W styczniu ’26 znowu wzrosło bezrobocie
W końcu stycznia 2026 roku w urzędach pracy zarejestrowanych było 934,1 tys. bezrobotnych wobec 887,9 tys. miesiąc wcześniej i 837,6 tys. rok wcześniej, podał także GUS.
Liczba bezrobotnych nowo zarejestrowanych wyniosła 118,5 tys. wobec 93,6 tys. miesiąc wcześniej i 131,1 tys. rok wcześniej.
Jak wcześniej poinformowało Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, według jego szacunków stopa bezrobocia rejestrowanego wyniosła 6% na koniec stycznia 2026 r. (wobec 5,7% miesiąc wcześniej).
Czytaj także: Przybywa bezrobotnych

Stopa bezrobocia – komentarz Mariusza Zielonki, głównego ekonomisty Lewiatana
Wstępne szacunki Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej wskazywały na skok stopy bezrobocia do 6% w styczniu 2026 roku. Dziś GUS potwierdził te dane. To splot strukturalnego schłodzenia rynku i wyjątkowo silnych czynników sezonowych oraz legislacyjnych.
Wzrost bezrobocia należy komentować ostrożnie, biorąc pod uwagę specyfikę tego konkretnego miesiąca. To pierwszy miesiąc po wejściu w życie nowych regulacji, na co nałożył się ewidentny element budżetowy – urzędy pracy zmagały się z przestojami w finansowaniu programów aktywizacyjnych z Funduszu Pracy, co drastycznie ograniczyło liczbę subsydiowanych ofert pracy.
Gdy dodamy do tego wyjątkowo chłodny styczeń, który fizycznie zamroził branżę budowlaną i wygasił zapotrzebowanie na roboty publiczne, otrzymujemy statystyczną, niekorzystną kumulację.
Sezonowość nie tłumaczy jednak do końca wzrostu stopy bezrobocia. W danych widać konsekwentną zmianę strategii przedsiębiorstw. Niska liczba nowych ofert komercyjnych zgłoszonych do urzędów to dowód na to, że firmy definitywnie wstrzymały rekrutacyjną ekspansję. Polski biznes, wciąż operujący w cieniu przedłużającej się stagnacji u naszych zachodnich partnerów, wszedł w tryb większej optymalizacji kosztów.
Przedsiębiorstwa redukują najmniej produktywne stanowiska i ograniczają zatrudnianie nowych pracowników. Z makroekonomicznego punktu widzenia to racjonalne dostosowanie, które kończy erę sztucznie przegrzanego rynku pracownika, studząc jednocześnie presję inflacyjną w gospodarce.
Z perspektywy budowy odpornej gospodarki, obecne rozluźnienie na rynku pracy jest trudnym, ale niezbędnym krokiem w stronę strukturalnej dojrzałości. Zmusza ono firmy do zmiany strategii rozwoju.
Wchodzimy w fazę wzrostu nie opartego na prostej, taniej sile roboczej, a na realnych inwestycjach w automatyzację i wydajność kapitału. Wymuszona optymalizacja i presja na produktywność tworzą dziś znacznie twardszy, niezależny fundament pod przyszłe odczyty PKB, odporny na koniunkturalne wahania „starej Unii”.