Bankowiec spółdzielczy omnibusem, który ciągle musi się szkolić
Robert Lidke: Panie profesorze, dlaczego zdaniem Pana warto brać udział w Strategicznej Szkole Polskiego Sektora Bankowości Spółdzielczej?
Lech Kurkliński: Widzimy, że świat się mocno zmienia i wymogi oraz oczekiwania w stosunku do sektora bankowego cały czas wzrastają. W związku z tym ewidentnie kadra, która obsługuje klientów, zarówno ta bezpośrednia, jak i ta na zapleczu operacyjnym, musi być do tego dobrze przygotowana.
Jeżeli musi być dobrze przygotowana, to musi być dobrze wyszkolona. Czyli musi przejść odpowiednie kursy, a obecne wydarzenie – przygotowuje spółdzielców do wyzwań, które stoją przed sektorem bankowym teraz, w XXI wieku. Nie unikniemy konieczności stałego podnoszenia swoich kompetencji.
Od lat zajmuje się Pan edukacją w obszarze bankowym. Jak Pan ocenia poziom wiedzy i umiejętności pracowników bankowego sektora spółdzielczego w porównaniu do sektora komercyjnego?
Akurat w zeszłym roku [2025] przeprowadziliśmy kompleksowe badania sektora bankowości spółdzielczej pod kątem kadr, zatrudnienia, rynku pracy.
I muszę powiedzieć, że ten wynik jest pozytywny. Nie ma dużej dysproporcji między bankowością komercyjną a bankowością spółdzielczą. Oczywiście bankowość spółdzielcza ma swoją specyfikę, m.in. polegającą na tym, że pracownicy banków lokalnych muszą być bardziej omnibusami, muszą być w stanie obsługiwać większe obszary niż to wynika z wąskiej specjalizacji wymaganej od pracowników w bankach komercyjnych.
Te wymogi wiążą się z dodatkowymi potrzebami edukacyjnymi i szkoleniowymi. Ale generalnie poziom kadr bankowych w polskiej bankowości spółdzielczej jest wysoki.
A obecnie warto się kształcić na bankowca? Kiedy jesteśmy zagrożeni wypieraniem ludzi z różnych czynności zawodowych przez sztuczną inteligencję?
Zacznę od opinii jednego z moich kolegów związanych z nowymi technologiami, który powiedział, że sztuczna inteligencja per saldo nie będzie zabierała miejsc pracy – a wręcz przeciwnie, będzie tworzyła miejsca pracy.
Sztuczna inteligencja to jest narzędzie, które rzeczywiście bardzo nam może pomóc i już pomaga, ale trzeba też ją umiejętnie wykorzystywać. Jeżeli mamy ją umiejętnie wykorzystywać, to trzeba się edukować, być odpowiednio przygotowanym, przejść właściwe szkolenia.
A jeśli chodzi o atrakcyjność pracy w bankach, to teraz w stosunku do tego, co było 10 czy 20 lat temu, kiedy pytam o to studentów, to widzę, że dla młodych ludzi atrakcyjność pracy w sektorze bankowy spadła.
Niemniej jednak dalej praca w bankach ma swoje zalety. Jest to w miarę stabilne miejsce pracy, szczególnie w bankach spółdzielczych. Bankowość spółdzielcza pozwala w miarę bezpieczne i w pewnym komforcie pracować przy rzeczach ciekawych, gdzie technologia odgrywa olbrzymią rolę, gdzie mamy do czynienia z klientami, czyli mamy dużą interaktywność międzyspołeczną.
To wszystko powoduje, że jest to dalej atrakcyjny zawód.
A co na przestrzeni lat się zmieniło, jeżeli chodzi o kształcenie bankowców? W jakich obszarach przybyło zajęć, przybyło nowych tematów, a w których może ubyło?
Przede wszystkim rozwinęły się tematy związane z cyfryzacją. Bez cyfryzacji prawie nie ma obecnej bankowości, a szczególnie polskiej, która jest pod tym kątem jednym z liderów nawet w skali światowej.
Drugim obszarem, który wyraźnie nabrał znaczenia w ostatnich latach to są umiejętności miękkie, czyli umiejętności pracy w zespołach, umiejętność komunikowania się, umiejętność oszacowania, co jest ważne, a co nie, czyli hierarchizacja zadań. To wszystko powoduje, że szkolenia zarówno społecznej i zarządczej, jak i technologiczno-operacyjnej są szczególnie ważne.
Ponadto mamy do czynienia z narastającym tsunami regulacyjnym. To oznacza dla bankowców konieczności działania w zgodności z kolejnymi regulacjami, co powoduje zwiększającą się liczbę szkoleń w dziedzinie compliance.
Niestety zmian regulacyjnych mamy dużo. Regulatorzy, ustawodawcy, szczególnie w Brukseli napędzają ten rynek bardzo mocno.
Czy widzi Pan jakieś deficyty, jeżeli chodzi o bankowość spółdzielczą? Mamy obecnie sytuację, w której banki spółdzielcze bardzo dużą część swoich aktywów angażują w państwowe papiery wartościowe kosztem kredytowania klientów detalicznych i firmowych. Słabo rozwija się leasing i faktoring.
Ja bym do tego tematu podszedł trochę szerzej, przede wszystkim w kontekście współpracy z klientami. Bankowość lokalna moim zdaniem potrzebuje mocniejszych interakcji z klientami, większego zdecydowania w zdobywaniu klientów.
W przypadku banków spółdzielczych problem wypierania przez papiery skarbowe pozycji w bilansie jest silniejszy niż w bankach komercyjnych. Łatwiej jest bankom spółdzielczym ulokować swoje środki w obligacjach niż w kredytach. Zdobycie tych kredytów jest wyzwaniem, z którym banki spółdzielcze radzą sobie stosunkowo słabo.
Stąd przydatne są szkolenia dotyczące umiejętności sprzedażowych i likwidacji pewnych deficytów, które właśnie w obszarze sprzedażowym w bankach spółdzielczych występują. Niestety nasze zeszłoroczne badanie to potwierdziło.
A kwestia leasingu i faktoringu? W swojej prezentacji pokazał Pan, że banki spółdzielcze są uzależnione w znacznym stopniu od wyniku odsetkowego. Słyszymy, że w środowisku spadających stóp procentowych banki powinny szukać dochodów pozaodsetkowych.
I pod tym kątem gorzej wygląda bankowość spółdzielcza w porównaniu z komercyjną. Grupy kapitałowe banków komercyjnych w faktoringu i leasingu są o jeden, a nawet dwa kroki do przodu w stosunku do banków spółdzielczych.
Banki spółdzielcze są o wiele bardziej tradycyjne, opierają się na typowym modelu depozytowo-kredytowym. Ten model przy wysokich stopach procentowych się sprawdza, ponieważ stopy procentowe dawały i jeszcze w pewnym stopniu dają gwarancję całkiem dobrych zysków, ale przy perspektywie spadku stóp procentowych to się zmienia. Wojna nad Zatoką Perską może ten proces nieco opóźnić.
W dłuższej perspektywie na pewno dochody z marży odsetkowej niestety (dla banków) będą spadały i trzeba je czymś zastąpić. Właśnie instrumentami i narzędziami, które mogą przynieść dochód nieodsetkowy.