Widmo opodatkowania AI krąży po USA

Widmo opodatkowania AI krąży po USA
Fot. stock.adobe.com / stokkete
Liczba podatków zmierza ku nieskończoności. Przyczyna jest jasna – lepiej odebrać coś komuś niż samemu to wytworzyć. Zasada jest uniwersalna: dotyczy władców i rządów, a z drugiej strony ich poddanych, żrących się nieustannie, kto ile zapłaci. To dlatego człeku umiaru w „podatkotwórstwie” nie uświadczysz, pisze Jan Cipiur.

Mówią jednak, że podatnik z krwi i kości będzie mógł zamienić się niebawem w przedmiot sztucznie „ożywiony”, a zatem w obojętnej relacji do fiskusa.

Od kilku miesięcy krąży po USA widmo – widmo podatku od AI. Krąży tam właśnie, nie w Europie jak jeszcze niedawno komunizm, bowiem to tam głównie gniazduje sztuczna inteligencja – dobro i zło zarazem.

Parafraza pierwszego zdania Manifestu Komunistycznego Karola Marksa zdaje się być na miejscu, bo czyż nie jest słuszne odstąpienie naszych trosk innym bytom? Na razie wszelkie nadzieje i obawy są przedwczesne, ponieważ AI dopiero ząbkuje.

Jednak prędzej czy później sztuczna inteligencja stanie się wielka. Nie trzeba będzie wysyłać przed nią człowieka z czerwoną chorągiewką – tego, który dreptał był przed budzącym grozę automobilem

Podatek od mocy obliczeniowych

Pierwszy z podstawowych celów podatków to przechwytywanie dochodów i tworzenie w ten sposób bazy fiskalnej koniecznej do finansowania zadań państwa. Drugi to ograniczanie działań niepożądanych oraz konsumpcji towarów i usług uznanych za szkodliwe.

Drugiemu celowi służy np. akcyza i tzw. podatki od grzechu (sin taxes), nakładane na alkohol, tytoń, napoje lepkie od cukru itd.

Gdyby został wprowadzony, temu drugiemu służyłby także tzw. Tobin tax, czyli postulowany pół wieku temu przez noblistę Jamesa Tobina antyspekulacyjny podatek w formie opłaty (do 0,5 proc.) odprowadzanej do ponadnarodowego fiskusa po każdej transakcji walutowej.

Na podstawie danych banku BIS oszacować można, że przy stawce 0,1 proc. „Tobin” przynosiłby w 2022 roku ok. 7,5 mld dolarów dziennie, czyli dałby ok. 2 biliony (2000 mld) dolarów przez cały rok. Uzbierałaby się wielka  suma do zmarnotrawienia przez siły polityczne i „przytulaczy” nie-swojej kasy.

Hipotetyczny podatek od AI, zwany również podatkiem od mocy obliczeniowych (compute tax), byłby kolejnym i prawdopodobnie szybko wzbierającym źródłem dochodów budżetowych.

Jakie byłyby wielkości potencjalnych wpływów to obszar spekulacji, ale bardzo wielu jego postulatorów sądzi, że mogłyby być kiedyś oszałamiające. Nie ma jak tej opinii zaprzeczyć ani przyklasnąć, więc najlepiej dać sobie tymczasem spokój.

Obecny system podatkowy sprzyja eliminacji pracy ludzkiej?

Gdyby służył przede wszystkim realizacji drugiego celu, czyli hamowaniu ekspansji sztucznej inteligencji w obronie tradycyjnych miejsc pracy, przypominałby europejską opłatę ETS, podkładając AI nogę.

W praktycznym ujęciu mówi się o opodatkowaniu centrów operacyjnych AI (data centers) albo firm i pozostałych użytkowników sztucznej inteligencji na podstawie zużycia tzw. tokenów.

Za każdym razem, gdy użytkownik wydaje polecenie czatbotowi lub zleca tzw. agentowi AI napisanie kodu, zużycie zasobów obliczeniowych mierzy się w tokenach. W przypadku tekstowej sztucznej inteligencji wygenerowanie 750 słów wymaga około 1000 tokenów.

Ich zużycie jest znacznie większe, gdy zadanie dotyczy napisania kodu, przygotowania materiału wideo itd., ale zasada pozostaje ta sama: im więcej pracy zlecasz, tym więcej tokenów zużywasz.

Zgodnie z pierwszym zdaniem tej wzmianki, podatek od AI ma wielkie szanse się ziścić, choć trochę to zapewne potrwa i chociaż są liczne argumenty przeciw.

Sztuczna inteligencja służy już do odkrywania nowych leków, przewidywania pogody, tworzenia modeli epidemiologicznych, wykrywania oszustw, przestępstw finansowych… Podatek od stosowania sztucznej inteligencji zwiększałby koszty takich zastosowań.

Cytowany przez The Wall Street Journal profesor Erik Brynjolfsson – szef Stanford Digital Economy Lab, którego badania nt. wpływu komputeryzacji i Internetu na pracę cytowałem już lata temu twierdzi, że w obecnym systemie podatkowym spółka zatrudniająca 1000 osób płaci więcej w podatkach niż inna, która do osiągnięcia tych samych przychodów wykorzystuje 1000 maszyn.

Zdaniem tego i wielu innych badaczy, sztuczna inteligencja powinna zwiększać popyt na pracę ludzką, nie ją zastępować. Jest to słuszne podejście zgodne z naturą człowieka, którego powołaniem nie jest w żadnym razie leżenie do góry brzuchem.

Tymczasem, zniechęcamy do działań, które wzmacniają potencjał ludzi, a zachęcamy do tych, które ich zastępują – powiedział Brynjolfsson. „Nie wiem czy taki był zamysł, ale taki jest efekt”.

Możliwa, ale czy wykonalna, jest zmiana proporcji opodatkowania pracy i kapitału, ale szerszym rozwiązaniem jest wykorzystanie sztucznej inteligencji do wspomagania pracy zamiast jej zastępowania oraz dynamizowanie rynku pracy wskutek przenoszenia świadczeń i zdobywania nowych kwalifikacji zawodowych.

Nie ma wątpliwości, że rozwój sztucznej inteligencji będzie zmieniał ludzi i świat wokół nas. Będą to zmiany dobre i złe oraz bardzo dobre i bardzo złe.

Znaczenie większe niż kiedykolwiek do tej pory będzie miała inteligencja emocjonalna, ponieważ najtrudniejsze do zautomatyzowania są te zadania, które opierają się na relacjach międzyludzkich.

Mierzymy się bezskutecznie z wyzwaniem, jak pogodzić cnoty z technologią, a technologia ma tendencję do osłabiania cnót. Obawiać się należy, że AI nie pomoże nam znieść tego nieudanego związku i nie zmieni tego żaden podatek.

Czytaj także: Banki bez sztucznej inteligencji? Taki scenariusz nie istnieje

Jan Cipiur
Jan Cipiur, dziennikarz i redaktor z ponad 40-letnim stażem. Zaczynał w PAP, gdzie po 1989 r. stworzył pierwszą redakcję ekonomiczną. Twórca serwisów dla biznesu w agencji BOSS. Obecnie publikuje m.in. w Obserwatorze Finansowym. Jest członkiem Towarzystwa Ekonomistów Polskich (TEP).
Źródło: BANK.pl