Europejska orientacja na bezpieczeństwo

Europejska orientacja na bezpieczeństwo
Fot. ZBP
Jeżeli przez wiele lat wspieraliśmy koncepcję płatności bezgotówkowych jako tych wiodących w Europie, to teraz musimy zadbać o to, żeby te płatności były dla ludzi dostępne. Jest to kwestia polityczna, ale ta perspektywa bezpieczeństwa jest również przez rynek adresowana – mówi dr Piotr Gałązka, przewodniczący Komitetu Prawnego Europejskiej Federacji Bankowej, dyrektor przedstawicielstwa Związku Banków Polskich w Brukseli. Rozmawiał z nim Maksymilian Stefański.

Coraz więcej mówimy w Europie o strategicznej niezależności. Tymczasem według danych EBC za niemalże dwie trzecie wszystkich transakcji płatniczych odpowiadają wyłącznie dwa amerykańskie podmioty – Visa i Mastercard. Na ile to europejskie uzależnienie od amerykańskich firm stanowi, w obliczu dzisiejszych napięć geopolitycznych, problem strategiczny?

– Samo istnienie Visa i Mastercard w Europie nie jest problemem – współpraca banków z tymi podmiotami jest bardzo dobra. Myślenie w kategoriach bezpieczeństwa, które zresztą wykracza poza usługi płatnicze czy finansowe, ma związek z koncepcją autonomii strategicznej (strategic autonomy), którą to ideę Komisja Europejska wskazuje jako jeden z kluczowych filarów dalszego rozwoju Unii Europejskiej. Chodzi o większe uniezależnienie europejskiej gospodarki zarówno od jakichkolwiek zewnętrznych dostawców, jak i zasobów naturalnych, takich jak np. metale ziem rzadkich.

W kontekście usług płatniczych autonomia ta dotyka dwóch aspektów. Po pierwsze, chodzi o zapewnienie samodzielnego funkcjonowania systemu, nawet w sytuacji, gdy zewnętrzni dostawcy z jakiś przyczyn postanowią zrezygnować z oferowania swoich usług na terenie Unii Europejskiej. Drugi aspekt dotyka z kolei kwestii dostępności całego systemu płatniczego dla konsumentów i przedsiębiorców na wypadek zagrożenia wojennego. Z jednej strony jest to zapewnienie dostępności gotówki, z drugiej – umożliwienie przepływu płatności nawet w sytuacji tymczasowego odcięcia od internetu. W tym obszarze są obecnie prowadzone prace mające na celu stworzenie pewnych kategorii płatności, które będzie można wykonać w tzw. offlinie.

Ta strategiczna autonomia i wynikająca z niej suwerenność płatnicza to bardziej koncepcja polityczna czy realna agenda?

– Z ryzykiem jest tak, że wiele osób je kwestionuje, dopóki się ono nie zmaterializuje. Instytucje finansowe, w tym instytucje płatnicze muszą być przygotowane na różnego rodzaju ryzyka, biorąc pod uwagę tzw. contingency plans, czyli plany awaryjne, bez względu na to jakie jest prawdopodobieństwo zaistnienia takiego ryzyka.

Koncepcja strategicznej autonomii jest oczywiście polityczna, ponieważ politycy zdali sobie sprawę z tego, że niedostępność systemu płatniczego byłaby dla europejskiej gospodarki bolesna w skutkach. Jeżeli przez wiele lat wspieraliśmy koncepcję płatności bezgotówkowych jako tych wiodących w Europie, czy w ogóle na świecie, to teraz musimy zadbać o to, żeby te płatności były dla ludzi dostępne. Jest to kwestia polityczna, ale ta perspektywa bezpieczeństwa jest również przez rynek adresowana.

Czyli mamy koncepcję polityczną, mamy wolę biznesową – co zatem stoi na przeszkodzie stworzenia takiego paneuropejskiego systemu?

– Myślę, że największym wyzwaniem jest jednak kwestia regulacyjna. Rynek usług finansowych nadal pozostaje rynkiem wysoce sfragmentaryzowanym, mocno opartym na rozwiązaniach krajowych. Stąd też wynika tak silne znaczenie instytucji kartowych Visa i Mastercard, które oferują wspólne ramy prawne i organizacyjne dla wielu podmiotów, zarówno banków, jak i instytucji niebankowych dostarczających usługi płatnicze.

Jeżeli chodzi o nowe schematy płatnicze, które pojawiają się na rynku, to są one z natury zakładane w poszczególnych państwach członkowskich i tam są również rozwijane. To, że obecnie służą bardziej jako instrumenty krajowe niż paneuropejskie wynika z dwóch powodów – po pierwsze, z kwestii regulacyjnych, w tym zgód krajowych nadzorców, a po drugie – z argumentów biznesowych. Budowanie schematu płatniczego wymaga bardzo dużo czasu, ogromnych inwestycji, również marketingowych, budowania zaufania wśród klientów itp. W Polsce przez pierwsze lata zainteresowanie BLIKiem rosło bardzo powoli. Rozwiązania tworzone na poziomie jednego kraju są po prostu biznesowo bezpieczniejsze – budujemy je wokół pewnej kultury i zachowań klienta na danym rynku, a dopiero potem zastanawiamy się czy możemy z takim rozwiązaniem wejść na inny rynek. Taka ścieżka daje szansę na stopniowy rozwój, a nie skoku na głęboką wodę, który obarczony jest ogromnym ryzykiem.

A kwestie regulacyjne związane z PSR czy rozporządzeniem dotycącym płatności natychmiastowych wzmacniają bardziej dużych graczy, czy mogą też wspierać mniejsze podmioty?

– Rozporządzenie dotyczące płatności natychmiastowych, które stopniowo wchodzi w życie, jest niestety aktem dyskryminującym państwa spoza strefy euro. W ramach aktu brane są pod uwagę wyłącznie płatności w euro – państwa spoza strefy są zobligowane do natychmiastowego wykonywania płatności w euro, ale te same obowiązki nie działają analogicznie w drugą stronę. Upraszczając oznacza to, że Polska musi wykonywać przelewy w euro natychmiastowo, a Francja czy Niemcy przelewów w złotych już nie. To niestety wzmacnia fragmentację rynku.

Jeśli zaś chodzi o PSR, to nie postawiłbym tezy, że są to regulacje, które będą promowały dużych kosztem małych albo odwrotnie. Kluczowe pytanie brzmi jak nowe przepisy sprawdzą się w kontekście fraudów. Myślę, że jest to w tej chwili największe wyzwanie UE o charakterze zarówno prawnym, jak i społecznym i niestety nie jestem do końca przekonany, że przepisy, które zostały uchwalone w PSR w całości uwzględniają problemy związane z oszustwami.

To wydaje się szczególnie istotne w kontekście zagrożeń związanych z rozwojem sztucznej inteligencji…

– Jak najbardziej! W PSR położono większy nacisk na to, żeby instytucje rynku płatniczego zwracały koszty poniesione przez klientów w wyniku fraudów, a nie na to, by miały one możliwości przeciwdziałania im. W efekcie skutkiem tych regulacji może być to, że dostępność do usług płatniczych będzie ograniczana. Jeżeli instytucje płatnicze, w tym banki, będą miały tak szeroko zakreślone ramy swojej odpowiedzialności to będą po prostu utrudniać życie klientom w sytuacjach, gdy cii będą dokonywać transakcji innej niż zwyczajowa, np. przy okazji podróży zagranicznej. Możliwe, że będziemy musieli takie plany zgłaszać wcześniej, aby płatności dokonywane w innym kraju albo większe transakcje nie były blokowane. W związku z tym zasadne wydaje się pytanie, czy PSR nie spowoduje obniżenia poziomu doświadczeń klientów i co za tym idzie spowolnienia rozwoju rynku usług płatniczych.

A wracając do BLIKa, czy nasze rodzime rozwiązanie ma potencjał stać się istotną częścią tej nowej europejskiej infrastruktury?

– BLIK ma wszystkie karty w ręku, żeby stać się liderem płatności w całej Unii ­Europejskiej. Jest on jednym z najbardziej uniwersalnych schematów płatniczych dostępnych w Europie, ponieważ większość konkurentów skupia się na płatnościach P2P. Rozwiązanie BLIKa wykorzystujące sześciocyfrowy kod jest na tyle wszechstronne, że pozwala na realizowanie praktycznie wszystkich usług płatniczych dokonywanych na co dzień. Mamy tutaj zarówno wypłaty, jak i wpłaty gotówki w bankomacie, płatności w terminalach POS, online i offline itd.

BLIK ma wszystkie karty w ręku, żeby stać się liderem płatności w całej Unii Europejskiej. Jest jednym z najbardziej uniwersalnych schematów płatniczych dostępnych w Europie, ponieważ większość konkurentów skupia się na płatnościach P2P.

BLIK jest ponadto w całości wpięty w bankowe aplikacje mobilne i płatnicze, co sprawia, że klient nie potrzebuje dodatkowej umowy czy osobnej aplikacji. Znacząco ułatwia to także płatności na rynku e-commerce. Ta uniwersalność to ogromna zaleta, która pozwala na łatwe wchodzenie na nowe rynki. Stanowi to także istotną przewagę konkurencyjną w stosunku do Wero, rozwiązania tworzonego przez European Payment Initiative, gdzie istnieje osobna aplikacja, a w płatnościach wykorzystywane są m.in. kody QR.

Skoro wszystkie karty mamy w swoich rękach, to czego jeszcze nam brakuje?

– Tak jak wspominałem, rozwijanie tego biznesu na nowych rynkach jest bardzo drogie i wymaga budowy silnej marki. W Polsce rozpoznawalność i zaufanie do BLIKa są bardzo wysokie, ale to zajęło sporo czasu. Mam nadzieję, że ekspansja naszego rodzimego rozwiązania w Europie Środkowej pójdzie szybciej. Myślę, że rozpoczęcie działalności na Słowacji, czyli już w strefie euro, jest bardzo dobrym krokiem, ponieważ pozwala przetestować różnego rodzaju rozwiązania, które następnie można skalować na całą strefę euro. Dodatkowo widzę, że BLIK stara się budować rozwiązania dostępne w całych bankowych grupach kapitałowych, a także skupia się na obsłudze e-commerce na nowych rynkach – te działania również znacząco ułatwiają ekspansję.

Innym kierunkiem rozwoju rynku płatności są cyfrowe portfele. Czy funkcjonalności budowane w ramach europejskiego portfela tożsamości cyfrowej zmienią zasady dokonywania i autoryzacji płatności?

– Głównym założeniem portfela i w ogóle wszystkich projektów związanych z identyfikacją osoby nie jest autoryzacja, tylko uwierzytelnienie. Chodzi o stworzenie systemów dających gwarancję, że ten kto się za daną osobę podaje rzeczywiście nią jest. Sama autoryzacja w mojej ocenie będzie nadal odbywała się w ramach systemów, które są oferowane przez poszczególne instytucje finansowe, przede wszystkim ze względu na ryzyko, ale także ze względu na to, że systemy te podlegają nadzorowi. Nie sądzę, żeby  było rynkowe zainteresowanie całkowitym oddaniem autoryzacji na zewnątrz w sytuacji, w której przepisy dotyczące płatności tak bardzo przerzucają ryzyko związane z transakcjami nieautoryzowanymi na instytucje płatnicze.

A jeżeli chodzi o cyfrowe euro? Czy jest to realna wizja zmieniająca układ sił na rynku płatności?

– Wrócę do początku naszej rozmowy i strategicznej autonomii – zasadniczo w Unii Europejskiej istnieją obecnie dwa pomysły na to, w jaki sposób się uniezależnić. Po pierwsze, mamy oddolne inicjatywy rynkowe, takie jak EuroPA (European Payments Alliance), czyli porozumienie, do którego przystąpiło kilka dużych graczy, m.in. EPI czy Bizum, gdzie celem jest stworzenie hubu interoperacyjności po to, aby klienci, będąc w poszczególnych systemach krajowych, mogli robić transfery pomiędzy różnymi krajami i systemami. Z drugiej strony mamy cyfrowe euro, projekt spotykający się z silną krytyką rynku, ale silnie politycznie pchany do przodu przez Unię Europejską.

Cyfrowe euro ma kilka istotnych wad – jest kosztowne, obejmuje wyłącznie walutę euro, a także wymaga wysokich ram bezpieczeństwa i edukacji finansowej klientów. Pojawia się także pytanie jaka jest wartość dodana i czy czasem cyfrowe euro nie kanibalizuje wszystkich pomysłów, które zostały dotychczas zrealizowane w Unii Europejskiej, jeśli chodzi o płatności natychmiastowe. Stąd też te oddolne inicjatywy, które mają pokazać, że rynek próbuje tworzyć rozwiązania, które już spełniają cele cyfrowego euro, więc nie ma potrzeby jego wdrażania.

Jeżeli instytucje płatnicze, w tym banki, będą miały tak szeroko zakreślone ramy swojej odpowiedzialności to będą po prostu utrudniać życie klientom w sytuacjach, gdy ci będą dokonywać transakcji innej niż zwyczajowa, np. przy okazji podróży zagranicznej. Możliwe, że będziemy musieli takie plany zgłaszać wcześniej, aby płatności dokonywane w innym kraju albo większe transakcje nie były blokowane.

Kryptoaktywa to rozwiązania, które mają wiele zalet, ale nie zawsze i nie dla wszystkich. Wydaje mi się, że jeszcze dużo wody w Wiśle upłynie, zanim przeciętny konsument będzie rozumiał jak bezpiecznie korzystać z kryptowalut na co dzień. Widzę tu ogromne ryzyko fraudów, za które ani banki, ani inne instytucje finansowe nie będą mogły odpowiadać, ponieważ będą równoznaczne z posiadaniem gotówki w ręku. Cyfrowe euro prędzej czy później będzie wykorzystywane jako jedno z rozwiązań, natomiast pytanie brzmi, czy koszt, który mamy obecnie ponieść uzasadnia potencjalną wartość dodaną.

Źródło: Miesięcznik Finansowy BANK