Wysokie zadłużenie publiczne to baśń braci Grimm – źle się kończy

Wysokie zadłużenie publiczne to baśń braci Grimm – źle się kończy
Jan Cipiur. Źródło: BANK.pl
Z pominięciem Rumunii Polska ma najwyższy deficyt budżetowy wśród państw Unii Europejskiej. W dodatku, spora część zadań publicznych finansowana jest poza budżetem państwa, za pośrednictwem Banku Gospodarstwa Krajowego i Polskiego Funduszu Rozwoju, co umyka niewprawnym oczom, pisze Jan Cipiur.

Zbyt wielkie długi państwa, czyli ogółu podatników, mogą zepsuć przyszłość młodych i średniaków, lecz tylko niewielka część opinii publicznej ma świadomość zagrożenia.

Szanse, że ten ciemny zaułek naszej rzeczywistości zostanie należycie oświetlony są małe. Trzy lata temu były wybory do sejmu i senatu, przed rokiem prezydenckie, za rok znowu parlamentarne, po drodze były też upartyjnione samorządowe, więc po raz kolejny przeważy bieżący interes polityczny.

Już od trzech dekad polskich finansów publicznych nie daje się odstawić do lecznicy. Głównie dlatego, że szpital źle się kojarzy. Jeśli zaś o długu ktoś głośniej napomknie, to rozlega się kontra, zgodna zresztą z prawdą, że PKB rośnie, maleje inflacja, może nie jest całkiem dobrze, ale jest znośnie.

Jednak czy osoba nawet z sercem jak dzwon i nerkami jak trzeba, ale z przetrąconym i nieleczonym kolanem cieszy się dobrym zdrowiem?

Polska gospodarka stale rośnie, a zadłużenie nie maleje

Tempo przyrostu zadłużenia publicznego jest w Polsce 22 razy szybsze niż średnie tempo w Unii. Nie będzie innego wyjścia – przyjdzie nam niebawem zaciskać pasa i to nie o jedną dziurkę, lecz najpewniej od razu o kilka.

Wiele osób przy władzy łudzi się, że pas pozostanie względnie luźny, ponieważ kłopot z zadłużeniem zniknie wraz z dobrym wzrostem gospodarczym.

Mylą się. Polska gospodarka stale rośnie, a zadłużenie nie maleje. AI oblicza, że przy długu sektora rządowego i samorządowego w wysokości 68 proc. PKB, realnym wzroście średniorocznym 3,5 proc., trzyprocentowej inflacji i spadku deficytu bieżącego do 3,5 proc. PKB, schodzenie zadłużenia z wyjściowych 68 proc. do 50 proc. zajęłoby 12 do 15 lat. Tylko do 50 proc. (sic).

Konsolidacja finansów ciągle przed polską gospodarką

Tzw. konsolidacja finansów, czyli podążanie w kierunku zrównoważenia wydatków i dochodów będzie operacją przymusową przypominającą opatrywanie ran na polu bitwy bez morfiny, bo ostatnia fiolka została zużyta przysłowiową chwilę wcześniej.

Byłoby dobrze, gdyby zaczęła się w fazie wzrostu gospodarczego, a nie w kryzysie, którego nikt się wprawdzie nie spodziewa, ale jego widmo gdzieś się ciągle skrywa.

Naprawianie finansów, czyli rzeczona konsolidacja sprowadza się do podnoszenia dochodów budżetu, tj. podatków lub ograniczania wydatków, byle nie inwestycyjnych ponoszonych z myślą o lepszej przyszłości.

W praktyce w pełni „czyste modele” nie mają racji bytu – robi się jednocześnie jedno i drugie.

Szwedzki model naprawy finansów publicznych

Wzorcem dla Polski mogłaby stać się Szwecja, która trzy dekady porzuciła fantasmagorie państwa z majaków, które „wszystko może”.

Na wejściu, tj. w 1994 r. deficyt szwedzkiego finansowy sektora rządowego wynosił ponad 10 proc. PKB, a zadłużenie w relacji do produktu brutto – prawie 80 proc.

Po wysiłku konsolidacyjnym, w 1998 r. nadwyżka finansowa szwedzkiego sektora publicznego wyniosła 1,6 proc. PKB, a zadłużenie spadło o kilka punktów procentowych.

Koszty były do zniesienia. Wzrost realnego PKB spadł do 1,3 proc. w 1996 r., ale w 1998 r. przyspieszył do godziwych 3 proc. Nieco spadło też bezrobocie.

A może zacznijmy od systemu podatkowego?

Podzielam odważne opinie, że w Polsce konsolidacja powinna zacząć się od „odbarczania” wydatków.

Równie niezbędna interwencja po stronie dochodowej powinna bowiem  zostać poprzedzona dokładnym przeglądem systemu podatkowego w celu wystawienia na pełne światło jego wad, ułomności, niesprawności, luk i dziwadeł.

Wymówki, że naprawa podatków w krótkim czasie to zadanie ponad siły można oddalić – do dyspozycji są wyrafinowane narzędzia AI, które mapę niespójności i przeoczeń oraz propozycje zmian przedstawiłyby w mgnieniu oka, oszczędzając hipotetycznym majstrom-reformatorom mnóstwa środków i czasu.

Po każdej stronie bilansu potrzeba namysłu i rozwagi, ale już na pierwszy rzut oka po stronie „winien” kłują w oczy dziesiątki miliardów nadmiarowych wydatków socjalnych.

Chodzi o zasiłki 800+ wypłacane rodzinom w dobrej i znakomitej sytuacji finansowej, tzw. babciowe, „trzynaste” oraz „czternaste” emerytury oraz składki na KRUS, czyli emerytury i renty dla rolników, lecz głównie dla „rolników” bez roli.

W budżecie na 2026 rok program 800+ to około 62 mld zł, dopłaty do KRUS oraz Funduszu Prewencji i Rehabilitacji KRUS odpowiednio 27,5 mld zł i 14,4 mld zł, a dwie dodatkowe wypłaty emerytalne – 32 mld zł. Razem pójdzie na to do grudnia 2026 roku około 140 mld zł.

Gdyby po potencjalnych cięciach udałoby się zmniejszyć te sumę o 1/3, to wydatki na te trzy pozycje zmalałaby o warte zachodu ok. 45 mld zł.

Uzasadnienie jest racjonalne. W przypadku 800+ należałoby rozpocząć przymiarki do ograniczenia liczby rodzin uprawnionych od mediany dochodu gospodarstwa domowego. W systemie KRUS pierwszym celem byłoby zlikwidowanie dotacji dla rolników czynnych zawodowo, którzy właściwie nie płacą podatków.

Emerytury i renty podlegają corocznej waloryzacji. Ponieważ część emerytur jest niewiarygodnie niska, to 13. i 14. emerytura powinny zostać świadczeniami wyłącznie dla gospodarstw emeryckich, z najniższymi dochodami, np. dla tych pierwszego kwintyla, tj. 20 proc. najgorzej zaopatrzonych rodzin emeryckich.

Byłoby to do zniesienia zwłaszcza, że dodatkowe świadczenia zostały wprowadzone niedawno, odpowiednio w 2019 i 2021 roku.

Wprawdzie cięcie inwestycji finansowanych z budżetu byłoby przeciw skuteczne, to i na tym polu jest możliwa wycinka. Przykład pierwszy z brzegu to dawny CPK zwany dziś Portem Polska.

Dochody i wydatki budżetowe – reforma albo cięcia

To tylko przygrywka. W celu osiągnięcia „europejskiego” (kiepskiego)  poziomu deficytu sektora rządowego i samorządowego potrzebne byłoby zwiększenie dziś dochodów budżetowych o 196 mld zł lub zmniejszenie wydatków o 178 mld zł.

Ponieważ porady te zostaną puszczone mimo uszu, czekają nas w swoim czasie  cięcia wymuszone, chaotyczne, niekontrolowane i znacznie wyższe niż m.in. te wyprzedzające, sugerowane powyżej.

Świeży raport autorów ze Związku Banków Polskich i Szkoły Głównej Handlowej pt. „Polska między długiem a rozwojem, jak wyjść z fiskalnego zakrętu, nie osłabić banków i utrzymać wzrost” jest wszechstronny.

Warto go przeczytać lub uważnie przejrzeć.

Czytaj także: Mamy kilka silników wzrostu gospodarczego

Jan Cipiur

Jan Cipiur, dziennikarz i redaktor z ponad 50-letnim stażem. Zaczynał w PAP, gdzie po 1989 r. stworzył pierwszą redakcję ekonomiczną.

Twórca serwisów dla biznesu w agencji BOSS. Obecnie publikuje m.in. w Obserwatorze Finansowym.

Jest członkiem Towarzystwa Ekonomistów Polskich (TEP).

Źródło: Portal Finansowy BANK.pl