Lekcja z manifestu Palantira
Czy Dolina Krzemowa całkowicie porzuciła fasadę neutralności?
Założona w 2003 r. przez Petera Thiela i Alexa Karpa amerykańska firma Palantir Technologies od lat znajduje się na styku sztucznej inteligencji, analizy danych i bezpieczeństwa narodowego. Jej oprogramowanie wykorzystywane jest przez wojsko, agencje wywiadowcze, administrację publiczną, a kapitalizacja spółki przekracza obecnie bilion złotych. Założyciele Palantira od lat przekonują, że Dolina Krzemowa powinna aktywnie wspierać państwo i budować technologie wzmacniające zachodnią przewagę geopolityczną. Kiedy jednak w kwietniu 2026 r. firma opublikowała 22-punktowy manifest na platformie X, szybko wywołał on lawinę krytyki, będąc przez wielu komentatorów brutalnie określonym jako przejaw technofaszyzmu.
Amerykański politolog Henry Farrell z George Washington University sprowadził przesłanie do prostego hasła: Ameryka jest dobra, wrogowie Ameryki są źli. Twarda siła – dobra; miękka siła – zła. Dolina Krzemowa i miliarderzy z branży technologicznej – dobrzy; pociąganie elit do odpowiedzialności – złe. […] Palantir chce po prostu być najlepszym producentem broni następnego stulecia. Belgijski filozof technologii Mark Coeckelbergh ironicznie zauważył, że dla każdego zwolennika demokracji lektura manifestu przypomina otwarcie produktu spożywczego, co do którego podejrzewało się, że się zepsuł, ale nie przypuszczało się, że aż tak bardzo.
Niezależnie od moralnej oceny manifest w ciągu kilku dni zgromadził na platformie X ponad 32 mln wyświetleń. Istotniejszy jest jednak fakt, iż publikacja otworzyła debatę wykraczającą daleko poza sam Palantir. Stawiane pytania, gdzie powinny przebiegać granice wpływu gigantów technologicznych na państwo oraz kto w erze sztucznej inteligencji powinien definiować zasady, wartości i moralne granice rozwoju technologii, pozostają bez jednoznacznej odpowiedzi.
Ucieczka od neutralności
Przez lata bigtechy chowały się za narracją jesteśmy tylko narzędziami, jednak coraz bardziej wyraziste wypowiedzi twórców modeli AI pokazują nam, że ambicje i intencje są znacznie dalej posunięte. Zdaniem dr Konrada Maja, kierownika Centrum HumanTech z Uniwersytetu SWPS, coraz częstsza komunikacja ideologiczna to efekt trzech nakładających się na siebie procesów. – Po pierwsze: AI stało się technologią infrastrukturalną, a nie konsumenckim ga dżetem. Kiedy technologia zaczyna wpływać na różne procesy społeczne m.in. bezpieczeństwo, edukację, rynek pracy i informację, firmy przestają mówić językiem produktu, a zaczynają mówić językiem porządku społecznego. Po drugie: skoro modele AI są uznawane za potężne narzędzia, tak samo również widziani są ich twórcy – to buduje symboliczną władzę. Po trzecie: ideologia pełni funkcję legitymizacji ekonomicznej. Jeśli przedstawiasz AI jako narzędzie „ocalenia demokracji”, „obrony Zachodu” albo „przyszłości ludzkości”, łatwiej jest ci uzasadniać ogromną koncentrację kapitału, danych i wpływu. Kiedy władza w czyichś rękach rośnie, rośnie też potrzeba moralnego uzasadnienia tej władzy – przekonuje dr Maj.
Z drugiej strony warto zastanowić się, w jakim zakresie jest to dla bigtechów takich jak Palantir wyłącznie wyrachowana kalkulacja biznesowa. – Palantir, jako narzędzie militarne, rośnie wtedy, gdy istnieje realne zagrożenie konfliktem. W czasach pokoju ich technologia postrzegana jest po prostu jako przesadna inwigilacja obywateli – zauważa Kuba Klawiter, dziennikarz technologiczny i twórca internetowy od ponad 20 lat obserwujący rozwój nowych technologii. – Celem bigtechów jest wciąż zdominowanie rynku i sprawienie, żeby był on dla nich jak najbardziej przyjazny i jak najmniej uregulowany. Ich wsparcie dla obecnej administracji USA i równoczesna niechęć do UE wynika z tego, że ta pierwsza wspiera ich ekspansję, a ta druga blokuje – przekonuje.
Jak dodaje, równie ważna jest intensywność emocji, jakie budzi dzisiejsza komunikacja bigtechów. – Kiedyś na wzbudzaniu emocji, głównie tych negatywnych, opierały swoją strategię media tradycyjne, dziś każdy z nas jest medium i zauważyliśmy, że kontrowersyjne i wzbudzające emocje treści sprawiają, że inni zwracają na nas uwagę. Emocje napędzają też giełdę, a tam wyceny spółek technologicznych są już dawno oparte wyłącznie na obietnicach – podkreśla.
Militaryzacja innowacji
Problem w tym, że firmy takie jak Palantir, OpenAI czy Anthropic coraz mocniej zaczynają wpływać na światowe bezpieczeństwo oraz normy społeczne, a skoro w ich interesie nie zawsze leży stabilność, rodzi się pytanie: czyją agendę chcą realizować? Filozof Mark Coeckelbergh i autor książki Why AI Undermines Democracy and What to Do about it wskazuje, iż gloryfikacja siły, wojny i narodu, podporządkowanie obywateli państwu oraz połączenie władzy prywatnej i państwowej budzi zdecydowane skojarzenia z ideologią faszystowską. Dolina Krzemowa już od jakiegoś czasu zmierza w tym kierunku. I dodaje, że połączenie szeroko zakrojonego nadzoru, analityki predykcyjnej i władzy państwowej od dawna jest uzasadniane w imię efektywności, stabilności lub bezpieczeństwa narodowego. – Te uzasadnienia maskują głębokie odejście od demokratycznej odpowiedzialności i duży krok w kierunku autorytarnym – zauważa Coeckelbergh.
Dr Konrad Maj zwraca uwagę, iż symptomatyczne jest również przesunięcie od narracji w zakresie innowacyjnego narzędzia do narracji obrony cywilizacyjnej. – Palantir nie mówi: „mamy dobre narzędzie”, mówi: „mamy moralny obowiązek budować technologię do obrony Zachodu”. To ogromna zmiana pokazująca, że bigtechy przestają być tylko sektorem gospodarczym, a stają się politycznymi i kulturowymi aktorami – zaznacza. Jak zauważa, jeszcze dekadę temu współpraca bigtechów z wojskiem budziła silny opór, czego przykładem może być protest pracowników Google przy projekcie Maven, flagowym programie Pentagonu dotyczącym sztucznej inteligencji. – Dziś opór ten słabnie, a firmy takie jak Palantir budują wręcz swoją tożsamość wokół bezpieczeństwa narodowego. […] Dodatkowo mamy do czynienia z militaryzacją innowacji, gdzie rozwój technologii coraz silniej powiązany jest z logiką określonego konfliktu – dodaje dr Konrad Maj.
Czy może istnieć neutralne AI?
Kwestia podstawowych wartości sztucznej inteligencji oraz jej celów może być sprowadzona do pytania, czy da się w ogóle budować modele AI, które nie odzwierciedlają światopoglądu swoich twórców lub organizacji, które je finansują? Zdaniem dr. Konrada Maja każdy model AI jest jakimś systemem normatywnym, udającym jedynie neutralność. – To, co model uznaje za „właściwe”, „bezpieczne” czy „prawdziwe”, jest wynikiem pewnego procesu projektowego – wartości zapisanych w architekturze, danych treningowych czy mechanizmach moderacji – podkreśla.
Kuba Klawiter wskazuje z kolei, że nawet jeżeli stworzenie neutralnego AI byłoby wykonalne, to mało kto byłby w tej chwili tym zainteresowany. – Jeżeli człowiek powie lub napisze coś, co jest karalne, mamy narzędzia, żeby z tym walczyć. Kiedy robi to algorytm, nie do końca wiadomo, co z tym zrobić. Sprawa komplikuje się, tym bardziej że wiele obecnych modeli językowych budowanych jest na treściach z internetu, gdzie liczba botów jest tak duża, iż coraz trudniej traktować znajdowane w nim treści jako reprezentację poglądów społeczności czy całych społeczeństw – zaznacza.
Jeśli coraz większa część treści, na których uczą się kolejne modele, będzie tworzona przez nie same, pytanie o neutralność przestaje dotyczyć wyłącznie wartości wyznawanych przez jej twórców. Ten sam problem podniósł Yuval Noah Harari, izraelski historyk i autor głośnych bestsellerów, podczas styczniowej konferencji w Davos. Według Harariego to język staje się dziś kluczowym polem rywalizacji człowieka z AI. – Dotychczas wszystkie słowa, wszystkie nasze myśli wyrażone słowami, pochodziły z ludzkiego umysłu. Jeśli chodzi o układanie słów w odpowiedniej kolejności, sztuczna inteligencja już teraz radzi sobie lepiej niż wielu z nas. […] Wkrótce większość słów w naszych umysłach będzie pochodzić od maszyny – podkreśla. W efekcie tego sprzężenia system może stopniowo oddalać się od rzeczywistego obrazu świata. Zdaniem Harariego to właśnie ten proces będzie źródłem napięcia między ludźmi, a sztuczną inteligencją – nowymi panami słów.
Rosnący technologiczny sceptycyzm
Pojęcie technologia przez dekady utożsamiane było z pozytywnymi zjawiskami – postępem, rozwojem czy poprawą jakości życia. Dynamiczne zmiany ostatnich lat i coraz szersze wykorzystanie AI sprawiają, że perspektywa ta nie jest już tak oczywista. Rośnie strach przed utratą pracy, jakość otaczających nas treści spada, a młode pokolenie staje się coraz bardziej sceptyczne.
– Niestety przez ostatnie lata technologia zachowała się jak nowotwór złośliwy, dając przerzuty na prawie wszystkie aspekty naszego życia – podkreśla Kuba Klawiter. – Do pewnego momentu konsumenci byli zadowoleni z tego stanu rzeczy, bo usuwała ona tarcie z naszego życia. Jednakże problem, który zauważamy dopiero od niedawna, jest taki, że to tarcie ma również inne zadania – sprawia np. że czujemy zadowolenie z wykonanej pracy. Dzięki tarciu nie otrzymujemy nagrody bez wysiłku, a przecież social media wciąż nam dają takie nagrody. Automatyzacja każdego aspektu życia sprawia, że zaczynamy po prostu czuć się niepotrzebni – przekonuje.
Dodatkowo na przestrzeni ostatnich lat bigtechy robią coraz więcej, by zrazić do siebie opinię publiczną, ograniczając prywatność i ingerując w niemalże każdy aspekt naszego życia. – Problem polega na tym, że firmy technologiczne, chcąc współdecydować, jak interpretujemy świat, przechodzą od roli narzędzi do roli instytucji epistemicznych – autorytetów, mędrców i ekspertów – wskazuje dr Konrad Maj. To m.in. dlatego korzystanie z technologii daje nam dziś coraz mniejszą satysfakcję. – Mam wrażenie, że technologia z ekscytującej nowości konsumenckiej zmienia się w irytujący element infrastruktury. Mimo że jest w stanie nam pomóc w bardzo wielu aspektach, to zmiana obecnego negatywnego wizerunku nie wydarzy się zbyt szybko – podsumowuje Kuba Klawiter.
Konieczność zadania właściwych pytań
Kończy się pierwsza fala fascynacji sztuczną inteligencją. Naszą obawę coraz rzadziej budzi samo AI i wizje rodem z science fiction przejęcia kontroli nad światem. Coraz częściej boimy się ludzi i firm stojących za tworzeniem tych technologii. – To rodzaj powolnej, strukturalnej przemiany postrzegania tego, co wydaje się normalne i konieczne, poprzez splatanie się technologii z władzą. Im bardziej systemy te są zakorzenione i powszechnie stosowane, tym bardziej leżące u ich podstaw założenia – dotyczące kontroli, widoczności i władzy – schodzą na dalszy plan. Gdy przemoc i technokracja ulegną normalizacji, trudno będzie znaleźć drogę powrotną do demokracji – ostrzega Mark Coeckelbergh.
– Stale zadajemy sobie pytanie, poszukując na nie odpowiedzi, jaki jeszcze potencjał ma sztuczna inteligencja? Nie stawiamy jednak innego kluczowego pytania: kto definiuje cele, którym AI ma służyć? – wskazuje dr Konrad Maj. Być może największym zagrożeniem nie jest dziś to, że sztuczna inteligencja stanie się zbyt potężna. Manifest Palantir pokazuje, iż znacznie większym problemem może okazać się to, że zbyt rzadko pytamy, czyją wizję świata realizować.
Manifest Palantir (wybrane punkty)
- Dolina Krzemowa ma moralny dług wobec kraju, który umożliwił jej rozwój, dlatego elita inżynierów ma obowiązek uczestniczyć w obronie ojczyzny.
- Ograniczenia miękkiej siły i elokwentnej retoryki zostały obnażone. Aby liberalne demokracje mogły zwyciężyć, potrzebujemy […] twardej siły, a twarda siła tego stulecia będzie opierać się na oprogramowaniu.
- Nie chodzi już o to, czy broń oparta na sztucznej inteligencji zostanie stworzona. Pytanie brzmi: kto ją stworzy i w jakim celu.
- Służba narodowa powinna być powszechnym obowiązkiem – czas odejść od armii ochotniczej, by koszty wojny ponosili wszyscy obywatele.
- Epoka atomowa się kończy – nadchodzi nowa era odstraszania oparta na sztucznej inteligencji.
- Należy zniwelować skutki osłabienia powojennych Niemiec i Japonii. Rozbrojenie Niemiec było nadmierną korektą, za którą Europa obecnie płaci wysoką cenę. Pacyfizm Japonii, jeśli nie ulegnie zmianie, będzie stanowił zagrożenie dla równowagi sił w Azji.
- Niektóre kultury osiągnęły ogromne postępy, a inne pozostają zacofane i dysfunkcyjne – dogmat, zgodnie z którym wszystkie kultury są równe, przesłania prawdę, że niektóre kultury są szkodliwe.
- Trzeba odrzucić pokusę pustego, płytkiego pluralizmu. Przez ostatnie półwiecze społeczeństwa zachodnie, w imię inkluzywności, odmawiały zdefiniowania swojej kultury narodowej. Musimy jednak zadać sobie pytanie: inkluzywność do czego?