O klimacie i nie tylko…
Ewa Kopacz wróciła ze szczytu klimatycznego z ustaleniami, które polskiej energetyce dają czas do roku 2030 a nam konsumentom szansę na unikniecie skokowego wzrostu cen energii.
Ewa Kopacz wróciła ze szczytu klimatycznego z ustaleniami, które polskiej energetyce dają czas do roku 2030 a nam konsumentom szansę na unikniecie skokowego wzrostu cen energii.
W warszawskim Muzeum Historii Żydów Polskich, które już za kilka dni otworzy swe podwoje zwiedzającym, nie sposób przejść obojętnie obok monumentalnych rozmiarów, białej ściany; wypisano na niej nazwiska dobroczyńców, którzy w znacznym stopniu przyczynili się do powstania placówki. Wśród tak znamienitych donatorów jak niemal połowa polskich ministerstw, władze kilku europejskich państw, najbogatsze koncerny i instytucje finansowe z Polski i całego świata czy też prestiżowe instytuty naukowe, moją uwagę przyciągnął niejaki Jack Tramiel – Jacek Trzmiel wraz z małżonką, Helen z domu Goldgrub.
Sytuacja na Ukrainie i wokół niej, próby wodne zbiorników w świnoujskim gazoporcie, tragiczne wypadki w górnictwie, wreszcie wyjątkowo ciepła jesień, wszystkie te mniej lub bardziej powiązanie fakty i zdarzenia stawiają na porządku dziennym sprawę naszego bezpieczeństwa energetycznego.
Przed wieloma laty, w czasach gdy jeszcze poczciwy „maluch” na ulicach Warszawy otaczany był przez dziesiątki gapiów, a kolorowa telewizja jawiła się jako nowinka wprost z innej planety, na łamach „Młodego Technika” ukazał się rysunek dość kuriozalnej maszyny. Urządzenie to miało wykonywać jakąś relatywnie prostą pracę przy wykorzystaniu jak największej liczby urządzeń pośrednich. Były tam i przekładnie ślimakowe, i stożkowe, i sprzęgła najróżniejsze, ba! nawet siłowniki pneumatyczne i hydrauliczne. Nie trzeba było jednak posiadać dyplomu Politechniki by dostrzec, że do wykonania całej roboty z powodzeniem wystarczył jeden z najprostszych mechanizmów przekładniowych, stosowanych co najmniej od czasów Leonarda da Vinci.
Życie jest po to, aby je przeżywać. Przeżywać, a nie przeżuwać! Iść przez nie powoli – tak, by widzieć jego piękno. Nasycać się nim i samemu przy tym pięknieć.
We wczorajszym meczu piłkarskiej reprezentacji Polski zakończonym „zwycięskim remisem” ze Szkotami powróciły demony przeszłości i grzechy, które pamiętamy z ostatnich mistrzostw Europy w piłce nożnej.
Dawno, dawno temu, w prastarym, królewskim grodzie, żył sobie szewczyk chwat…. wróć! Przecież nie o Dratewce dzisiaj miało być, jeno o Dudku. O jakim znowu Dudku? Ano – o Stanisławie Dudku, warszawskim rzemieślniku. Coby uniknąć oskarżeń o misselling, uprzedzam na samym początku: obecności smoka nie przewidujemy. Gadzinę takową nasz bohater mógł napotkać jedynie czytając wnuczętom bajki do poduszki – o ile w ogóle posiadał wnuczęta, co wcale nie jest takie oczywiste. Nie będzie również Moskali, choć ich wypędzanie swego czasu było specjalnością warszawskiego cechu rzemiosł skórzanych. Ale to było dawno temu, za Kościuszki, a imć Dudek żył całkiem niedawno…
Dramat na torze Formuły 1 i stracone nadzieje Roberta Kubicy – ostatnia niedziela nie należała do dni najszczęśliwszych dla fanów sportów motorowych. Relacje z potwornej kraksy, jakiej uległ w niedzielnym wyścigu Jules Bianchi i sprzeczne niekiedy informacje o stanie zdrowia francuskiego zawodnika sprawiły, że kibice całego świata „poczuli się Francuzami” -a sportowe emocje zeszły na dalszy plan. W przypadku polskiego rajdowca na szczęście wszystko skończyło się na wielkim strachu – ale i tak szkoda każdego z punktów, jakie Robert Kubica mógł w bieżącym sezonie dopisać do swoich rezultatów. I choć trudno nawet porównywać obydwa zdarzenia – dla wszystkich miłośników automobilizmu stanowiły one kolejne już memento, że w tym sporcie gra o najwyższą stawkę toczy się dosłownie w każdej sekundzie.
Inauguracja kampanii samorządowej przez dwóch największych adwersarzy-PO i PiS, oraz, „tego trzeciego” – SLD rozpoczęła się w samo południe w Warszawie. Z trzech kandydatów na urząd prezydenta stolicy, tylko urzędująca Pani prezydent miała program realny, bo oparty o zaplanowane już wpływy, inwestycje, oraz rozstrzygnięte w znacznej mierze przetargi.
Podchmielony rowerzysta mknie nadwiślańskim bulwarem, wydatnie się zataczając. Pijacki rajd kończy się na betonowym koszu na śmieci: zdarte kolana, przednie koło skręcone w ósemkę, wyłamany teleskopowy przedni widelec. Mija niespełna dzień – i oto wytrzeźwiały już cyklista odsyła wrak do sprzedawcy, domagając się… zwrotu pieniędzy. Miejska legenda? Kiepski dowcip? A może fragment scenariusza nigdy niezrealizowanego filmu Stanisława Barei? Nic z tych rzeczy – po prostu… prawa konsumenta. Jeżeli tylko bicykl został nabyty w sklepie internetowym, a od zakupu minęło nie więcej niż czternaście dni – przedstawiony powyżej rozwój wypadków staje się jak najbardziej realny.
Jechałem na gapę. Dokładnie pięć przystanków. W samo południe, w samym sercu stolicy i – na domiar złego – osiemnastką. Tak, tą samą osiemnastką opiewaną w jednej z najpiękniejszych warszawskich piosenek. I co najgorsze – wcale nie żałuję, pomimo iż uchylanie się od należnej zapłaty bynajmniej nie jest w moim stylu. Ponadto wszem i wobec deklaruję, że następnym razem w analogicznej sytuacji postąpię dokładnie tak samo – co zgodnie z kan. 987 Kodeksu prawa kanonicznego („Wierny, aby otrzymać zbawczy środek sakramentu pokuty, powinien być tak usposobiony, by odrzucając grzechy, które popełnił, i mając postanowienie poprawy nawracał się do Boga…„) uniemożliwia fresh start uzyskiwany za pośrednictwem konfesjonału. Ale do rzeczy.
Wczorajsze doniesienia agencyjne, dodajmy że nie tylko serwisów sportowych, rozpoczynała sensacyjna informacja. Austriacki mistrz skoków narciarskich, 27 letni Thomas Morgenstern ogłosił zakończenie kariery.
Wybór premiera Donalda Tuska na przewodniczącego Rady Europejskiej to najgorętszy news kończących się wakacji. Ten ewidentny sukces Polski można interpretować na wiele sposobów.
40 lat po meksykańskim mistrzostwie świata ekipy Huberta Wagnera, reprezentacja Polski w piłce siatkowej pod wodzą Stephane’a Antiqi powtórzyła ten sukces po pasjonującym meczu z Brazylijczykami.
Rosną w miastach domy z czerwoniutkiej cegły, domy wznosi murarz, bo w tej pracy biegły. Elektryk układa kable, hydraulik podłącza wannę, umywalkę i WC, glazurnik, dekarz i posadzkarz też mają pełne ręce roboty… a co robi pan domu? Otwiera portfel i płaci kolejnym wykonawcom – bez nich bowiem nie jest w stanie przykręcić nawet najprostszego gniazdka do ściany. Kiedy już wymarzony dom stanie się faktem, nic się nie zmienia. Cieknący zaworek od WC? Wbicie gwoździa pod nowy zegar? Trzeba zawołać fachowca – taką odpowiedź usłyszymy coraz częściej. W tempie ekspresowym rośnie nam pokolenie technicznych analfabetów.
– Portugalczyku, jak nóż bezlitosny! – żaliło się swego czasu w Kabarecie Starszych Panów słowiańskie dziewczę. Przybysz z dalekich stron faktycznie wykazał się cynizmem do kwadratu, gdy po upojnej nocy odpalił bez żenady, iż „ne zaplati„. Niestety, wszystko wskazuje na to, że stwierdzenie to na dłużej zagości nad Wisłą – jednak tym razem wypowiadane nie przez cudzoziemca, nie w kabarecie i w ogóle nikomu nie będzie do śmiechu. Po długich latach Sejm uchwalił wreszcie – długo oczekiwaną – nowelizację przepisów, regulujących zasady tzw. upadłości konsumenckiej.
Dzisiaj mija dwadzieścia pięć lat od powołania pierwszego niekomunistycznego rządu z Tadeuszem Mazowieckim, któremu nie dane było owej rocznicy doczekać. Gdy dziś analizować słowa pamiętnego ekspose, jasno widać, że był Tadeusz Mazowiecki człowiekiem wizji, wiary i niezłomnych zasad.
Instytucje finansowe pracują już w tzw. Chmurze obliczeniowej, model outsourcingu IT może wprowadzić również do zrzeszeń Banków Spółdzielczych usługi z najwyższej półki bez wielkich inwestycji kapitałowych.
Złowrogie poczynania naszego wschodniego sąsiada? Dziurawe drogi i kiepski stan infrastruktury? A może wszechobecna – zdaniem niektórych – niekompetencja kadry urzędniczej? Nic z tego. Największą przeszkodę dla polskich przedsiębiorców stanowi niestabilne i niejasne prawo podatkowe – taki wniosek znajdujemy w kolejnej już edycji Globalnego Raportu Konkurencyjności. Tymczasem Ministerstwo Finansów konsekwentnie forsuje klauzulę przeciwko unikaniu opodatkowania jako panaceum na problemy polskiego budżetu.
Zapowiedź rotacyjnych ćwiczeń jednostek NATO, ma wzmocnić poczucie bezpieczeństwa na Litwie, Łotwie i w Estonii oraz w Polsce.