Siedem polskich spółek w europejskiej „pięćsetce” Fortune i co z tego wynika
W zestawieniu za 2025 jest nim jeszcze niemiecki gigant motoryzacyjny Volkswagen. Został jednak poturbowany w rywalizacji z producentami z Chin, więc w rankingu przychodowym za rok 2026 zmuszony będzie zapewne opuścić najwyższe miejsc podium.
W pierwszej dziesiątce są w Europie kolosy naftowe i jeden kopalniany, inne spółki samochodowe, a miejsca dziewiąte i dziesiąte zajmują banki.
Wprawdzie Ameryka to największy i najważniejszy rynek finansowy świata, to pierwszy bank z USA na analogicznej liście Fortune zajmuje 15. miejsce, a szósty w kolejności uplasował się dopiero pod koniec pierwszej pięćdziesiątki. Amerykę ciągną teraz inne konie.
Czytaj także: W rankingu największych spółek europejskich – aż czy tylko – 9 polskich
Grupa Orlen na 48. miejscu w rankingu magazynu Fortune
Polskie firmy nadal mogą tylko marzyć o wejściu do pierwszej trzydziestki w Europie. Najwyżej uplasował się oczywiście nasz nadmuchany przejęciami kolos.
Z przychodami w wysokości 71,3 mld dolarów lub 267,3 mld zł grupa urządzona wokół Orlenu zajęła 48. pozycję. Dobrą, ale w rankingu podsumowującym wyniki spółek w 2022 roku, była czterdziesta czwarta.
Na liście jest jeszcze 6 innych spółek z Polski: Grupa PZU jest 247., PKO BP (368), KGHM (412), Dino Polska (435), Tauron Polska Energia (438), Grupa Enea (497).
W naszym regionie mamy najwięcej wielkich firm, ale jesteśmy też najludniejszym państwem w Europie Środkowo-Wschodniej, co determinuje wielkie rozmiary konsumpcji energii i usług finansowych.
Czesi mają w pięćsetce cztery firmy: dwie energetyczne, jedną z sektora finansowego i jedną zbrojeniową. Węgrzy uplasowały na niej 3 spółki – dwie energetyczne i jedną bankową, więc pod względem sektorowej przynależności swych kolosów trzy państwa prawie się nie różnią.
Szanse, że dobijemy się miejsc w pierwszej trzydziestce są nikłe. Pomijając sieć handlową Dino, która bez akwizycji już znacznie nie urośnie, wszystkie polskie firmy z listy należą do państwa, co jest ich kulą armatnią u nogi.
Skojarzenie quasi-wojenne jest w sam raz. Zarządy SSP muszą się mierzyć nie tylko z zarządzaniem i rynkiem, ale też być stale na zawołanie właściciela i jest to ich najważniejsze wyzwanie.
W XXI wieku najdłużej urzędujący spośród aż 11 w tym czasie prezesów Orlenu utrzymał się na stanowisku 7 lat. Większość przetrwała po około dwa lata lub nieco dłużej. Co sensownego można zrobić przez np. 20 miesięcy, nawet jeśli ma się w ręku świetne papiery na posadę?
Obecny szef Orlenu musi uporządkować olbrzymią gęstwinę wielkich, dużych i małych firm, które znalazły się pod skrzydłami koncernu po olbrzymiej fali przejęć i fuzji w celu budowy (bez przygotowania) giganta multi-energetycznego, a jeśli była taka potrzeba w rządzie, to także medialnego, czy paczko-pocztowego.
W państwach Zachodu fuzje i przejęcia są rezultatem szczegółowych badań, kalkulacji i audytów, a potem długotrwałych deliberacji zarządów i rad nadzorczych oraz największych (albo najbardziej wpływowych) akcjonariuszy.
Orlen roztył się natomiast do rozpuku na drodze „korespondencyjnej”, odbierając polecenia nie do odrzucenia przychodzące z rządowo-partyjnych gabinetów.
Wg raportów koncernu, kontroluje on aż 63 spółki w pełni zależne, czyli posiada w nich 100 proc. udziałów. Wszystkich jest w grupie od 150 do 190. Już sama rozpiętość oszacowań potwierdza, że do porządków należałoby zatrudnić Herkulesa.
Pozostałe polskie firmy uwzględnione w rankingu mają prostsze struktury, ale to nie musi oznaczać, że są zarządzane optymalnie.
SSP, własność prywatna a produktywność gospodarki
Wszystkie badania potwierdzają, że własność państwowa ustępuje wynikami prywatnej, ergo – gorzej służy ludziom.
Po wysoko ocenionym badaniu pt.„What Happens When the State is Bossing Around Markets” (Co dzieje się, gdy państwo rozkazuje rynkom), przeprowadzonym pod flagą Banku Światowego na podstawie danych za okres 2011-2020 w 16 państwach Europy – Dennis Sanchez-Navarro skonkludowała oczywistą oczywistość: pod względem produktywności i rentowności firmy państwowe ustępują wyraźnie spółkom prywatnym.
Są też bardziej zadłużone, a różnice na niekorzyść państwowych są największe w sektorach w pełni konkurencyjnych.
Takie wnioski mają charakter powtarzalny. W pracy „State-owned enterprises in Europe” opublikowanej w tym (2026) roku w Journal of Comparative Economics pojawiła się ponadto (też spodziewana) ocena, że SSP i ich odpowiedniki lepiej radzą sobie w sektorach infrastrukturalnych.
Nie zmienia to jednak faktu, że im więcej SSP tym produktywność gospodarki mniejsza.
Wiedza i doświadczenie nie kłamią, ale nie liczmy na to, że w dającej przewidzieć się przyszłości, któryś rząd podejmie się prywatyzacji polskiej własności państwowej.
Gdy mowa o przyczynach niechęci, główne media zwracają uwagę na lukratywne „stołki” i frukta finansowe podawane w bufetach SSP w różnej kaloryczności i dawce legalności.
Przyczyna niezagrożonego trwania SSP w Polsce leży jednak przede wszystkim w świadomości większości wyborców, którzy wbrew swym doświadczeniem twierdzą uparcie, że państwowe jest lepsze, pewniejsze, bezpieczniejsze.
Nie porzucają tych poglądów, ponieważ wkłada im się je do głów nieprzerwanie od 80 lat…

Jan Cipiur, dziennikarz i redaktor z ponad 50-letnim stażem. Zaczynał w PAP, gdzie po 1989 r. stworzył pierwszą redakcję ekonomiczną.
Twórca serwisów dla biznesu w agencji BOSS. Obecnie publikuje m.in. w Obserwatorze Finansowym.
Jest członkiem Towarzystwa Ekonomistów Polskich (TEP).