W śnieżnej depresji
Im bardziej pada śnieg,
Bim – bom
Im bardziej prószy śnieg,
Bim – bom
Tym bardziej sypie śnieg
Bim – bom
Jak biały puch z poduszki.
Im bardziej pada śnieg,
Bim – bom
Im bardziej prószy śnieg,
Bim – bom
Tym bardziej sypie śnieg
Bim – bom
Jak biały puch z poduszki.
Jedna z recenzji z najnowszej książki Krzysztofa Bochusa, rozpoczyna się w sposób następujący „Trójmiasto roku 1933”. Nie tylko sama nazwa, ale i cała idea Trójmiasta, połączonego – w pewnym sensie – w jeden organizm miejski i gospodarczy linią elektrycznej kolejki i politycznym nadzorem wojewódzkiego komitetu partii to zdecydowanie pomysł powojenny.
Uzdrowiska (nie tylko polskie) to nie tylko sanatoria i bazy zabiegowe. To – oprócz tzw. leczniczych kopalin, przede wszystkim tzw. obiekty uzdrowiskowe (np. tężnie) i hektary parków zdrojowych, zadbanych i co roku starannie pielęgnowanych.
W ostatnim szybkim monitoringu sytuacji przedsiębiorstw przygotowanym przez NBP czytamy: „Blisko połowa przedsiębiorstw deklaruje, że moce produkcyjne są w pełni wykorzystane lub zbliżają się do pełnego wykorzystania”.
„Tlen” od czasu swojego powstania (rok 2003) przewędrował już przez wiele polskich teatrów (również gdański Teatr Wybrzeże), był też wielokrotnie wystawiany na europejskich scenach, a w roku 2009 powstała autorska filmowa wersja tej sztuki z Karoliną Gruszką (ze świetnymi recenzjami).
Dla wielu osób mojego pokolenia Marek Hłasko był nie tylko pisarzem „wyklętym” (jakby to dziś nie brzmiało), ale i postacią wręcz kultową. Jego kolejne książki, zwłaszcza te przez dłuższy czas dostępne jedynie w publikacjach np. paryskiej „Kultury”, czy krajowych wydawnictw drugiego obiegu (od końca lat 70.) obrastały legendami i wędrowały najczęściej w różnych kręgach z rąk do rąk.
Nie ma nic złego w tym, że samorządowy włodarz celebruje otwarcie kolejnego nowego obiektu w swojej miejscowości, przecina wstęgi, przemawia i uświetnia swoją obecnością wmurowanie kamienia węgielnego, uroczystość zawieszenia wiechy czy np. oddania kolejnej ścieżki rowerowej.
Starzeją się nam centra handlowe. A starość tę może przyspieszyć ustawa o wolnych (dla kogo?) niedzielach. Bo, jak wiadomo, organ nieużywany zanika. Pytanie, czy w niedzielę będzie można remont zrobić? Przecież remont to nie handel.
Może trudno w to uwierzyć, ale zdarzyło mi się pójść do sklepu w USA po piwo i przynieść do domu inne butelki niż te, po które się wybrałem. Wtedy przekonałem się, czym jest dla Ameryki Super Bowl. Dzień przed cały kraj – zależnie od stanu – szykował się do wielkiego grillowania (południe) i „domówek” (północ).
Prezentowane na ubiegłorocznym Forum Liderów Banków Spółdzielczych raporty „O sytuacji w sektorze, funkcjonowaniu systemu IPS i postępie w tym zakresie” dowiodły, że spółdzielnie systemu ochrony w obu zrzeszeniach efektywnie spełniają statutowe zadania i potwierdzają słuszność obranej drogi, a raczej dróg, jako że każdy z podmiotów inaczej dochodził do finalnych lub tylko może etapowych rozwiązań.
Dane dotyczące rosnącego eksportu Polski są pokazywane jako wielki sukces gospodarczy i trudno temu zaprzeczyć. Czy jednak mamy dostęp do głębszych analiz i prognoz?
Dla wielu osób mojego pokolenia Marek Hłasko był nie tylko pisarzem „wyklętym” (jakby to dziś nie brzmiało), ale i postacią wręcz kultową. Jego kolejne książki, zwłaszcza te przez dłuższy czas dostępne jedynie w publikacjach np. paryskiej „Kultury”, czy krajowych wydawnictw drugiego obiegu (od końca lat 70.) obrastały legendami i wędrowały najczęściej w różnych kręgach z rąk do rąk.
W 2018 r. wyzwaniem dla sektora bankowego będą duże zmiany w przepisach i konieczność wyjaśnienia ich klientom. W ciągu najbliższych miesięcy wejdzie w życie kilka nowych dyrektyw unijnych, które spowodują prawdziwą rewolucję w funkcjonowaniu polskiej bankowości.
Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy znów pobiła rekord: Ma już prawie 81,5 mln zł – a to przecież nie koniec. Rekordy oglądalności biły tez transmisje telewizyjne: przez cały dzień kanały Grupy TVN przyciągnęły przed ekrany telewizorów niemal 13 milionów widzów. Na nic pojękiwania wszelkiej maści nienawistników, którzy pewnie nikomu w życiu nie pomogli, ale zawsze są chętni do niszczenia tego, co dobre.
Wygląd i funkcjonalność centralnego, reprezentacyjnego dla sopockiego kurortu – Placu Przyjaciół Sopotu, sąsiadującego bezpośrednio z Domem Zdrojowym i nowoczesną zabudową tego miejsca, od samego początku funkcjonowania w dotychczasowej formule spotykały się z krytyką jego użytkowników – mieszkańców i turystów. „Betonowa pustynia”, „lotnisko”, „Plac nieprzyjaciół Sopotu” – to tylko kilka określeń, z którymi trzeba się było zmierzyć. A jest to przecież dla „letniej stolicy Polski” miejsce newralgiczne, mające bezpośredni wpływ na jego wizerunek.
Marka „Pewex” (której nazwa pochodzi od skrótu Przedsiębiorstwo Eksportu Wewnętrznego) była w czasach PRL synonimem towarów luksusowych. Co ciekawe, sieć pewexowskich sklepów i kiosków, w których można było dokonać zakupów za tzw. bony dolarowe i waluty wymienialne, choć nierozerwalnie kojarzy się z okresem „słusznie minionym”, została w Polsce utworzona dopiero w roku 1972, w gierkowskiej dekadzie „propagandy i sukcesu”.
Niedziela. 26 finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Jedni głośno promują i dają, inni nic nie mówią i dają, inni wreszcie głośno krzyczą, że nie dają – i krytykują, psioczą i plują. To chyba jakieś typowe dla Polaków psioogrodnicze zachowanie: nie dość, że nie wesprę, to jeszcze spróbuję obrzydzić innym.
5 stycznia 2018 roku zmarł w Warszawie po długiej walce ze śmiertelną chorobą krytyk, poeta i dziennikarz, długoletni kierownik literacki Teatru Polskiego Radia (1994-2005), autor licznych audycji radiowych, poświęconych głownie poezji oraz adaptacji radiowych prozy, poezji i dramatów, Wacław Tkaczuk. Na antenie Programu II Polskiego Radia przez lata prowadził autorski program „Wiersze z gazet i czasopism”, w których – jak wspomina pisarz Marian Pilot – „przeprowadzał analizy wierszy z niesłychaną precyzją”. Związany z redakcją sopockiego „Toposem” (gdzie Tkaczuk również publikował), pisarz i poeta Tadeusz Dąbrowski, powiedział: „odszedł ostatni człowiek, który w sposób rzetelny, sensowny i nieinteresowny zajmował się poważnie poezją w mediach publicznych”.
Styczeń. Za oknem 7 stopni. Na plusie. Komarzyce zacierają nóżki: dzieci im nie wymarzną. W telewizji „Korona królów” z dialogami na poziomie „Na dobre i na złe” albo innej Wspólnej, kostiumami, których powstydziłby się szkolny teatrzyk, podobnie jak dekoracjami. A na forach internetowych – efekty sylwestrowo-noworocznej strzelaniny. Zaginione psy i koty, uciekające przed hukiem petard i raz, nadużywanych przez pijanych najczęściej bałwanów.
Wojciech Waglewski jest na naszej scenie muzycznej postacią wyjątkową, nie tylko z powodów artystycznych. Rzadko udziela wywiadów, jest – jak to ktoś celnie określił – „antycelebrytą”, która unika „ścianek”, telewizji śniadaniowych, rozmów o niczym, czy pozowanych zdjęć. Jest artystą „sobiewłasnym”, spełniającym się na koncertach, w kontakcie z żywą publicznością, ale także w kolejnych muzycznych przedsięwzięciach. „Każdy muzyk to wojownik” – deklaruje, nie godząc się na przypisanie go do jakiegoś określonego nurtu, mody czy pokoleniowej wspólnoty. I zachowując ironiczny dystans do samego siebie oraz świata rodzimego – jak go nazwał kiedyś Czesław Niemen – „paszoł binzesu”.