PMI w centrum uwagi
Bieżący tydzień na rynku głównej pary walutowej rozpoczynamy w okolicach 1,38 USD za euro, po tym jak piątek nie zdołał istotnie zmienić technicznego obrazu pary.
Bieżący tydzień na rynku głównej pary walutowej rozpoczynamy w okolicach 1,38 USD za euro, po tym jak piątek nie zdołał istotnie zmienić technicznego obrazu pary.
Niewielkie zmiany zaszły na rynkach na przestrzeni ostatnich kilkunastu godzin handlu. Kurs EUR/USD lekko skorygował spadki powracając w pobliże poziomu 1,38. Po bardzo stabilnym początku sesji w piątek, zauważalny ruch rozpoczął się po wypowiedziach N. Kocherlakoty – jedynego z głosujących członków Fed, które sprzeciwił się ostatniej decyzji banku o zmianie wytycznych odnośnie do przyszłości polityki pieniężnej (tzw. forward guidance).
Ze względu na niewielką ilość publikacji makroekonomicznych, czwartkowa sesja na światowych rynkach finansowych upłynęła dosyć spokojnie.
W czwartek na rynku głównej pary walutowej nadal odczuwało się wpływ marcowych decyzji Fed na nastroje rynkowe. Euro pozostawało pod presją spadkową, obniżając notowania względem dolara poniżej 1,38 USD już w pierwszych godzinach wczorajszego handlu.
Rynek pozostaje pod wpływem wydarzeń z czwartkowego wieczoru. Dolar zyskuje na wartości i taka tendencja powinna być w najbliższych dniach kontynuowana. Złoty stabilny do euro i słabszy do waluty USA.
W piątek, mimo braku istotnych wydarzeń i informacji makroekonomicznych, inwestorzy nie będą z pewnością narzekać na nudę. Wrażeń dostarczy wysyp publikacji raportów finansowych spółek oraz ustalenie kursu rozliczeniowego instrumentów pochodnych. Sądząc po czwartkowych ruchach na walorach wielu firm, ostatnia godzina może w pełni zasłużyć na miano godziny cudów.
W czwartek dolar kontynuował umocnienie do większości walut. W tym do złotego. Wspierała go retoryka Fed i dobre dane makroekonomiczne z USA.
Najważniejszym wydarzeniem środowej sesji było niewątpliwie posiedzenie amerykańskiej Rezerwy Federalnej. Uszczuplenie o kolejne 10 mld USD płynnościowego programu wsparcia QE3 i zmiana dotychczasowej formy forward guidance nie zaskoczyły.
Przez większość minionego tygodnia polski kalendarz makroekonomiczny był pusty, dopiero w piątek przyszły oczekiwane dane dotyczące inflacji konsumenckiej.
Inflacja w strefie euro balansuje tuż nad granicą „zero”, ale Mario Draghi, prezes EBC, konsekwentnie utrzymuje, że nie ma ryzyka deflacji. Jej widmo uparcie krąży jednak nad Europą, co wynika przede wszystkim ze strachu, jak zachowaliby się uczestnicy rynków finansowych i konsumenci, gdyby ceny w Europie, tak jak w Japonii, faktycznie zaczęły spadać.
Inwestorzy w Europie rozpoczęli dzisiejszy dzień w fatalnych nastrojach, po wczorajszej wyprzedaży na Wall Street i dzisiejszej w Azji, obawiając się jednocześnie o spowolnienie w Chinach i o konsekwencje ukraińsko-rosyjskiego sporu o Krym. Jednak kolejny raz się okazało, że początek wcale nie przesądza o końcu, a wyprzedaż może okazać się dobrą okazją do wypracowania zysków. I to jest jedyne w tej chwili pocieszenie, bo pomimo obserwowanego odreagowania nastroje generalnie nie są dobre, a ryzyko dalszej ucieczki od ryzykownych aktywów spore.
Oczy całego świata zwrócone są na Ukrainę. Również inwestorzy rynku złota z niecierpliwością oczekują na dalszy rozwój sytuacji, szczególnie wobec coraz większej dynamiki zmian, z jaką mamy do czynienia zarówno na rynkach finansowych, surowcowych, jak i przede wszystkim na rynku walutowym.
Liczbą opublikowanych dziś negatywnych informacji można by obdzielić nie jeden, ale nawet trzy dni. Nastroje na rynkach finansowych owszem się pogorszyły, ale strach nie był duży. To ważny sygnał.
Środowa sesja została zdominowana przez informacje docierające z banków centralnych. Zgodnie z oczekiwaniami rynku, podczas lutowego posiedzenia BoE podjął decyzję o utrzymaniu na dotychczasowym poziomie podstawowych parametrów polityki monetarnej, pozostawiając stopy procentowe na niezmienionym poziomie oraz podtrzymując założenia tzw. forward guidance, ogłoszone przy okazji publikacji kwartalnego raportu na temat inflacji.
Środowa sesja przyniosła wyraźne wyhamowanie wzrostowej tendencji euro/dolara i jeszcze wyraźniejsze osłabienie złotego wobec głównych walut. Kurs EUR/USD po nieudanym teście oporu na 1,377 (poziomu najwyższego od siedmiu tygodni) już w pierwszych godzinach wczorajszego handlu zawrócił. Odreagowanie ostatnich wzrostów nie było jednak silne, czego powodem mogły być nadal utrzymujące się obawy o amerykańską gospodarkę. Na przełomie ostatnich tygodni na rynek nie dotarły praktycznie żadne dane, które nie rozczarowałyby inwestorów.
Sprawozdanie z posiedzenia Rezerwy Federalnej w styczniu nie daje jednoznacznych wskazówek by kierunek polityki pieniężnej w USA miał ulec zmianie. W Fed nie ma pełnej zgodności odnośnie do dalszych ruchów w tym zakresie. Dziś dane o inflacji CPI w USA oraz wstępne odczyty wskaźników PMI. Wszystkie publikacje z dużym ryzykiem odczytów poniżej mediany prognoz.
Po ostatnich słabych raportach o zatrudnieniu w USA, inwestorzy byli ciekawi, co do powiedzenia w sprawie kondycji gospodarki ma nowa przewodnicząca FED. Odczyt sprawozdania był powiązany z półrocznym podsumowaniem polityki pieniężnej oraz stanu gospodarki. Niestety ze względu na ekstremalne warunki pogodowe, Janet Yellen miała do tej pory możliwość złożenia tylko częściowego raportu. Niemniej jednak inwestorzy są zadowoleni z tego, co usłyszeli do tej pory.
Poniedziałkowa sesja na rynku walutowym przebiegała bardzo spokojnie, żeby nie powiedzieć nudno. Jeszcze przed otwarciem rynku w Europie kurs EUR/USD zaatakował opór na 1,372, a EUR/PLN testował w tym czasie wsparcie na 4,14. Jednak w kolejnych godzinach handlu brakowało już impulsów by wprowadzić rynek w jakikolwiek silniejszy ruch.
Początek tygodnia przyniósł nieznaczny spadek rentowności obligacji skarbowych w Polsce. W związku z faktem, że wspomniane zmiany były bardziej widoczne w przypadku instrumentów o krótszych terminach wykupu, to jednocześnie doszło do wystromienia się krzywej dochodowości.
Poniedziałek na rynku głównej pary walutowej rozpoczynamy w okolicach 1,37 po tym jak sesja nocna przyniosła dalsze umocnienie euro do ponad 1,372 USD.