Koniunktura w strefie euro bez wielkich zmian
Koniunktura w strefie euro w marcu była mniej więcej podobna do lutowej, z kontynuowanym powolnym ożywieniem aktywności gospodarczej – wynika ze wstępnych odczytów indeksów PMI.
Koniunktura w strefie euro w marcu była mniej więcej podobna do lutowej, z kontynuowanym powolnym ożywieniem aktywności gospodarczej – wynika ze wstępnych odczytów indeksów PMI.
Indeksy koniunktury publikowane przez GUS to nie jest może informacja, która trzęsie rynkami i weryfikuje prognozy, ale jest to pierwszy sygnał dotyczący koniunktury w bieżącym miesiącu – zyli teraz w marcu. Z piątkowej publikacji tych indeksów można wyciągnąć kilka wniosków.
Europejski Bank Centralny nie dał najmniejszego sygnału, że długotrwale niska inflacja może być problemem dla strefy euro i nie zmienił swojej polityki, posyłając kurs euro do dolara onad 1 proc. w górę.
Dziś dzień z indeksami PMI w Europie i inflacją w USA. O godz. 9.28 i 9.58 opublikowane zostaną wstępne odczyty PMI dla Niemiec i całej strefy euro. W przypadku przemysłu, oczekiwany jest nieznaczny spadek w Niemczech i stabilizacja w strefie, choć poranny słaby odczyt we Francji (48,5 vs oczekiwane 49,8) na pewno obniżył oczekiwania. O 14.30 pojawią się dane o inflacji w USA, z oczekiwanym odczytem headline i bazowym na poziomie 1,6 proc. O 16.00 indeks Philly Fed, ważny indeks regionalny.
Dziś ważne dane z Polski. O 14.00 GUS poda odczyt produkcji przemysłowej i budowlanej za styczeń. Mediana prognoz dla przemysłu to 3,5 proc, moja prognoza: 4,5 proc., oparta m.in. na założeniu, że dużo niższy od prognoz wynik z grudnia był zjawiskiem przejściowym. Mediana prognoz dotyczących cen producentów wynosi -0,8 proc. rdr. O 14.30 ważne dane z rynku nieruchomości USA (budowa nowych domów i pozwolenia na budowę), o 20.00 zaś „minutki” Fedu. W nocy pojawi się przemysłowy PMI dla Chin.
Styczeń okazał się bardzo dobrym miesiącem dla budżetu, co częściowo wynika z czynników przejściowych, a częściowo z poprawy popytu wewnętrznego. Dochody podatkowe były w ubiegłym miesiącu o 12,8 proc. wyższe niż przed rokiem, a dochody z VAT aż o 24 proc. wyższe. Dzięki dość wysokiej dynamice dochodów podatkowych deficyt budżetowy po styczniu wyniósł tylko 2,6 mld zł, czyli 5,6 proc. planu na cały rok – znacznie lepiej niż po styczniu w poprzednich latach. To jest w pewnej mierze efekt czynników jednorazowych, wynikajacych ze zmian w stawkach podatków i zasadach rozliczania (np. ulgi budowlanej), które zwiększyły obroty w grudniu i wpływy w styczniu, ale widać w tym również efekty wyższej konsumpcji i inwestycji.
Kolejny dzień umocnienia złotego, mocniejsze w piątek były również polskie obligacje. Eurozłoty zszedł poniżej poziomu 4,15 zł i teraz pewnie dolną granicą, która będzie stanowiła psychologiczny test, będzie styczniowe minimum na poziomie tuż poniżej 4,14 zł.
Dziś dane o inflacji w Polsce, które mogą mieć znaczenie dla wyceny ścieżki stóp procentowych i obligacji. Prezes NBP Marek Belka powiedział niedawno, że to zmiany inflacji – a nie przyspieszający PKB – będą kluczowym czynnikiem decydującym o stopach procentowych, chłodząc nieco oczekiwania na szybsze podwyżki kosztu pieniądza. A inflacja wciąż jest bardzo niska. Konsensus prognoz dotyczących inflacji w styczniu wynosi 0,9 proc., moja prognoza to 0,7 proc. Patrząc na rozkład prognoz, widać, że większe ryzyko rynek widzi po stronie niższego niż wyższego odczytu w stosunku do mediany.
W dzisiejszych danych o bilansie płatniczym eksport powinien być nieco silniejszy od prognoz, a deficyt na rachunku obrotów handlowym – mniejszy. Tak przynajmniej można wnioskować z danych GUS o handlu zagranicznym, które pojawiają się wcześniej niż dane NBP i dają jakieś wskazówki odnośnie odczytów danych handlowych. Według GUS, eksport w grudniu wyniósł 11730 mln euro, co – patrząc na historyczne różnice – powinno przynieść odczyt eksportu w danych NBP na poziomie ok. 11800-11900 mln euro, wobec mediany oczekiwań na poziomie 11550.
L? U? Nie, V! Dlaczego kształt ożywienia gospodarczego przypomina rok 2010
Europejski Bank Centralny zaskoczył rynek i nie tylko nie obniżył stóp procentowych (co wielkim szokiem nie było), ale w komunikacie nie dał żadnych wskazówek, że spadająca inflacja powinna wymusić jakieś nadzwyczajne działania. W trakcie konferencji Mario Draghiego euro umocniło się do dolara niemal o 1 proc. Sytuacja wygląda więc tak: spośród największych stref walutowych (oprócz euro, też dolar, jen i funt), strefa euro ma najniższą inflację, najniższy wzrost gospodarczy, najwyższą realną stopę procentową, najsilniejszą walutę… i bank centralny najmniej chętny do luzowania polityki pieniężnej.
Rada Polityki Pieniężnej niemal w ogóle nie zmieniła tonu swojego komunikatu, podkreślając, że ożywienie gospodarcze jest umiarkowane, presja inflacyjna pozostaje niska i nie ma potrzeby zmiany stóp procentowych co najmniej do połowy 2014 r.
Decyzje Rady Polityki Pieniężnej w ostatnich miesiącach były wyjątkowo nudne, ale ten czas powoli dobiega końca. Nie oczekuję, bynajmniej, ani zmian stóp procentowych ani jastrzębich wypowiedzi dziś, ale krajobraz makroekonomiczny istotnie zmienił się w ostatnim czasie i Rada powoli będzie przyznawać, że nie jest w stanie przedłużyć obietnicy stabilnych stóp poza czerwiec.
Z wielu miejsc globalnej gospodarki napływają sygnały, które mogą wywoływać dość sprzeczne wrażenia odnośnie tego, co może wydarzyć się w najbliższych latach ze stopami procentowymi – co dotyczy zarówno największych krajów rozwiniętych, jak i Polski. Z jednej strony, obserwujemy dość wyraźne ożywienie aktywności gospodarczej, prawdopodobnie najbardziej wyraźne od czasów przedkryzysowych.
Indeks PMI dla przemysłu, wysoko skorelowany z realnymi odczytami produkcji i PKB, zanotował w styczniu siódmy najwyższy odczyt w historii – wzrósł do poziomu 55,4 z 53,2 w grudniu, przekraczając najwyższe rynkowe prognozy.
Rynek stopy procentowej w Polsce doznał w ostatnich dniach dość silnych wstrząsów, które podbiły mocno w górę zarówno rentowności obligacji jak i kontraktów na stopę procentową.
Coraz wyższe odczyty indeksu IFO w Niemczech potwierdzają scenariusz dość wyraźnej ekspansji tamtejszej gospodarki w tym roku oraz są dobrym prognostykiem dla polskiego przemysłu.
Ostatnie dni przyniosły największą wyprzedaż walut rynków wschodzących od lata zeszłego roku. W niektórych miejscach występowały objawy paniki, które zresztą odczuwalne były na wszystkich globalnych rynkach – w różnych krajach i na różnych aktywach.
Dane o sprzedaży detalicznej za grudzień okazały się dość słabe, sugerując, że Święta nie stały się momentem, kiedy konsumenci w pełni dali sygnał rosnącego zaufania do gospodarki.Jednak podobnie jak w przypadku produkcji przemysłowej, wiele wskazuje, że słabsze dane nie są początkiem wygaszania trendów wzrostowych. Sprzedaż wzrosła w grudniu o 5,8 proc. rdr, wobec oczekiwanych przez konsensus 7 proc.
“Tak wyraźnego odbicia prognoz nowych zamówień, popytu oraz produkcji nie obserwowano od 2010 r. Optymizm oczekiwań wzrósł w większości badanych branż i klas, w tymrównież w sektorze budowlanym” – wskazuje raport NBP o koniunkturze, ukazujący się raz na kwartał i będący wynikiem ankiety wśród dużej grupy przedsiębiorstw (raczej większych).