Polska marka konia arabskiego z Janowa Podlaskiego
Dwieście lat pod wiatr historii
U zarania tej historii stoi wielki książę litewski Witold, który nadał wieś Porchów biskupstwu łuckiemu. Z czasem, od imienia biskupa Jana Łosowicza, przyjęła ona nazwę Janów. Miasteczko było rezydencją biskupów łuckich, niszczoną wielokrotnie przez najazdy szwedzkie i wojska rosyjskie, a po III rozbiorze Polski, od 1795 roku, na 14 lat trafiło do zaboru austriackiego.
Dobra biskupie, po śmierci biskupa Adama Naruszewicza, zostały sekularyzowane, a na pobliskim folwarku o nazwie Wygoda powstały, w oparciu o austriackie standardy, pierwsze zabudowania gospodarcze pod stadninę koni.
Ziemie te przechodziły potem z rąk do rąk równie szybko, jak zmieniała się mapa Europy: po zwycięstwie wojsk księcia Józefa Poniatowskiego w 1809 roku nad wojskami austriackimi włączono je do Księstwa Warszawskiego, które po klęsce Napoleona przestało istnieć już w 1813 roku.
Kongres wiedeński w 1815 roku ustanowił w jego miejsce Królestwo Polskie, związane z Rosją osobą monarchy. To właśnie władze Królestwa, dekretem cara Aleksandra I z 6 października 1816 roku, powołały do życia „stadninę rządową” – państwowy, polski ośrodek hodowli służący interesom kraju, przede wszystkim wojsku i gospodarce, mający odbudować pogłowie koni zniszczone przez wojny napoleońskie.
17 maja 1817 roku zapadła decyzja o ulokowaniu stada właśnie w janowskim folwarku Wygoda, miejscu, które dysponowało, jak już wspomniano, poaustriacką infrastrukturą stajenną i rozległymi pastwiskami nad Bugiem. Pierwszym dyrektorem stadniny został Aleksander hr. Potocki, Wielki Koniuszy Koronny.
Jak to jednak bywa w rodach arystokracji, pierwszego transportu koni do Janowa nie przyprowadził sam Potocki, lecz Jan Ritz, lekarz weterynarii i koniuszy w służbie rodziny Rzewuskich, a więc tej samej rodziny, z której wywodził się słynny Wacław Rzewuski, bohater „Farysa” Adama Mickiewicza.
Po półrocznym marszu pieszym przez Petersburg i Kaługę, 18 grudnia 1817 roku dotarło do Janowa pierwszych 187 koni – w większości ras duńskich, meklemburskich, tureckich i kaukaskich. Prawdziwie czystej krwi arabskiej stado janowskie tworzone było stopniowo, dopiero od pierwszych ogierów sprowadzonych w 1819 roku.
Ten moment warto zapamiętać, bo to właśnie wraz z nazwiskiem rodziny Rzewuskich pojawia się w Janowie prawdziwa fascynacja koniem orientalnym. Nie wzięła się ona znikąd – była częścią szerszej, sięgającej przełomu XVIII i XIX wieku mody wśród polskich arystokratów-podróżników na sprowadzanie koni wprost z Bliskiego Wschodu. W dawnej tradycji jeździeckiej polskiej szlachty, od wieków czerpiącej z wzorców wschodnich, koń orientalny zawsze uchodził za zwierzę najszlachetniejsze.
Od 1819 roku zaczyna się zatem konsekwentna, choć wielokrotnie przerywana przez wojny, rozbiory i kradzieże oraz zawirowania polityczne, historia budowania marki dziś rozpoznawalnej na całym świecie: ponad dwustuletnia tradycja, mocna pozycja wśród najważniejszych stadnin globu i renoma, na którą pracowały pokolenia hodowców, lekarzy weterynarii, trenerów i prezenterów.
Festiwal „Dni Konia Arabskiego”, w którego ramach odbywa się Narodowy Pokaz najpiękniejszych koni świata, ma dziś swoją kulminację i najważniejszą markę handlową – Pride of Poland. Honorowy patronat nad tegorocznym festiwalem objęła między innymi marszałek Senatu RP Małgorzata Kidawa-Błońska oraz inni prominentni politycy, a skala politycznego zainteresowania wydarzeniem, trzeba przyznać, znów zaczęła mu sprzyjać.
Żeby jednak nie zapeszyć, nie będziemy poświęcać temu wątkowi więcej miejsca, ufni, że zadbają o niego inne media.
Janów Podlaski, Narodowy Pokaz, edycja 48.
Tegoroczna edycja Narodowego Pokazu miała wymiar rekordowy. Do udziału zgłoszono około 120 koni, więcej niż w jakimkolwiek innym europejskim czempionacie tej rangi, rozgrywanym w ostatnich pięciu latach, łącznie z Czempionatem Europy czy Pucharem Narodów.
Międzynarodowe jury oceniało konie w piętnastu klasach wiekowych, biorąc pod uwagę typ, budowę głowy i szyi, tułów, nogi oraz ruch.
Tytuł najlepszego konia pokazu (Best in Show) zdobyła dwuletnia siwa klacz Epiforana ze stadniny w Michałowie, wygrywając jednocześnie Czempionat Polski klaczy młodszych.
Pride of Poland: milion euro, chociaż mniej niż rok temu
To właśnie aukcje, a nie sam pokaz, są miejscem, w którym prestiż i estetyka przekładają się na twarde liczby i to one dają temu tekstowi ekonomiczny kręgosłup.
W niedzielę, 9 sierpnia ‘26, podczas 57. Aukcji Pride of Poland sprzedano wszystkie szesnaście wystawionych koni (piętnaście klaczy i jednego ogiera z Janowa Podlaskiego, Michałowa i Białki) za łączną kwotę 1 miliona euro.
Najwyższą cenę, 160 tys. euro osiągnęła dziewięcioletnia klacz Pila z janowskiej stadniny, wylicytowana przez kupca z Belgii. Kolejne miejsca zajęły Poganinka ze stadniny w Michałowie (140 tys. euro, nabywca z Iraku) oraz trzyletnia Perlita, również z Michałowa (121 tys. euro, kupiec z Kataru).
Nabywcy przyjechali z dziesięciu krajów: Belgii, Iraku, Czech, Kataru, Arabii Saudyjskiej, Francji, Łotwy, Szwecji i Polski. Uwagę komentatorów na krótko przykuł fakt, że nie znalazł nabywcy nietypowy, oferowany po raz pierwszy zarodek od ogiera Fajer i klaczy Protekcja, sprzedawany razem z klaczą-surogatką.
Wynik miliona euro jest zauważalnie niższy niż przed rokiem, gdy sprzedano 13 koni za 1,331 mln euro, a rekordowe ceny za klacze Adelita i El Medida sięgnęły odpowiednio 430 tys. i 350 tys. euro.
Sami organizatorzy nie widzą w tym powodu do niepokoju, podkreślając, że tegoroczna oferta to solidne klacze „środka”, bez wyraźnej gwiazdy zdolnej przyciągnąć kupców gotowych zapłacić rekordowe kwoty, a coroczne bicie rekordów cenowych nie powinno być celem samym w sobie.
Dyrektor generalny KOWR Henryk Smolarz dodawał, że najcenniejsze genetycznie konie celowo pozostają w stadninach jako podstawa przyszłej hodowli, a na sprzedaż trafiają zwierzęta, których zbycie nie zaszkodzi jej kontynuacji.
Komentatorzy branżowi wskazują na mechanizm, który dla laika bywa nieoczywisty: wynik takiej aukcji w praktyce zależy od jednej lub dwóch „gwiazd” w ofercie, a ich brak, nie ogólna jakość stawki, przekłada się bezpośrednio na sumę końcową. To ważna konkluzja, bo łatwo pomylić urodę z wartością rynkową.
Najdroższa w tym roku Pila jest niewątpliwie piękną klaczą, ale nie stała się „mniej pożądana” niż zeszłoroczna Adelita w sensie estetycznym, po prostu Adelita była córką jednej z najbardziej poszukiwanych linii żeńskich, miała na koncie międzynarodowe sukcesy pokazowe i była koniem, którego posiadanie w stadzie samo w sobie buduje prestiż nabywcy.
Cena w tym segmencie rynku jest więc pochodną rodowodu, wyników pokazowych, renomy hodowcy i chwilowego popytu na konkretną linię, a nie samej urody zwierzęcia.
Do tego dochodzą czynniki bardziej ogólne, o których mówią hodowcy i kupcy z Belgii, Niemiec czy Kataru: rynek koni arabskich wyraźnie ostrożnieje po latach bardzo wysokich cen. Kupcy z Bliskiego Wschodu kupują z mniejszą dynamiką, a Europejczycy są bardziej selektywni. W tle pozostają oczywiście wojna na Ukrainie, napięcia na Bliskim Wschodzie i ogólna niepewność gospodarcza w Europie.
Obserwatorzy rynku twierdzą, że czynniki te nie blokują zakupów, ale obniżają skłonność kupców do ryzyka, a to właśnie rywalizacja dwóch zdeterminowanych licytujących generuje rekordy cenowe.
W tym świetle stuprocentowa sprzedaż całej tegorocznej oferty jest przez samą branżę oceniana jako sygnał ważniejszy niż suma i świadczy o dobrze dobranej, realistycznie wycenionej ofercie oraz realnym popycie, bez „pustych” licytacji.
Summer Sale: drugi, młodszy głos rynku
Dzień po Pride of Poland, w poniedziałek 10 sierpnia ‘26, odbyła się druga, młodsza aukcja – Summer Sale, a po południu, o 15:00, pokaz hodowlany Stadniny Koni Janów Podlaski na placu za stajnią woroncowską.
Summer Sale wypadła wyraźnie lepiej niż rok wcześniej. Z 25 zgłoszonych koni – 22 klaczy i 3 ogierów sprzedano 19 za łączną kwotę 358 tys. euro. Dla porównania, w 2025 roku sprzedano 9 koni za około 215 tys. euro.
Nabywcy przyjechali między innymi z Polski, Arabii Saudyjskiej, USA, Kataru, Iraku, Łotwy, Słowenii, Izraela i Wielkiej Brytanii. Najwyższe ceny osiągnęły konie z Michałowa: dziesięcioletnia siwa klacz Emrossa poszła za 43 tys. euro do nabywcy z Arabii Saudyjskiej, Wenona za 42 tys. euro (również do Arabii Saudyjskiej), Fokaja za 42 tys. euro na Łotwę, a Espinella za 41 tys. euro także do łotewskiego nabywcy.
Najlepszy wynik konia z samego Janowa Podlaskiego uzyskała siedmioletnia gniada klacz Alhasena – 27 tys. euro, kupiona przez nabywcę z Polski. Sześć wystawionych koni nie znalazło kupca lub nie osiągnęło ceny minimalnej.
Popołudniowy pokaz hodowlany w Janowie nie był już konkursem ani aukcją, ale paradą prezentującą dorobek hodowlany stadniny, okazją, by publiczność zobaczyła wybrane konie i rodziny hodowlane w ich macierzystej stadninie.
We wtorek zaś, 11 sierpnia ‘26, odbyły się dwa finałowe pokazy podobnego typu: o 11:00 w Stadninie Koni Białka, a po południu w Michałowie, gdzie konie zaprezentowano na krytej ujeżdżalni.
Organizatorzy traktowali te parady jako symboliczne zamknięcie całych Dni Konia Arabskiego: Janów był sceną międzynarodową, otwartą na konkursy, wielkie nazwiska, aukcję i pieniądze, a Białka i Michałów na koniec pokazały hodowlane zaplecze tego sukcesu – całe rodziny żeńskie i kolejne roczniki, owoc wieloletniego programu hodowlanego, a dla wielbicieli piękna koni prawdziwą estetyczną ucztę.
Głosy branży: nie rekord, ale „najlepsza aukcja od dekady”
Ogólny ton medialny tegorocznych Dni jest zdecydowanie pozytywny, choć bardziej wyważony, niż mogłaby sugerować sama kwota miliona euro. TVP Lublin przytoczyła ocenę organizatorów, że była to „najlepsza aukcja od dekady” – nie dlatego, że padł rekord łącznej wartości (bo rok wcześniej uzyskano więcej), lecz ze względu na komplet sprzedaży i bardzo solidną średnią cenę.
Ciekawą, bardzo wyważoną ocenę branżową sformułował Marek Trela, wieloletni dyrektor stadniny w Janowie i jedna z najbardziej rozpoznawalnych postaci polskiej hodowli arabów.
Zwrócił on uwagę na bardzo wysoką średnią cenę osiągniętą w tym roku – 62,5 tys. euro za konia. Podkreślił, że nawet w najlepszych latach aukcji trudno było o tak wysoki wynik. To być może ważniejsze niż samo hasło „milion euro”, bo wszystkie konie faktycznie znalazły nabywców.
Siła polskiej marki
Tegoroczne wyniki dają też ciekawy materiał obserwatorom oceniającym siłę i trwałość marek krajowych. Otóż polska marka konia arabskiego zachowuje dużą rozpoznawalność i siłę międzynarodową. Sukces może wyglądać dziś nieco skromniej niż w czasach spektakularnych, wielomilionowych rekordów sprzedaży pojedynczych klaczy, ale nadal, po traumatycznym załamaniu ostatnich lat jest sukcesem.
W bieżącym roku mocnym sygnałem było to, że każdy koń na głównej aukcji znalazł kupca, cała oferta osiągnęła przy wyrównanej stawce bardzo wysoką średnią cenę, a nabywcy przyjechali z kilkunastu krajów świata.
Gdyby chcieć zamknąć Dni Konia Arabskiego 2026 w jednym zdaniu: nie był to powrót do szalonych cen z najbardziej spektakularnych lat Pride of Poland, ale bardzo udana demonstracja, że polska hodowla – Janów, Michałów i Białka nadal potrafi jednocześnie wygrywać na ringu i znajdować poważnych kupców na świecie.
Choć milion euro z głównej aukcji to kwota niemal symboliczna na tle eksportu czy produkcji największych polskich branż, jej znaczenie mierzy się nieco inną walutą: siłą marki, prestiżem i reputacją polskiej jakości, budowanymi przez dziesięciolecia i rozpoznawalnymi daleko poza granicami kraju.
Janów Podlaski to przykład marki narodowej budowanej nie przez agencję reklamową, lecz przez dwa wieki konsekwentnej pracy hodowlanej. To przykład warty promocji, w którym dziedzictwo kulturowe, promocja kraju za granicą i twardy, wymierny w euro sukces eksportowy spotykają się w jednym miejscu i przy dość nieoczywistym wydarzeniu.
Mimo błędów zarządczych, tegoroczny Janów przyniósł ważny sygnał: marka polskiego konia arabskiego przetrwała, zachowała międzynarodową wiarygodność i wciąż ma potencjał wzrostu.
Dla makroekonomistów i strategów gospodarczych takie marki są cenne właśnie dlatego, że tworzą kapitał reputacyjny kraju przekonanie, że „polskie” może oznaczać jakość, tradycję, odporność i klasę światową.
W tym kontekście nominacja 29 lipca 2026 roku przez premiera Donalda Tuska prof. Barbary Mróz-Gorgoń, specjalistki od zarządzania marką z Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu – na Pełnomocniczkę Rządu ds. Promocji Marki Polska, jawi się niemal filmowym zbiegiem okoliczności.
Trudno bowiem o lepszy, niemal gotowy materiał dla jej nowego urzędu niż historia polskich arabów – przykład narodowego dziedzictwa, które samo, niemal wbrew politykom, stało się rozpoznawalnym na świecie znakiem jakości.
Wart uwagi jest również efekt mnożnikowy dla regionu: rosnąca rozpoznawalność Janowa Podlaskiego napędza lokalną turystykę, gastronomię i hotelarstwo, a coroczny napływ zagranicznych kupców i gości oraz coraz liczniejszych turystów to promocja Polski, której nie da się łatwo zmierzyć w statystykach GUS. Jej efekty widać w rosnącym prestiżu marki „polski koń arabski” na rynkach międzynarodowych.
Innym przykładem jest stojący nad dawnym dziedzińcem zamkowym pałac biskupi, przez dekady popadający w ruinę, aż w 2013 roku kupił go i w ciągu trzech lat przywrócił Podlasiu Władysław Grochowski, deweloper i hotelarz, właściciel grupy Arche.
Dziś działający tu luksusowy hotel oferuje ceniącym komfort gościom Janowa odpowiednią bazę pobytową, również poza sierpniowym szczytem sezonu, dokładając kolejną cegiełkę do wartości, jaką marka tego miejsca wnosi w lokalną gospodarkę.
Zamiast zakończenia: klejnot oszlifowany wbrew historii
Janów Podlaski i jego stadniny to przykład, jak sukces gospodarczy potrafi powstać w mocno skomplikowanych warunkach: historycznych, politycznych i kulturowych. Jego początek sięga dekretu obcego cara, wydanego na gruzach dóbr kościelnych skonfiskowanych przez innego zaborcę, w kraju, gdzie zarządcy w ciągu dwustu lat zmieniali się częściej, niż niejeden koń zmieniał właściciela.
Siła, która to wszystko przetrwała – rozbiory, dwie wojny światowe, okupację, gospodarkę centralnie planowaną, szokowe terapie i polityczne hucpy, spory kompetencyjne, straty finansowe i zmienne międzynarodowe nastroje – to miłość do tego, co się kocha, szacunek do tradycji, jakość, którą oby częściej kultywowano na całym Podlasiu, odpowiedzialność oraz odwaga w sięganiu po produkcję dóbr luksusowych.
To dzięki nieprzerwanej pracy pokoleń hodowców, lekarzy i prezenterów powstała marka, którą dziś rozpoznaje się od Brukseli po Rijad i za którą kupcy z kilkunastu krajów świata gotowi są płacić żywą gotówką. To oszlifowany klejnot, który dziś jest gotowy, by znaleźć swoje miejsce w koronie odbudowywanej właśnie marki Polska.