Ile wart jest cały świat?
Po amerykańsku biliard to quadrillion, ale to wiedza niemal nikomu nieprzydatna. W zapisie nieco bardziej zrozumiałym biliard to 1015, albo „jedynka” i zaraz po niej zer aż 15, a zatem 1,8 biliarda to 1 800 000 000 000 000, albo 1,8 miliona miliardów dolarów.
Wartości tego, co ludzie uznają za majątek wart zachodu, pochodzą z kuchni McKinsey Global Institute („The global balance sheet 2026: Imbalances and divergence”) i dla szerokiego ogółu mają głównie, acz nie tylko, wartość ciekawostkowo-poglądową.
„Papierowy” wzrost globalnej gospodarki
Najistotniejsze zdanie z analizy McKinsey brzmi, że światowa gospodarka zdrowa nie jest, tak jak nie może być zdrowy bardzo otyły człowiek, dźwigający na brzuchu kilogramy tłuszczu.
„Tłuszcz” z tego porównania to wartości papierowe bez pokrycia w cegłach, maszynerii i dorobku intelektualnym. Papierowy wzrost daje o sobie znać, gdy wyceny aktywów rosną szybciej niż PKB.
Wyceny rosną, ponieważ po świecie krąży za dużo pieniędzy. Ich źródła to wielkie luzowanie ilościowe (QE), czyli zasypywanie gospodarki gotówką prosto spod prasy drukarskiej, prowadzone po kryzysie finansowym z końca pierwszej dekady XXI wieku oraz w trakcie pandemii Covid-19.
Drugim, niezwykle obfitym teraz źródłem jest zadłużenie rządów, przedsiębiorstw, osób, ponieważ każdy nowy dług, to nowe pieniądze. Zadłużaniu się sprzyjał niemal zanik stóp procentowych, przez relatywnie długi czas.
Światowa cenowa wydmuszka
Skutki nie dały na siebie czekać. Gdy do zakupu mieszkania wycenionego na 1 mln zł zabierają się trzy osoby, każda z nich kilkoma milionami od zaraz do wydania, to mieszkanie musi zdrożeć.
I tak się dzieje. Ze 100 bilionów dolarów wzrostu wartości globalnych aktywów rzeczowych, aż 80 proc. trzeba przypisać wzrostowi ich cen. Wartość nowych fabryk, maszyn, mostów, serwisów, za którymi kryją się prawa intelektualne, to zatem tylko 20 bilionów dolarów. Reszta to cenowa wydmuszka.
Nie-finansistów ujęcie bilansowe zapędza w kozi róg, więc krótkie objaśnienie. 1,8 biliarda dolarów dzieli się na trzy wielkie warstwy i trochę reszty.
Pierwsza warstwa to aktywa rzeczowe (real assets) określające wartość netto gospodarki (global net worth). W skład tego konstruktu, wartego wg McKinsey ok. 620 bilionów dolarów, wchodzą nieruchomości, maszyny, tory kolejowe, prawa do modeli sztucznej inteligencji itd. Jest to majątek dla laików namacalny
Druga warstwa to aktywa i pasywa (zobowiązania) finansowe poza sektorem finansowym też o wartości ok. 620 bilionów dolarów. W tej warstwie bilansu zapisane są akcje, obligacje, pożyczki i depozyty, fundusze emerytalne.
Trzecia warstwa to bilans sektora finansowego, w którego skład wchodzą banki, fundusze wszelkiego rodzaju, firmy ubezpieczeniowe. Suma bilansowa tej warstwy ma wynosić ok. 550 bilionów dolarów.
W tym miejscu fundamentalna wskazówka, że w warstwie drugiej i trzeciej aktywa muszą równać się pasywom, a że są po różnych stronach bilansu, to zerują się do nullum.
I tak dochodzimy do majątku w jego pojmowaniu potocznym, chciałoby się napisać „z krwi i kości”.
Cały majątek rzeczowy świata wyceniony jest na ok. 600 bilionów dolarów, z czego majątek gospodarstw domowych stanowi 95 proc., tj. 570 bilionów dolarów.
Na mieszkańca świata przypada w jego osobistym gospodarstwie ponad 70 tysięcy dolarów dobra rzeczowego. Z żoną i mężem uzbiera się prawie 150 tysięcy, a gdy dzieci mają oboje sporo, dojdą nawet do miliona, co argumentem jest statystycznym za wysoką prokreacją.
Czytaj także: Światowa gospodarka między wojną a sztuczną inteligencją
Pomnażanie globalnych aktywów niczym fatamorgana
To śmichy – chichy, ale obecne metody pomnażania majątku są w istocie jak fatamorgana, czyli coś co mamy niby na wyciągnięcie ręki, ale ręka stale jest za krótka.
Krótko po niedawnym debiucie firma SpaceX osiągnęła niebotyczną kapitalizację na poziomie ok. 2,8 bilionów (2 800 mld) dolarów. Nie minęło dni wiele, a ta sama wartość rynkowa wszystkich akcji SpaceX spadła aż o bilion. Rakieta poszła, ale już nie wspina się ponad nieboskłon.
Do tej pory rosnąca wartość aktywów globalnych wielkich szkód nie poczyniła. Są one tylko (?) duże.
W scenariuszu optymalnym problem pozbycia się kapryśnej nadwyżki „papierowego” majątku mógłby być rozwiązany w efekcie bardzo dużego wzrostu wydajności (produktywności), głównie dzięki szerokiemu stosowaniu sztucznej inteligencji (AI), ale także lepszemu zarządzaniu itp.
Coś takiego wydarzyło się w ostatniej dekadzie XX wieku, kiedy wskaźniki wydajności „dogoniły” wyceny akcji, obligacji i innych form majątku.
Możliwa jest jednak powtórka z lat 2021-2022, kiedy nadwyżki wycen były „pożerane” przez wysoką inflację.
W najgorszym scenariuszu świat wpadnie w wielką recesję, która będzie jak walec wyrównujący nierówności.
Ale jest także czwarty wariant, że długo będzie jak jest, czyli działać będziemy tak jak działa się podczas stagnacji – coś się dzieje, ale nie jest to nic szczególnego.
Polski wkład w „papierową gospodarkę”
Polska jest dobrym przykładem narastania papierowego bogactwa. Wartość naszego majątku rosła szybciej niż PKB. Wzrost cen nieruchomości był u nas najwyższy w OECD. W latach 2000-2021 nieruchomości podrożały u nas w granicach 250-300 procent.
I jeszcze jedna kropla płynu trzeźwiącego. Od dawna mówi się o wielkim sukcesie gospodarczym Polski w ostatnich 30 latach. Jest faktem, ale przykra prawda brzmi, że mógłby być o wiele większy.
Tymczasem w kontekście różnych ujęć PKB mówi się, że za chwilę przegonimy Hiszpanię, a niezadługo potem – Japonię.
Guzik prawda. PKB to wielkości bieżące, a bogactwo to efekt kumulacji wartości bieżących. Nasz majątek o wartości 2 – 2,2 bilionów (2 000 – 2 200 mld) dolarów jest ponad dwa razy mniejszy od hiszpańskiego i około trzynaście razy mniejszy od japońskiego…
Trzeba nam zatem wstrzemięźliwości w samochwalstwie i dużo wytrwałości w codziennej orce…

Jan Cipiur, dziennikarz i redaktor z ponad 40-letnim stażem. Zaczynał w PAP, gdzie po 1989 r. stworzył pierwszą redakcję ekonomiczną. Twórca serwisów dla biznesu w agencji BOSS. Obecnie publikuje m.in. w Obserwatorze Finansowym.
Jest członkiem Towarzystwa Ekonomistów Polskich (TEP).