Dylematy w finansowaniu polskich gospodarstw rolnych
„Nasze rolnictwo z pewnością nie jest monolitem. W naszych badaniach wyodrębniliśmy cztery podstawowe grupy gospodarstw rolnych. Podzieliliśmy gospodarstwa na takie, które mają do 5 hektarów, od 5 do 30, od 30 do 100 i powyżej 100 hektarów” – powiedział Marek Wigier.
Wskazał, że gospodarstwa o powierzchni do 30 hektarów znajdują się w trudnej sytuacji ekonomicznej. Grupę powyżej 30 hektarów, uznaje się za gospodarstwa mające potencjał rozwojowy. Jak stwierdził wsparcie publiczne dla tej grupy gospodarstw może znacząco pomóc w poprawie ich pozycji konkurencyjnej.
„Czwartą grupę gospodarstw powyżej 100 hektarów, generalnie stanowią niezwykle nowoczesne podmioty konkurujące z dużym sukcesem na rynkach europejskich i na rynkach poza UE” – wyjaśniał.
Przyznał, że około połowy polskich gospodarstw rolnych produkuje głównie na własne potrzeby lub tylko w niewielkim zakresie na rynek. W jego ocenie jest ich około 600 tys.
„W Instytucie Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej prowadzimy obserwacje w tym roku 9 tysięcy gospodarstw rolnych. Te gospodarstwa są reprezentatywne dla grupy 400 tysięcy podmiotów, które odpowiadają za 80% standardowej produkcji towarowej polskiego rolnictwa. To oznacza, że jest jeszcze pewna grupa gospodarstw odpowiadająca za 20% produkcji towarowej w naszym kraju” – wskazywał.
Które gospodarstwa rolne wspierać?
Na pytanie czy należałoby nieco zmodyfikować politykę Państwa w stosunku do sektora rolniczego i skoncentrować się na wsparciu towarowych gospodarstwach rolnych, a ograniczyć wsparcie dla najsłabszych Marek Wigier odparł:
„To zależy od kierunków polityki i od tego, co chcemy wspierać. Jeśli chcemy budować odporny sektor rolno-spożywczy konkurujący na arenie międzynarodowej, to oczywiście naturalną odpowiedzią byłoby kierowanie wsparcia do gospodarstw mających potencjał rozwojowy przede wszystkim.
Natomiast jeśli mówimy o zachowaniu żywotności obszarów wiejskich, utrzymaniu wielokulturowości wsi, to powinniśmy kierować również instrumenty pomocy publicznej do mniejszych podmiotów gospodarczych, gdzie czasami produkcja rolna może nie będzie podstawowym źródłem utrzymania, ale będzie pewnym uzupełnieniem dochodów rodziny zamieszkującej obszary wiejskie”
„Polityka rolna z jednej strony dba o towarowość produkcji i konkurencyjność tej produkcji, ale z drugiej strony tak samo dba o obszary wiejskie i o zachowanie żywotności tych obszarów wiejskich, co jest jednym z instrumentów wspólnej polityki rolnej Unii Europejskiej. Myślę, że dwukierunkowo powinniśmy wspierać funkcjonowanie polskiej wsi i rolnictwa” – dodał.
Polski sektor rolniczy wobec konkurencji z Ukrainy i Ameryki Południowej
Na pytanie czy polskie rolnictwo będzie wstanie sprostać konkurencji z Ameryki Południowej po podpisaniu umowy z Mercosur i konkurencji z produktami żywnościowymi z Ukrainy po jej integracji z UE odpowiedział:
„Sądzę, że jest w stanie sprostać tej konkurencji, ale tylko poprzez ucieczkę do przodu poprzez inwestowanie dużych wysokotowarowych gospodarstw rolnych w nowoczesne technologie cyfrowe, w zapewnienie wysokiej jakości produkcji, po to aby surowiec rolny, który produkują, był identyfikowalny z marką dobrej polskiej żywności, czy z marką europejskiej żywności”.
Dodał, że stawiając na jakość i nowoczesność produkcji można konkurować z produktami z Ameryki Południowej i z Ukrainy.
Odnosząc się do mniejszych gospodarstw rolnych widzi dla nich szansę w podkreślaniu lokalnego, unikalnego charakteru ich produktów żywnościowych.
Zaznaczył, że mały producent nie jest w stanie zapewnić powtarzalności i dużej partii jednolitego surowca kierowanego na rynek krajowy, czy międzynarodowy. Do tego zdolne są tylko duże gospodarstwa rolne.
Mówiąc o szansach mniejszych gospodarstw rolnych wskazał na rolę samorządów lokalnych, które jego zdaniem powinny zwracać uwagę w swojej polityce zagospodarowania przestrzennego na zachowania rynków lokalnych, aby rolnicy mieli gdzie i komu sprzedawać produkowaną przez siebie żywność.
„Jeśli wpuszczamy na rynek lokalny sieć marketów, to drobnych handlowców skazujemy na ogromną presję konkurencyjną, a równocześnie drobnych rolników skazujemy na to, że nie mają komu sprzedać swoich produktów rolnych” – przestrzegał Marek Wigier.