Elon Musk bilionerem, co z tego wynika?

Elon Musk bilionerem, co z tego wynika?
Fot. stock.adobe.com / kovop58
6 listopada rozdzwoniły się dzwonki w smartfonach setek milionów, a może i miliardów ludzi. Jedne na pohybel i grozę, inne z aprobatą zapisaną w króciutkiej partyturze. Zagrały na wiadomość, że Elon Musk otrzymał szansę zostać bilionerem, czyli dolarowym po tysiąckroć miliarderem.

Tego właśnie dnia walne zgromadzenie spółki Tesla zatwierdziło plan przekazania za 10 lat Muskowi akcji o tak wielkiej wartości, o ile firma nadmie się jak ropucha odstraszająca zwierzę, które zamierza ją pożreć.

Jakie to potwory chcą przegryźć Teslę na zakąskę, albo danie główne? Najstraszniejszy jest młodziutki stugłowy, tj. stufirmowy, chiński, ale w Europie i Azji czyhają już nie tak prężne, ale doświadczone stuleciem walk rynkowych, elektryzujące nadal Mercedesy, BMW, Volkswageny, Renault, Fiaty, Hyundai’e, Toyoty…

Tesla Inc. zamierza jednak przenieść się na wody, w których nie tak gęsto od innych żarłaczy.

Cele dla Elona Muska?

Wśród wielu celów postawionych przed Elonem Muskiem i do osiągnięcia najdalej za dekadę jest ulokowanie na rynku co najmniej jednego miliona humanoidalnych robotów, jednego miliona autonomicznych taksówek (robotaxi), sprzedaż 10 milionów subskrypcji oprogramowania FDS do autopilotażu samochodowego (Full Driving Service), zwiększenie łącznej liczby sprzedanych samochodów z obecnych 8,5 mln do 20 mln sztuk, no i osiągnięcie kapitalizacji rynkowej w wysokości 8,5 bilionów (8 500 mld) dolarów (obecnie sięga ok. 1,5 biliona dol.)

Sumie takich wyzwań Musk raczej nie podoła, ale mimo że to chyba wizja niespełnialna, świat żyje nią, dzieląc się w sprawie nagradzania Muska na dwie części.

Gdyby jednak plan właścicieli Tesla Inc. stał się ciałem, Elon Musk stałby się samodzielnym posiadaczem ok. jednej czwartej wszystkich akcji firmy i miałby nad nią prawie nieograniczoną władzę, której nie wykorzystałby wszakże do zamiany akcji na dudki dla siebie. Mógłby je natomiast zastawić pod kredyty na kolejne inwestycje. Ów oślepiający miliony ludzi bilion byłby zatem głównie marą, senną zjawą.

Czytaj także: Setki miliardów dolarów za świetlisty krąg wokół głowy Elona Muska?

Na marginesie dodać można, że wg licznych badań, inwestycje w wysokości 1 mln dolarów dokonywane w państwach rozwiniętych tworzą w zależności od pracochłonności od 3 do 30 nowych miejsc pracy, w USA od  5 do 17, w państwach takich jak Polska 10 do 17, a w regionach nierozwiniętych od 16 do 30.

Twardzi liberałowie i rekiny biznesu nie mają więc nic przeciwko wizji Muska bilionera, podkreślając że on otrzyma „tylko” bilion, ale rynek i świat dostanie w zamian po wielokroć więcej. Inaczej mówiąc, drobny bilon w zamian za biliony.

Tzw. ogół nie znosi jednak lub wręcz nienawidzi ludzi, którym się powiodło. Niechęć do nich potężnieje, gdy sukces jest głównie ich osobistą zasługą, bo byli tacy mali jak my, a teraz gdzie my, a gdzie oni?

Charles Kindleberger, autor ikonicznej książki pt. „Szaleństwo, Panika, Krach” podsumował to złośliwie: „Nie ma nic bardziej niepokojącego dla dobrego samopoczucia i osądu człowieka niż widok przyjaciela, który się wzbogacił”.

Pojawiają się więc niegodne osób rozumnych porównania, jakie dopuścił na swoje łamy np. The New York Times pisząc, że gdyby ktoś wydawał 100 dolarów co sekundę, to przepuszczenie miliarda zajęłoby mu „tylko” 116 dni, gdyby zaś to samo robił ktoś z bilionem, trwałoby to lat 317.

Nierówności dochodowe i postęp

Nierówności dochodowe są coraz bardziej jaskrawym faktem, ale były są i będą. Ich najostrzejsi krytycy nie chcą w swym zaperzeniu dostrzec, że podobne, albo nawet większe są konsekwencją każdego przełomu na drodze ku lepszemu.

Świat pchają naprzód rewolucje przemysłowo-technologiczne, które tworzą coraz to nowe gromadki nababów z olbrzymim majątkiem służącym ekspansji, nie dochodem do konsumpcji, jak sądzi się prawie powszechnie.

Taką rewolucję przeżyli przodkowie w XIX  wieku, gdy nastawał czas węgla, stali, pary i kolei, a wraz z tym rósł i wyrósł Rockefeller, Carnegie, Stanford, Morgan, Krupp i setki mniejszych. W końcu II połowy XX wieku wkroczyliśmy w erę IT tworzoną przez obecnych miliarderów takich jak Bill Gates, Steve Jobs, Larry Page, Siergiej Brin, Marc Zuckerberg i setki innych na Zachodzie, w Chinach, Indiach.

Wszyscy wymienieni są lub byliby dziś miliarderami. Czy światu stała się przez to krzywda? Czy ludzkość zbiedniała wskutek ich bogactwa? Część opinii ma za złe np. Zuckerbergowi i jego naśladowcom, ale gdy ustalić i zmierzyć wszystkie „za i przeciw” i w jego przypadku wynik jest dodatni.

Podzielmy zamienione na gotówkę hipoteczne, bilionowe wynagrodzenie Elona Muska na 200 mln dorosłych Amerykanów. Każdy z nich uzyskałby jednorazowo 5000 dolarów, czy ich życie zmieniłoby się zasadniczo od jednej takiej zapomogi i czy nie straciliby wielokrotnie więcej pozbawieni kolejnych fajerwerków postępu wybuchających za tak lichą cenę?

Abstrahujmy od ideowo-politycznej postawy twórcy Tesli. Ludzie mają najróżniejsze poglądy, nie musimy ich podzielać, możemy zaś je zwalczać, gdy – podobnie jak ja – nie możemy ich ścierpieć.

Świat bez Musków i robber baronów z przeszłości byłby biedniejszy i trudniejszy. Elon Musk nie doczeka się zapewne biliona nagrody, akcjonariusze Tesli wznieśli zbyt wysokie progi. Szkoda, bo dodatkowe korzyści cywilizacyjno-rozwojowe byłyby ani chybi przeolbrzymie.

Jan Cipiur
Jan Cipiur, dziennikarz i redaktor z ponad 40-letnim stażem. Zaczynał w PAP, gdzie po 1989 r. stworzył pierwszą redakcję ekonomiczną. Twórca serwisów dla biznesu w agencji BOSS. Obecnie publikuje m.in. w Obserwatorze Finansowym. Jest członkiem Towarzystwa Ekonomistów Polskich (TEP).
Źródło: BANK.pl