Jak dane zmieniają sektor finansowy?

Jak dane zmieniają sektor finansowy?
Fot. BIG InfoMonitor
Dane w sektorze finansowym przestają być jedynie narzędziem analizy przeszłości. Stają się podstawą strategii i decyzji podejmowanych w czasie rzeczywistym. O bezpieczeństwie, etyce i roli centralizacji informacji kredytowych w erze sztucznej inteligencji – mówi Paweł Szarkowski, prezes BIG InfoMonitor SA. Rozmawiał z nim dr Przemysław Barbrich.

Jak się pan czuje jako osoba pracująca w biurze informacji gospodarczej, dysponująca wiedzą o całym kredytowym życiu Polaków?

– To jednocześnie odpowiedzialność, ale i przywilej. BIG InfoMonitor działa od ponad dwóch dekad, Biuro Informacji Kredytowej – już trzydzieści lat. Reprezentuję więc dwa największe i zarazem najważniejsze repozytoria danych finansowych w kraju. Wbrew obiegowym opiniom, my w te dane nie zaglądamy – my nimi zarządzamy, aby sektor finansowy mógł działać bezpiecznie i efektywnie. W pewnym sensie jesteśmy strażnikami infrastruktury zaufania. Dane są dla nas centralnym zasobem strategicznym, wokół którego budujemy rozwój organizacyjny i technologiczny. Każdy projekt zaczynamy od myślenia o bezpieczeństwie – zgodnie z zasadą security by design. Już  na etapie koncepcji myślimy o tym, jak ograniczyć punkty styku i zminimalizować ryzyko. Ta filozofia to nie jest wyłącznie kwestia technologii. Równie ważna jest kultura organizacyjna. Pracownicy muszą rozumieć wagę danych i konsekwencje ewentualnych błędów i ryzyk. Dlatego wrażliwość regulacyjna i etyka są dla nas tak samo ważne jak kompetencje techniczne.

Gdzie dziś realnie widać transformację danych w sektorze finansowym?

– Jeszcze niedawno dane służyły głównie analizie przeszłości. Dziś kształtują teraźniejszość i pomagają przewidywać przyszłość. Zarówno BIG InfoMonitor, jak i BIK nie są już tylko bazami danych. Są platformami decyzyjnymi działającymi w czasie rzeczywistym. Mówimy o ewolucji, w której dane stały się elementem infrastruktury bezpieczeństwa finansowego. Dzięki temu sektor bankowy potrafi zarządzać ryzykiem w skali makro, ale też zwiększać dostępność finansowania – bo im dokładniejsze dane, tym trafniejsza ocena wiarygodności klienta. Z perspektywy klientów widać to bardzo konkretnie – decyzje kredytowe zapadają w ułamku sekundy. Kiedyś trwało to minuty, dziś odpowiedź z BIK do banku wraca nawet w 0,8 sekundy, a dziennie takich zapytań obsługujemy około miliona.

Ale dane pomagają nie tylko w podejmowaniu decyzji, to także realna ochrona przed oszustwami. Od 2017 r. działa sektorowa Platforma Antyfraudowa, stworzona przez BIK. Do dziś wykryła i powstrzymała próby wyłudzeń kredytowych o wartości ponad 1,3 mld zł. Jeśli ktoś próbuje złożyć wnioski kredytowe na sfałszowane dane w kilku bankach, system zidentyfikuje powtarzający się wzorzec i zablokuje transakcję.

Kolejnym przykładem walki z wyłudzeniami jest Platforma Weryfikacji Behawioralnej BIK, wykorzystywana już przez siedem z dziesięciu największych banków w kraju. Analizuje nie to, co użytkownik robi, ale jak to robi – jak pisze na klawiaturze, jak trzyma smartfon czy porusza myszką. To tzw. cyfrowy charakter pisma. Każde zachowanie porównywane jest z oryginalnym wzorcem zachowań właściciela rachunku. Dziennie analizujemy ponad 2 mln sesji i 8 mld mikrointerakcji z urządzeniami. Wszystko dzieje się w czasie rzeczywistym. To nie są już dane zero-jedynkowe, ale dynamiczna analiza wzorców zachowań, która realnie chroni klientów i sektor przed przestępstwami.

Czy dane są już rzeczywiście elementem infrastruktury zaufania? Czy to hasło, czy  też realny kierunek myślenia instytucji finansowych?

– To już nie jest hasło. To już się dzieje. Jeszcze kilka lat temu dane pełniły głównie funkcję raportową, dziś budują język decyzji. Coraz więcej organizacji przechodzi ewolucję w stronę data-driven management, co w praktyce oznacza zmianę kulturową. Dane przestają służyć wyłącznie do monitorowania wyników, ale wspierają analizę scenariuszy i modelowanie decyzji. Dane zwiększają też odpowiedzialność po stronie decydentów. Dziś nikt nie może tłumaczyć się intuicją, skoro można oprzeć się na liczbach. Kiedyś decyzje zarządów opierały się na prezentacjach i doświadczeniu. Dziś menedżerowie patrzą w interaktywne kokpity danych, które natychmiast obrazują skutki decyzji i trendy. Data visualization i umiejętność tworzenia wizualnych narzędzi zrozumienia informacji stają się kluczową kompetencją nie tylko dla analityków, ale też dla menedżerów wyższego szczebla. To zmienia sposób podejmowania decyzji – z analizy po fakcie przechodzimy do decyzji w czasie teraźniejszym. I właśnie w tym sensie dane stają się elementem infrastruktury zaufania, bo umożliwiają szybsze, trafniejsze i bardziej odpowiedzialne decyzje.

Żyjemy w epoce zagrożeń cybernetycznych i geopolitycznych. Czy nie ma ryzyka, że otwierając dostęp do danych kolejnym podmiotom – zwiększamy prawdopodobieństwo naruszenia prywatności?

– To bardzo trafne spostrzeżenie, bo dotyka istoty dzisiejszych dylematów regulacyjnych. Właśnie trwają prace nad nową ustawą o kredycie konsumenckim, wdrażającą drugą dyrektywę unijną w zakresie kredytów konsumenckich (CCD2). Jednym z pomysłów jest rozszerzenie kręgu instytucji, które otrzymywałyby dane o opóźnieniach w spłacie kredytów. Nie chodzi tu o uchylanie drzwi – raczej o stawianie kolejnych drzwi i okien. A im więcej otworów w budynku, tym większe wymagania wobec systemu zabezpieczeń, gdy nadejdzie burza. W naszym przekonaniu są dane, które mają znaczenie strategiczne i nie mogą być rozproszone. Dane finansowe milionów Polaków to zapis ich decyzji, problemów i momentów słabości. Ustawodawca nie powinien dopuścić, by trafiły do podmiotów o niepewnej strukturze własnościowej, czasem prywatnych, niekontrolowanych, a nawet zagranicznych.

Rynek informacji kredytowej to infrastruktura zaufania publicznego, porównywalna – i to nie jest przesada – z systemem ochrony danych medycznych. Utrzymanie centralnej bazy, takiej jak BIK, zarządzającej wrażliwymi danymi, chronionymi tajemnicą bankową – to gwarancja bezpieczeństwa i integralności systemu. Warto przypomnieć, że akcjonariuszami BIK są banki, których działalność podlega ścisłemu nadzorowi – w tym te z udziałem Skarbu Państwa. Nie można powiedzieć tego o wszystkich biurach informacji gospodarczej. Część z nich jest własnością osób prywatnych, które – mówiąc wprost – mogą sprzedać pakiet akcji komukolwiek, nawet bez analizy potencjalnego nabywcy i bez realnej kontroli nad tym, kto przejmuje dostęp do wrażliwych danych. W kontekście obecnej sytuacji geopolitycznej to poważne ryzyko. Dane o przeterminowanych należnościach to wiedza wrażliwa – może być wykorzystana do wywierania presji lub manipulacji finansowej wobec osób znajdujących się w trudnej sytuacji.

Czyli problem w tym, że ustawa mogłaby zrównać biura informacji gospodarczej z Biurem Informacji Kredytowej?

– Dokładnie. To są dwa zupełnie różne porządki i dwa różne cele systemowe. Biuro Informacji Kredytowej (BIK) gromadzi dane o historii kredytowej – zarówno pozytywne, jak i negatywne – i aktualizuje je praktycznie w czasie rzeczywistym. Banki mają siedem dni na przekazanie informacji, a często robią to ­automatycznie. Biura informacji gospodarczej (BIG), takie jak BIG InfoMonitor, zbierają natomiast dane o przeterminowanych zobowiązaniach również z rynku pozabankowego, np. dane o fakturach czy należnościach handlowych. Dane te wpisuje wierzyciel, dobrowolnie, po spełnieniu określonych warunków – dopiero po 30 dniach od wezwania dłużnika do zapłaty. I co ważne – po spłacie zobowiązania informacja musi być usunięta w ciągu 14 dni. To są dwa odmienne systemy, stworzone do realizacji różnych celów i funkcji: BIG-i chronią przedsiębiorców przed zatorami płatniczymi, a BIK – przed ryzykiem kredytowym, przy czym warto dodać, że istnieje wiele podmiotów analitycznych, również biorących udział w tym procesie. Zrównanie tych ról i funkcji oznaczałoby w praktyce osłabienie celu istnienia tych systemów, ­rozszczelnieniem infrastruktury zaufania publicznego i rozmycie odpowiedzialności.

W tym kontekście warto przywołać także wypowiedź dr. Mariusza Cholewy, prezesa Biura Informacji Kredytowej, który podczas konferencji „Bezpieczeństwo sektora finansowego w erze AI” w 2025 r. podkreślał, że informacja kredytowa nie jest zwykłym produktem komercyjnym, lecz podstawowym składnikiem bezpieczeństwa systemu finansowego. Próba rozproszenia danych w imię quasi‑konkurencji może skończyć się utratą zaufania klientów i destabilizacją rynku. Zwracał on również uwagę, że w dobie ataków hybrydowych i dezinformacji dane są „narzędziem obrony instytucjonalnej państwa” i powinny pozostawać w kontrolowanym, nadzorowanym środowisku.

BIK jest fundamentem systemu wymiany informacji wewnątrz polskiego sektora finansowego. To nie przypadek, że Unia Europejska i krajowe organy nadzoru traktują takie instytucje jako komponent Critical Information Infrastructure. Każda decyzja o rozszerzeniu dostępu do danych powinna być traktowana nie jak zmiana rynkowa, ale jak decyzja dotycząca bezpieczeństwa narodowego.

W tym miejscu trudno nie zapytać o przyszłość kompetencji. Jakich umiejętności będzie potrzebować świat finansowy, oparty na danych wrażliwych i sztucznej inteligencji?

– Z perspektywy obszaru działalności Grupy BIK, najważniejsze będą trzy filary: krytyczne myślenie, wrażliwość etyczna i zrozumienie regulacji. Skala i siła danych, jakimi dziś dysponujemy, oznaczają nie tylko nowe możliwości, ale też nowy poziom odpowiedzialności.

Osoby pracujące z danymi muszą rozumieć nie tylko technologię, ale i kontekst etyczny decyzji. Mówię o tzw. ethical awareness – świadomości, że każda analiza może mieć konsekwencje społeczne. Drugi element to regulacyjna świadomość. Świat finansów i technologii działa dziś w gęstej sieci regulacji: RODO, PSD2, DORA, AI Act. Bez ich znajomości żadna innowacja nie przejdzie przez dział compliance. I wreszcie – współpraca i pokora wobec złożoności. Modele oparte na danych tworzą zespoły interdyscyplinarne: analitycy, prawnicy, specjaliści od technologii, UX, bezpieczeństwa. Sukces wymaga kompetencji współdzielenia i zdolności do wzajemnego „challengowania się”. W Grupie BIK działamy w oparciu o zwinne metody – agile, scrum, cross‑functional teams. Tworzymy zespoły, w których analitycy danych pracują ramię w ramię z biznesem i IT. To pozwala nie tylko skracać time to market, ale przede wszystkim szybciej reagować na potrzeby klientów.

Czy to oznacza, że właśnie umiejętność myślenia w sposób etyczny stanie się najcenniejszym zasobem organizacji w najbliższym czasie?

– Tak, choć to ogromne wyzwanie. Problemem nie jest brak krytycznego myślenia, tylko brak hamulców. Modele AI szybko stają się autonomiczne, szukają optymalizacji, nie zawsze zgodnych z intencją twórców. Niedawno brytyjski nadzór wydał komunikat dotyczący jednego z modeli znanej firmy tworzącej rozwiązania AI. Okazało się, że system – zaprogramowany do optymalizacji procesów decyzyjnych – sam zaczął wyszukiwać luki w aplikacjach bankowych. To pokazuje, jak łatwo przekroczyć granicę między automatyzacją a ingerencją w bezpieczeństwo systemu. Dlatego etyczne i regulacyjne filtry w rozwoju AI są absolutnie niezbędne. Bez nich zamiast wsparcia decyzji możemy wygenerować ryzyko systemowe.

W Grupie BIK wprowadzamy rozwiązania AI nie po to, by zastąpiły człowieka, ale by zwiększały efektywność i bezpieczeństwo klienta. Sztuczna inteligencja musi działać w granicach etycznych, zgodnych z zasadami responsible AI – inaczej stanie się problemem, a nie rozwiązaniem. To dlatego w BIK każdy projekt korzystający z AI jest szczegółowo analizowany również pod kątem standardów etycznych, a procesy wykorzystujące innowacje są kontrolowane przez ludzi. Dane stają się nowym kapitałem – ale także odpowiedzialnością publiczną. Dziś są bardziej jak woda niż jak ropa. Bez niej żaden system nie działa, ale musi być ona czysta i kontrolowana. Zanieczyszczenie danych, wyciek czy manipulacja to katastrofa ekologiczna w ekosystemie zaufania. Dlatego kiedy mówimy o infrastrukturze zaufania, nie używamy metafory. To realny system naczyń połączonych: banków, instytucji nadzorczych, klientów. Każde naruszenie wpływa na wszystkich. Przyszłość polskiego sektora finansowego to ekosystem współdzielonych, bezpiecznych danych, w którym centralne instytucje – takie jak BIK czy BIG InfoMonitor – pełnią rolę strażników stabilności.

Po tej rozmowie mam wrażenie, że dane są dziś nie tylko aktywem, ale wręcz elementem tożsamości sektora bankowego.

– Tak. Każdy informacja medialna o wycieku danych, każda awaria, każdy przypadek nadużycia to cios w zaufanie. A zaufanie jest w tym systemie walutą cenniejszą niż kapitał. W sektorze finansowym mówimy o miliardach transakcji i milionach osób. Społeczne przyzwolenie na cyfryzację istnieje tylko dlatego, że ludzie wierzą, iż ich dane są właściwie chronione i bezpieczne. To zaufanie buduje się latami, a może runąć w sekundę. Dlatego nie możemy pozwolić, by dane klientów przeszły z bezpiecznego repozytorium do rynku danych bez jasnych zasad, odpowiedzialności i kontroli.

Z tego, co pan mówi, wynika, że firmy zarządzające danymi coraz bardziej przypominają instytucje publicznego zaufania. Czy w tym sensie BIG InfoMonitor czy BIK to element systemu bezpieczeństwa państwa?

– Trudno temu zaprzeczyć. Choć jesteśmy spółkami komercyjnymi, działamy w logice misji publicznej. Zapewniamy transparentność, uczciwość i ochronę danych. Co ważne, funkcjonujemy w ścisłej współpracy z sektorem bankowym, który jest najbardziej regulowanym segmentem gospodarki. Nie chodzi o ograniczanie konkurencji, lecz o utrzymanie jednego standardu bezpieczeństwa – takiego, który chroni konsumentów, wzmacnia zaufanie do rynku i wspiera stabilny rozwój gospodarki. Nowoczesny system finansowy to już nie tylko pieniądz i technologie, ale też odpowiedzialność za cyfrowe bezpieczeństwo obywateli. Tego nie da się zbudować w rozproszeniu.

Źródło: Miesięcznik Finansowy BANK