc w pułapce – może nadal ukrywać straty i godzić się na coraz wolniejszy wzrost albo ujawnić prawdziwą skalę problemu, ryzykując finansowy wstrząs, który może ciążyć na chińskiej gospodarce przez wiele następnych lat.
Czytaj także: Czy samochody „made in China” już zdominowały globalny rynek? Nowy raport EFL
