Bank nie może być tylko „dawcą pieniądza” – to ważny element gospodarki
Jak bardzo zmieniła się polska bankowość w ciągu minionych trzech lat? Które czynniki uważa pan za najważniejsze z perspektywy tych zmian?
– W ostatnich latach zaszły zmiany nie tylko cykliczne, lecz także strukturalne. Można powiedzieć, że sektor przeszedł do innej epoki. Zmieniło się praktycznie całe środowisko działania banków: koszt pieniądza, popyt na kredyty, rentowność depozytów, struktura marż i ryzyk, a nawet zachowania klientów. Najpierw funkcjonowaliśmy w warunkach bardzo wysokiej inflacji i wysokich stóp procentowych, później weszliśmy w fazę dezinflacji i początku normalizacji polityki pieniężnej. Skalę tej zmiany dobrze pokazują dane: inflacja w 2023 r. wynosiła ok. 11%, w 2024 r. ok. 4%, a w 2025 r. 3,6%, podczas gdy stopa referencyjna NBP spadła z wcześniejszego szczytu 6,75% do 3,75 % na koniec I kwartału 2026 r.
Co ważne, sektor nie wyszedł z tego okresu osłabiony. Przeciwnie, wszedł w 2026 r. z mocniejszym bilansem, większymi kapitałami i wysoką efektywnością kosztową. Na koniec 2025 r. aktywa sektora wynosiły 3,658 bln zł, kapitały własne 322 mld zł, a wynik finansowy netto blisko 49 mld zł. Wskaźnik C/I wyniósł 43,7%, a CET1 – 19,8%, czyli więcej niż średnia w krajach strefy euro. To pokazuje, że polskie banki pozostały stabilne, dobrze dokapitalizowane i zdolne do absorpcji ewentualnych szoków. Z perspektywy bezpieczeństwa systemu jest to bardzo ważne.
Z drugiej strony musimy pamiętać o tym, że w ostatnich latach doszło do wyraźnego przesunięcia struktury aktywów – z podstawowej działalności kredytowej w stronę instrumentów dłużnych, przede wszystkim papierów skarbowych. Od początku 2020 r. wartość instrumentów dłużnych wzrosła o ok. 808 mld zł, podczas gdy kredyty dla sektora niefinansowego zwiększyły się tylko o 162 mld zł. To symboliczny moment, bo pokazuje odwrócenie dawnych proporcji. Banki nadal kredytują gospodarkę, ale coraz większa część ich bilansów pracuje w aktywach innych niż kredyt dla przedsiębiorstw i gospodarstw domowych. Z punktu widzenia ZBP nie jest to zjawisko neutralne. Oznacza, że otoczenie regulacyjno-fiskalne oraz sytuacja finansów publicznych wpływają na alokację kapitału w sposób nie zawsze optymalny dla długofalowego wzrostu gospodarczego.
Okres ostatnich lat charakteryzował się również istotnym wzrostem obciążeń sektora…
– Tak, pamiętajmy, że ostatnie trzy lata były nie tylko okresem poprawy wyników, lecz także narastania obciążeń ograniczających zdolność banków do dalszej akumulacji kapitału. Banki działały pod jednoczesną presją kosztów ryzyka prawnego kredytów walutowych, kosztów regulacyjnych, podatku bankowego, rosnącego CIT oraz wymogów technologicznych i cyberbezpieczeństwa. Same koszty ryzyka prawnego kredytów walutowych sięgnęły ok. 102 mld zł, a dodatkowe możliwe obciążenia według prognoz NBP są oceniane na ok. 30 mld zł. Prognozy na 2026 r. pokazują z kolei, że obniżki stóp procentowych i wzrost CIT mogą obniżyć wynik sektora o ok. 33% względem 2025 r.
Wyliczając obciążenia rozpoczął pan od ryzyka prawnego. Jak należy obecnie ocenić ryzyko związane z kwestionowaniem umów kredytowych?
– Ryzyko prawne związane z kredytami walutowymi zostało już w zasadniczej części rozpoznane i uwzględnione w wynikach oraz polityce zarządzania kapitałem sektora, aczkolwiek nie zamyka to problemu wobec dodatkowego kwestionowania kredytów w euro i kredytów spłaconych. Obserwujemy także kolejne próby kwestionowania ważności lub skutków umów zawartych między bankami a klientami, przy aktywnym udziale podmiotów, które uczyniły z inicjowania sporów z bankami swój model działania i model biznesowy. Dotyczy to głównie dyrektywy o kredycie konsumenckim i problemu sankcji kredytu darmowego. Masowe skupowanie roszczeń związanych z kredytami konsumenckimi za ułamek ceny (10-15% wartości), a następnie dochodzenie 100% wartości roszczenia, ale już na rachunek i bezpośrednio dla zysku kancelarii odszkodowawczej jest wypaczeniem istoty ochrony konsumenta.
To obszar generujący istotne ryzyko prawne i przykład zjawiska, o którym mówił m.in. przewodniczący Komisji Nadzoru Finansowego Jacek Jastrzębski, czyli instrumentalnego wykorzystywania prawa. Coraz częściej nie chodzi o ochronę konsumenta w rzeczywistym znaczeniu, lecz o wykorzystywanie przepisów do generowania zysków przez kancelarie odszkodowawcze i prawne. Takie praktyki prowadzą do coraz dalej idącej ingerencji w treść stosunku umownego, osłabiają pewność prawa i podważają stabilność obrotu gospodarczego. Z perspektywy sektora bankowego kluczowe jest zachowanie równowagi między należytą ochroną konsumenta a poszanowaniem trwałości umów i symetrii odpowiedzialności stron.
Gdzie przebiega granica między dobrą regulacją a nadregulacją w sektorze bankowym?
– Regulacje są potrzebne. Bez nich nie byłoby stabilnego systemu finansowego. Nie każda jednak regulacja porządkuje rynek i nie każda jest kierowana rzeczywistą potrzebą, stając się nadregulacją czy goldplatingiem, jak niektórzy wolą nazywać to zjawisko.
Dobra regulacja porządkuje rynek, ogranicza ryzyko systemowe, wzmacnia zaufanie klientów i chroni deponentów. Nadregulacja podnosi koszty, zwiększa niepewność i osłabia skłonność do finansowania długoterminowych projektów. Z perspektywy ZBP problemem nie jest samo istnienie regulacji, lecz ich kumulacja, asymetria oraz niska przewidywalność i niepewność prawna.
Są obszary, w których regulacje jednoznacznie wzmacniają sektor. Dotyczy to zwłaszcza wymogów kapitałowych i płynnościowych oraz nowych standardów odporności operacyjnej i cyberbezpieczeństwa. To dzięki nim polski sektor bankowy ma dziś wysoki poziom kapitałów, dobrą płynność i zdolność do absorpcji szoków. Regulacje ostrożnościowe spełniły więc swoją funkcję. Podobnie należy ocenić część regulacji związanych z bezpieczeństwem technologicznym. W czasach rosnących ryzyk cybernetycznych i znaczenia AI brak odpowiednich standardów byłby po prostu nieodpowiedzialny.
Rozumiem, że konstrukcji podatku bankowego i nowych stawek CIT nie zaliczy pan do regulacji wzmacniających sektor?
– Oczywiście, że nie, ponieważ z punktu widzenia rozwoju sektora i finansowania gospodarki działają niekorzystnie. Podatek bankowy, przy wyłączeniach dla papierów skarbowych, osłabia bodźce do rozwijania długoterminowego kredytu inwestycyjnego i sprzyja przesuwaniu aktywów w stronę instrumentów dłużnych.
Z kolei po podniesieniu stawki CIT dla banków do 30% w 2026 r. skumulowany ubytek potencjału do finansowania gospodarki w latach 2026-2035 może sięgnąć blisko 115 mld zł, z czego ok. 41 mld zł już w 2026 r. Po dwóch miesiącach funkcjonowania nowego reżimu podatkowego wynik finansowy sektora spadł o ok. 25%. Dodatkowa presja fiskalna, połączona z obniżkami stóp procentowych, sprawia, że utrzymanie rentowności ponownie może stać się dużym wyzwaniem. Niezależnie od tego, czy mówimy o bankach komercyjnych, czy spółdzielczych, wniosek jest podobny: wyższe obciążenia fiskalne ograniczają zdolność sektora do samofinansowania inwestycji technologicznych, budowy kapitału i zwiększania akcji kredytowej. To nie jest kwestia komfortu finansowego banków, lecz ich zdolności do pełnienia funkcji rozwojowej.
Wygląda na to, że nadregulacje przynoszą negatywne efekty nie tylko dla sektora bankowego.
– Przewidywalność prawa i otoczenia instytucjonalnego jest niezwykle ważna dla całej gospodarki. Jeżeli realna gospodarka odczuwa niepewność, to bankowość również, bo kredyt inwestycyjny zawsze jest pochodną jakości projektu i stabilności jego otoczenia. Nadmiar zmienności regulacyjnej szkodzi więc podwójnie: zniechęca firmy do inwestowania i skłania banki do większej ostrożności.
Nie jestem przy tym zwolennikiem prostego luzowania reguł ostrożnościowych. Właściwym kierunkiem nie jest deregulacja oderwana od ryzyka, lecz warunkowa elastyczność oparta na jego mitygacji. Nie chodzi o to, by banki przyjmowały więcej ryzyka na własny rachunek, ale by państwo i instytucje rozwojowe pomagały to ryzyko dzielić. Gwarancje Skarbu Państwa, project finance, instrumenty first-loss, udział BGK, KUKE czy PFR – to narzędzia, które pozwalają finansować więcej bez osłabiania stabilności sektora. Taka filozofia jest rozsądniejsza, niż proste rozluźnianie ograniczeń koncentracyjnych czy pomijanie wymogów kapitałowych.
Dziś potrzebujemy regulacji proporcjonalnych, przewidywalnych i neutralnych wobec podstawowej działalności kredytowej. Potrzebujemy też odejścia od myślenia, że każdą lukę rozwojową można zasypać kolejnymi obowiązkami nakładanymi na banki. Stabilny sektor bankowy jest warunkiem koniecznym, ale równie ważne jest, aby mógł tworzyć kapitał, budować skalę i finansować przedsięwzięcia potrzebne gospodarce.

Skoro mówimy o relacji bankowość–gospodarka, to które obszary wymagają dziś redefinicji lub nowego podejścia?
– Przede wszystkim redefinicji wymaga samo rozumienie finansowania gospodarki. Przez długi czas patrzyliśmy na ten problem dość klasycznie: czy kredyt jest dostępny, czy jest tani i czy bank ma płynność. Dziś to już nie wystarcza. Polska gospodarka wchodzi w etap, w którym najważniejsze stają się jakość projektów, horyzont finansowania i zdolność do podziału ryzyka. Słabość inwestycji prywatnych nie wynika obecnie z niedostępności kredytu. Polska stopa inwestycji w 2025 r. wyniosła 17% PKB wobec 21,3% średnio w UE, a luka wobec średniej unijnej sięgnęła ok. 170 mld zł. Jednocześnie banki pozostają nadpłynne, a relacja kredytów dla sektora niefinansowego do depozytów wynosiła na koniec 2025 r. 57,5%, wobec blisko 90% w UE. Pieniądz w systemie jest, ale nie przekłada się automatycznie na inwestycje.
Trzeba zatem odejść od myślenia, że najważniejszym problemem jest podaż kredytu. W rzeczywistości ma on dziś w dużej mierze charakter popytowy i strukturalny. Firmy nie inwestują nie dlatego, że obawiają się kosztu finansowania, ale przede wszystkim dlatego, że nie są pewne popytu, regulacji, cen energii, kosztów pracy i geopolityki. Relacja bankowość–gospodarka wymaga zatem nowego podejścia, w którym bank nie jest jedynym „dawcą pieniądza”, lecz działa w otoczeniu państwa, polityki przemysłowej, innowacyjnej i klimatycznej. Bez większej spójności tych obszarów nawet dobrze dokapitalizowany sektor bankowy nie uruchomi odpowiedniej skali inwestycji.
Tym bardziej, jeżeli mówimy o ogromnych inwestycjach transformacyjnych…
– Oczywiście. Polskie firmy i cała gospodarka stoją dziś przed inwestycjami w energetykę, cyfryzację, infrastrukturę, obronność i odporność technologiczną. Łączne potrzeby inwestycyjne w tych obszarach są szacowane na ponad 4 bln zł do 2040 r. Jednocześnie pojedyncze megaprojekty przekraczają możliwości klasycznego bilansu bankowego i obowiązujących limitów koncentracji. Nie wystarczy więc apelować do banków o większą aktywność. Potrzebna jest wielowarstwowa architektura finansowania: konsorcja, project finance, rynek kapitałowy, udział instytucji rozwoju, gwarancje publiczne i instrumenty mieszane. Bank musi pozostać głównym uczestnikiem finansowania, ale nie może być jedynym nośnikiem całego ryzyka transformacji.
Podobnie wygląda to w obszarze finansowania aktywów niematerialnych i nowych modeli biznesowych. Gospodarka przyszłości będzie coraz bardziej oparta na danych, oprogramowaniu, własności intelektualnej, cyberbezpieczeństwie, organizacji procesów i zdolności do wykorzystania AI. Takie projekty są jednak trudniejsze do sfinansowania tradycyjnym kredytem, bo nie zawsze mają klasyczne zabezpieczenie rzeczowe. W Polsce udział inwestycji przedsiębiorstw w aktywa niematerialne wynosi ok. 29%, wobec 35% średnio w UE, a adopcja technologii cyfrowych i AI pozostaje wyraźnie słabsza niż przeciętnie w Unii. Jeżeli nie zmienimy instrumentów finansowania i sposobu oceny takich projektów, gospodarka pozostanie zbyt zachowawcza, a bankowość będzie finansować raczej odtworzenie niż rozwój.
Istotnym obszarem jest również relacja banku z klientem w świecie cyfrowym. Coraz większa część decyzji finansowych przenosi się do środowiska platform, danych i doświadczenia użytkownika. Jeżeli banki utracą kontakt z klientem i zostaną sprowadzone wyłącznie do roli dostawcy bilansu, w dłuższym okresie osłabi to również ich rolę rozwojową.
Jakie zmiany powinny zajść w obszarze relacji między bankowością a finansami publicznymi?
– Banki pełnią dziś jednocześnie dwie ważne funkcje: finansują gospodarkę realną i stabilizują rynek długu państwa. Problem pojawia się wtedy, gdy ta druga funkcja zaczyna wypierać pierwszą. Rekordowy udział skarbowych instrumentów dłużnych w aktywach sektora zwiększa związek bezpieczeństwa banków z kondycją fiskalną państwa i może tworzyć efekt wypychania finansowania sektora prywatnego. To wymaga nowego podejścia także po stronie polityki publicznej. Państwo nie może oczekiwać, że banki będą jednocześnie głównym kanałem finansowania gospodarki, wielkich projektów strategicznych i rosnących potrzeb pożyczkowych budżetu bez odpowiedniego podziału ryzyka i zmian w bodźcach regulacyjnych.
Dodałbym jeszcze czynnik długoterminowy, czyli geopolitykę. Wojna na Ukrainie, napięcia na Bliskim Wschodzie i rosnące wydatki obronne sprawiły, że bezpieczeństwo stało się jednym z głównych tematów gospodarczych. To zwiększa potrzeby finansowania państwa i wzmacnia związek sektora bankowego z rynkiem długu publicznego.
Pozostańmy jeszcze przy temacie bezpieczeństwa. Jednym z fundamentów sektora finansowego staje się dziś cyberbezpieczeństwo. Na jakim etapie znajduje się branża finansowa i jakie wyzwania widzi pan w tym obszarze w przyszłości?
– Cyberbezpieczeństwo nabrało nieprawdopodobnego znaczenia. Według oficjalnych danych Europejskiej Agencji Cyberbezpieczeństwa polski sektor bankowy jest najbardziej atakowanym sektorem we wszystkich państwach członkowskich UE. Stąd tak wiele działań Komitetu Cyberbezpieczeństwa Banków, autonomicznej jednostki Związku Banków Polskich, która zajmuje się koordynacją bezpieczeństwa w bankach.
Myślę, że wiele osób widziało największą w historii naszej izby kampanię dotyczącą cyberbezpieczeństwa. Ostrzegaliśmy w niej przed zagrożeniami związanymi z korzystaniem z narzędzi płatniczych, apelowaliśmy o ostrożność i czujność wobec cyberprzestępców, którzy często podszywają się pod bankowców i stosują wyrafinowane techniki socjotechniczne. Ponad 80% Polaków pozytywnie ocenia ostatnie działania edukacyjne sektora bankowego.
Wraz z rozwojem technologicznym czekają nas również kolejne regulacje unijne. Wciąż jesteśmy w okresie operacyjno-wykonawczym DORA, a przed nami m.in. NIS2 oraz następne zmiany dotyczące cyberbezpieczeństwa na poziomie unijnym.
Przejdźmy do bankowości spółdzielczej. Co obecnie powinno stanowić priorytet dla tej części branży?
– Sektor bankowości spółdzielczej jest dziś bezpieczny, dobrze dokapitalizowany i płynny. To jednak nie wystarczy, aby utrzymać jego znaczenie w gospodarce lokalnej. Kluczowe pytanie nie brzmi, czy banki spółdzielcze są stabilne, lecz czy będą w stanie wykorzystać tę stabilność do finansowania rozwoju swoich klientów, samorządów, rolnictwa i lokalnych przedsiębiorstw. W warunkach szybkich zmian technologicznych, rosnącej presji konkurencyjnej i coraz bardziej złożonego otoczenia regulacyjnego szczególnego znaczenia nabiera połączenie tradycyjnych atutów bankowości spółdzielczej z nowoczesnością organizacyjną i technologiczną.
W kadencji 2023-2025 Związek Banków Polskich prowadził działania na rzecz wzmocnienia stabilności, odporności i zdolności rozwojowej sektora bankowego, ze szczególnym uwzględnieniem bankowości spółdzielczej. ZBP wspierał ten sektor w procesach legislacyjnych i regulacyjnych, dbając o zasadę proporcjonalności oraz uwzględnienie specyfiki banków lokalnych. Równolegle koncentrował się w bankowości spółdzielczej na wzmacnianiu bezpieczeństwa, rozwoju kompetencji kadr, budowie pozycji sektora w otoczeniu międzynarodowym oraz działaniach edukacyjnych i analitycznych. Celem tych inicjatyw było nie tylko reagowanie na bieżące wyzwania, lecz także tworzenie warunków dla długofalowego, zrównoważonego rozwoju bankowości spółdzielczej, w tym zwiększania jej zdolności do finansowania lokalnych społeczności i gospodarki.
Jak wygląda dzisiaj bankowość spółdzielcza i co ją czeka w najbliższych latach?
– Punkt wyjścia jest dobry. Na koniec 2025 r. działało 488 banków spółdzielczych, wszystkie wykazały zysk, a wynik finansowy netto sektora wyniósł 4,55 mld zł. Fundusze własne wzrosły do 26,2 mld zł, a łączny współczynnik kapitałowy osiągnął 29,51%, przy spełnianiu minimalnych norm kapitałowych przez wszystkie banki spółdzielcze. Pokazuje to także raport Komisji Nadzoru Finansowego „Sytuacja banków spółdzielczych i zrzeszających po IV kwartale 2025 roku” z kwietnia 2026 r. Sektor nie stoi więc dziś przed problemem bezpieczeństwa, lecz przed wyzwaniem wykorzystania potencjału.
Najważniejszym priorytetem powinna być odbudowa akcji kredytowej oraz dopasowanie oferty i modelu obsługi do oczekiwań młodszych klientów funkcjonujących w środowisku cyfrowym. Depozyty w bankach spółdzielczych wzrosły do 233,8 mld zł, czyli o 10,5% rok do roku, natomiast relacja kredytów do depozytów pozostaje niska – ok. 50,6% dla sektora niefinansowego. Sektor posiada zatem zasoby, ale nie przekłada ich w wystarczającym stopniu na finansowanie lokalnej gospodarki. Naturalną funkcją banków spółdzielczych jest zamiana depozytów w kredyt dla rolnika, przedsiębiorcy, wspólnoty lokalnej czy samorządu. Kluczowe będzie zwiększenie skali i jakości takiego finansowania przy zachowaniu bezpieczeństwa bilansowego.
Drugim priorytetem jest poprawa efektywności. Wynik netto sektora w 2025 r. obniżył się o 6,22%, głównie pod wpływem wzrostu kosztów administracyjnych o 720,2 mln zł, a wskaźnik C/I wzrósł z 45% do 50,1%. To ważny sygnał ostrzegawczy. W warunkach spadających stóp procentowych i rosnących obciążeń fiskalnych sam wynik odsetkowy nie będzie już wystarczającym źródłem stabilnych przychodów. Utrzymanie rentowności wymaga trwałej poprawy efektywności operacyjnej, ograniczenia tempa wzrostu kosztów, automatyzacji procesów, wspólnych inwestycji technologicznych, ograniczania powielania wydatków oraz rozwoju przychodów pozaodsetkowych.
Trzecim priorytetem są technologia i cyberodporność. W praktyce oznacza to większą rolę wspólnych rozwiązań zrzeszeniowych, standardów cyberbezpieczeństwa, infrastruktury oraz lepszą koordynację inwestycji IT. Konieczny jest dalszy rozwój narzędzi i procedur zabezpieczających banki oraz ich klientów przed rosnącymi zagrożeniami cyfrowymi. Lokalność pozostanie przewagą tylko wtedy, gdy będzie połączona z nowoczesnym, bezpiecznym i wygodnym modelem obsługi.
Czwartym priorytetem jest realna proporcjonalność regulacyjna. Banki spółdzielcze działają lokalnie, prowadzą prostszy model biznesowy i nie generują takiego profilu ryzyka jak duże, złożone grupy bankowe. Tymczasem wiele wymogów unijnych i krajowych nakłada na nie ciężary projektowane z myślą o dużych instytucjach. ZBP od lat wskazuje na forum krajowym i unijnym, że potrzebny jest nowy paradygmat regulacyjno-nadzorczy dla banków spółdzielczych.
Od czego będzie zależała przyszła pozycja bankowości spółdzielczej w najbliższych latach?
– Najbliższe lata będą dla bankowości spółdzielczej okresem wyboru kierunku rozwoju. Sektor dysponuje stabilną bazą kapitałową i płynnościową, ale jego dalsza pozycja będzie zależała od zdolności do aktywniejszego finansowania lokalnej gospodarki, poprawy efektywności oraz przyspieszenia wspólnej transformacji technologicznej. Kluczowe znaczenie będzie miało również zapewnienie realnej proporcjonalności regulacyjnej, adekwatnej do modelu działania banków lokalnych. Związek Banków Polskich wspiera sektor spółdzielczy w tych obszarach – zarówno na poziomie krajowym, jak i unijnym – dążąc do stworzenia warunków dla jego trwałego i zrównoważonego rozwoju. Od skuteczności tych działań zależy, czy bankowość spółdzielcza utrzyma rolę jednego z filarów finansowania lokalnych społeczności w zmieniającym się otoczeniu rynkowym.
Często odwołuje się pan do danych dotyczących bankowości w Unii Europejskiej. Jak na tle Europy prezentuje się dziś polska bankowość?
– Polska bankowość na tle Europy wypada dwojako: jest mocna jakościowo, ale zbyt mała ilościowo. Z jednej strony mamy sektor dobrze zarządzany, bezpieczny, efektywny kosztowo i dobrze dokapitalizowany najwyższej jakości kapitałem. Dostępność kredytu dla standardowych projektów również nie wygląda źle: przeciętnie 81% firm ubiegających się o kredyt w Polsce otrzymuje pełną wnioskowaną kwotę, wobec 67% średnio w UE.
Z drugiej strony, polski sektor bankowy jest nadal płytki. Jego aktywa to ok. 94% PKB, podczas gdy średnia unijna wynosi ok. 240-250% PKB. Skala polskiego sektora jest więc wyraźnie mniejsza niż w większości dojrzałych gospodarek UE. Podobnie wygląda kwestia kapitału: relacja kapitałów własnych sektora bankowego do PKB pozostaje w Polsce wyraźnie niższa niż średnia unijna. Innymi słowy, polskie banki są bezpieczne, ale cały system finansowy jest zbyt mały wobec długofalowych potrzeb inwestycyjnych państwa i gospodarki.
Polska znajduje się także w ogonie Europy pod względem relacji kredytów dla sektora niefinansowego do PKB. To istotne wyzwanie, ale jednocześnie potencjał do rozwoju – nie tylko dla sektora bankowego, lecz przede wszystkim dla całej gospodarki.
To chyba niezbyt dobrze rokuje – oczywiście w kontekście europejskim – na sukces w kolejnych latach?
– Mimo wszystko potencjał na kolejne lata oceniam wysoko. Nie sądzę, aby polski sektor bankowy w krótkim czasie osiągnął skalę porównywalną z największymi gospodarkami Zachodu, bo zależy to od całej struktury systemu finansowego, rynku kapitałowego i poziomu oszczędności długoterminowych. Może jednak stać się jednym z najsprawniejszych i najbardziej strategicznie ważnych sektorów bankowych w naszej części Europy.
Po pierwsze, potrzebujemy bardziej racjonalnego otoczenia fiskalno-regulacyjnego, które nie będzie karało kredytu inwestycyjnego bardziej niż lokowania środków w papiery skarbowe. Po drugie, konieczna jest lepsza architektura finansowania dużych projektów – z większą rolą gwarancji, instytucji rozwojowych, project finance i rynku kapitałowego. Po trzecie, banki muszą jeszcze mocniej wejść w obszary cyfrowe, dane, cyberbezpieczeństwo i finansowanie produktywności.
Jestem przekonany, że pozycja Polski w Europie może poprawiać się wraz z awansem całej gospodarki. Polska należała w latach 2015-2025 do najszybciej poprawiających produktywność gospodarek UE, a według prognoz ma nadal zmniejszać dystans wobec średniej unijnej. Jeżeli ten proces zostanie wsparty większą skłonnością do inwestycji, lepszą adaptacją technologii i bardziej komplementarnym systemem finansowania, polska bankowość ma szansę przejść od modelu stabilnego, ale relatywnie małego, do bardziej rozwojowego i wpływowego regionalnie. Nie chodzi o kopiowanie zachodnich modeli bilansów, lecz o zbudowanie sektora, który skuteczniej finansuje transformację polskiej gospodarki i utrzymuje silną pozycję konkurencyjną w Europie Środkowej.
Polska bankowość jest dziś lepsza, niż wynikałoby to z samej skali jej bilansu. Jej przyszła pozycja będzie jednak zależała od tego, czy pozwolimy jej mocniej pracować na rzecz wzrostu gospodarczego. Jeśli utrzymamy stabilność, poprawimy warunki akumulacji kapitału i stworzymy lepszy podział ryzyka dla inwestycji strategicznych, sektor bankowy może stać się jednym z głównych motorów modernizacji gospodarki. Jeśli tego nie zrobimy, pozostanie bezpieczny, ale zbyt mały i zbyt mocno związany z finansowaniem państwa, aby w pełni wykorzystać rozwojową szansę Polski.