Prąd drożeje jak diabli
Z cenami jest jak z koniem, co go każdy widzi, mamy je na rachunkach na łypnięcie okiem. Dlatego faktów czerpanych z faktur tylko garstka.
Z cenami jest jak z koniem, co go każdy widzi, mamy je na rachunkach na łypnięcie okiem. Dlatego faktów czerpanych z faktur tylko garstka.
Rzuciło się w oko płatne ogłoszenie w najlepszym tygodniku świata z pytaniem: „Are you GMAT-ready?” Po pierwsze, ki pies ten GMAT, po drugie, był problem do rozwiązania. Obliczyć należało √(34)(18)-(12)(24) równa się ile, czyli pierwiastek z różnicy iloczynów.
Jest w świecie bogaty kraj, nieporównanie bogatszy od Polski, choć 60 lat temu był od nas biedniejszy, gdzie można jeździć taksówkami płacąc za kurs 33 grosze.
Ruch samochodowy w miastach nie daje się poskromić, ale czyha kryska na Matyska, czytaj: dobre czasy to już były. Najpierw było płatne parkowanie, potem haracz płacony za jazdy po centrum. Po Londynie, który ogranicza liczbę samochodów w sercu miasta (City, Westminster, Soho…) metodą „po kieszeni” (15 funtów od wjazdu), do dzieła zabiera się Nowy Jork oraz inne metropolie USA.
Globalna wartość rynku kryptowalut wynosić ma ponoć już dobrze ponad półtora biliona, czyli 1 500 miliardów dolarów. Wydaje się, że to bardzo dużo, ale wrzawa z tym związana jest mocno na wyrost.
W Stanach nowa bomba wybuchła prosto w wizerunek trzech znanych banków. Grupa kilkuset osób – ofiar lub członków ich rodzin – wniosła do sądu federalnego na Brooklynie pozew przeciw Deutsche Bank, Standard Chartered i Danske Bank oskarżając je z przepisów specustawy z 2016 r. pn. Justice Against Sponsors of Terrorism Act, o zabronionym udziale w finansowaniu terroryzmu.
Aż 16 milionów Polek i Polaków nie doświadczyło na własnej skórze zmory nieokiełznanej inflacji gnębiącej ich rodziców i dziadków przez co najmniej dwie dekady – od lat ‘70 do prawie połowy lat ‘90 poprzedniego stulecia.
Upał miesza w głowach, grad bije po czerepach tak, że myśleć nie sposób, więc stara historyjka o dwóch krowach, żeby przypomnieć się mogło, co się nam podoba, a co niekoniecznie.
Wiek, którego ma szansę dożyć amerykański noworodek drący się dziś po raz pierwszy wniebogłosy, spadł aż o 18 miesięcy, tj. o półtora roku. Nie dziwią więc opinie, że SARS-CoV-2 to jedno z najgorszych doświadczeń ludzkości od drugiej połowy XIX stulecia.
Dlaczego nie ma w Polsce, a już zwłaszcza w Warszawie, gdzie pracował lub w Łodzi, gdzie się urodził, ulicy upamiętniającej profesora Zdzisława Pawlaka? Głównie dlatego, że mało kto wie, jakim wybitnym był uczonym. Pamięć o nim jest szczątkowa, tak jak szczątkowa jest rola i miejsce nauki w Polsce.
W jednym z ostatnich numerów „The Economist” przedstawił fakty bardzo przykre dla Starego Świata. Przez stulecia był krainą Guliwerów biznesu, ale to już przeszłość. Przegrywamy sromotnie na wielkość i pozycję z USA i Chinami.
Nadzorcy z Rezerwy Federalnej zakończyli kolejne badanie dwudziestu trzech amerykańskich banków, w tym 19 największych. Stress-testy, czyli sprawdzanie zdolności do oparcia się niespodziewanym trudnościom, zawirowaniom na rynkach i w końcu kryzysom gospodarczym, wypadły dobrze, choć część obserwatorów kręci nosami, że wymagania wobec banków są zbyt łagodne.
Policzono mi niedawno 200 zł za listwy z drewna o grubości 1 cm i łącznej powierzchni, po przeliczeniu, jednego metra kwadratowego. Wprawdzie listwy są z dobrego drewna, bez sęków i równo przycięte, a z braku czasu nie szukałem najtańszej stolarni, to kosztowały dużo. Skąd te ceny? ‒ zastanawia się Jan Cipiur.
Mówią: zdrowy jak koń, lecz skąd pewność, że koń nie chroma? Bardzo długo były w trójce zwierząt najważniejszych dla człowieka, dziś rumaki służą ludziom głównie dla rozrywki, także w Polsce. The Economist już jakieś 15 lat temu przestał ilustrować każdą relację znad Wisły zdjęciami furmanki ciągnionej przez chabetę.
Najpierw kilka historyjek o prapoczątkach audytu na deserek i dopiero potem lokalne danie główne z mięskiem, zapowiada w komentarzu Jan Cipiur.
Czego Jaś się nie nauczył, tego Jan nie będzie umiał. Skutki straconego przez pandemię dla uczniów roku szkolnego 2020/2021 wpłyną ujemnie na wzrost gospodarczy, choć ujawnią się nie tak szybko.
Wszędzie Polski Ład. Media rzuciły się tam, gdzie najsmaczniej, czyli na podatki. Rząd wykazał się zatem sprytem: gdy chcesz zmylić lwa – kawał mięsa mu ciśnij, najlepiej krwistego.
Nazbyt wielu nie ma nic poza debetem, garstka liczy swe majątki w miliardach. Nie ma przepisu na bogactwo. Trzeba się pogodzić z myślą, że główny czynnik to po prostu szczęście.
Praca pracy nierówna, sprawdza się zasada, że im więcej wiedzy i talentu, tym bardziej popłaca. Tak samo jest w gospodarce. Im produkt bardziej złożony, tym większe przynosi zyski.
Prawdopodobnie za marketingowcami koncernu charytatywnego Oxfam, powtarzany jest slogan, że 1 proc. ludzi na świecie posiada większość majątku całego świata. Wskaźniki padają różne, ale są głównie bałamutne.