Złoto w rezerwach – jak to robią w Ameryce

Złoto w rezerwach – jak to robią w Ameryce
Fot. stock.adobe.com / jixiang
Sprawa: „unijny SAFE kontra polskie złoto” rozgrzała wielką część opinii publicznej do czerwoności i na tym się zapewne nie skończy. Ponieważ zły to zwyczaj komentować rozwiązanie, którego istoty, poza bardzo nielicznym gronem, nikt nadal nie zna, to w kwestii „złota na armaty” tylko kilka krótkich wzmianek, pisze Jan Cipiur.

Wiemy, że NBP księguje wartość z złota z rezerw banku dzień po dniu, po aktualnej, rynkowej cenie kruszcu. 

13 marca 2023 roku wynosiła ona 264,89 zł za 1 jeden gram próby 1000, 13 marca 2024 roku  – 272,14 zł/g, 13 marca 2025 roku – 361,58 zł/g.

Rok temu globalne dopalacze geopolityczne wyniosły ją w pobliże stratosfery i 13 marca 2026 roku wspięła się na wysokość 615,05 zł/gr.

Metoda ciągłej wyceny sprawia, że w rachunkach NBP uwidaczniają się tzw. niezrealizowane zyski lub straty jako efekty wzrostu lub spadku notowań złota, a wraz z tym ciągoty, aby skorzystać z obecnego zysku.

Co i kiedy można zrobić z saldem niezrealizowanych zysków

Prezes NBP poinformował, że niezrealizowane zyski banku będące pochodną wielkiego skoku cen złota wynoszą ok. 197 mld zł.

Z drugiej strony, po raz ostatni NBP miał zysk w 2021 roku, a wg prezesa banku centralnego skumulowana strata za lata 2022-2025 wyniesie ok. 100 mld zł, więc saldo niezrealizowanych zysków pomniejszonych o straty wynosi nieco mniej niż 100 mld zł, a po 2026 roku będzie jeszcze niższe, bo i 2026 rok zakończyć się ma stratą.

Ze względów formalno-prawnych, saldo niezrealizowanych zysków można byłoby przekazać rządowi dopiero po zamknięciu ksiąg banku za 2026 rok, tj. najwcześniej dopiero późną wiosną 2027 roku, albo jeszcze o rok później choć pieniądze są potrzebne jak najwcześniej.

Poza tym pokusa użycia niezrealizowanych zysków banku centralnego jako narzędzia finansowania bieżących potrzeb państwa nasuwa na myśl pakt Fausta z diabłem, w którym Faust zgodził się oddać po śmierci swą duszę na pastwę Szatana – w zamian za możliwość zaznania pełni szczęścia za życia.

Czytaj także: Banki centralne gromadzą coraz więcej złota

Gold Reserve Act i inne regulacje statusu rezerw złota w USA

Amerykanie są bogobojni i może również dlatego od ponad pół wieku, tj. od 1973 roku kiedy zniesiono standard złota, utrzymują stałą wycenę swoich rezerw w złocie w wysokości 42,222 dolarów za uncję.

Wyjaśnić tu trzeba, że w odróżnieniu od Polski, amerykańskie złoto rezerwowe w gigantycznej wielkości ok. 8 133 ton nie jest własnością, nomen omen, Rezerwy Federalnej, tj. tamtejszego banku centralnego, lecz rządu reprezentowanego przez ministerstwo finansów (Treasury). Fed tylko przechowuje ten kruszec.

Takie było postanowienie ustawy Gold Reserve Act z 1934 r. W zamian za przekazanie własności złota rządowi Fed otrzymał wtedy od sekretarza skarbu USA tzw. certyfikaty złota (gold certificates) po ówczesnej ustawowej cenie złota, którą prezydent F.D. Roosevelt wyznaczył na 35 dol. za uncję. Poprzednia, ustalona w 1900 r.  w ustawie The Gold Standard Act, wynosiła przez 34 lata 20,67 dol./oz.

Roosevelt użył pieniędzy z ówczesnej rewaluacji złota do zwalczania skutków Wielkiego Kryzysu, który wybuchł jesienią 1929 roku, bez podnoszenia podatków.

Widać z tego, że Stany Zjednoczone zmieniały ustawową cenę złota wyłącznie w reakcji na bardzo głębokie kryzysy.

Przez dekady złoto było w Stanach pod bardzo silnym nadzorem. W 1933 roku prezydent Roosevelt wydał dekret (słynny Executive Order 6102) zabraniający Amerykanom posiadania złota inwestycyjnego pod karą do 10 lat więzienia lub 10 000 ówczesnych dolarów grzywny.

Celem wprowadzenia tego prawa było powstrzymanie ucieczki kapitału w kruszec. Zakaz ten został zniesiony dopiero przez prezydenta Geralda Forda w 1974 roku.

Dlaczego rząd USA nie rewaloryzuje posiadanego złota?

Rewaloryzacja złota mogłaby stworzyć „z niczego” olbrzymi zysk w postaci kapitału księgowego. Gdyby przyjąć za podstawę cenę złota w dniu 12 marca ’26 w wysokości ok. 5 080 dol./oz, to wartość złota rządowego złożonego w skarbach Fed wyniosłaby ok 1,35 biliona ( 1 350 mld) dolarów wobec przychodów budżetu federalnego w bieżącym roku finansowym szacowanych na 5,2-5,4 bilionów dolarów.

W następstwie hipotetycznej rewaloryzacji złota Fed musiałby podnieść wartość bilansową gold cerificates, a potem przekazać powstałą różnicę na rządowy rachunek bieżący, zaś rząd miałby świeże pieniądze bez potrzeby zaciągania kolejnego, wielkiego długu.

Dlaczego władze amerykańskie nie korzystają z tak kuszącego rozwiązania? Odpowiedź „na odczepnego” brzmi, że wymagałoby to zmiany ustawy, a przegłosować dziś coś tak przełomowego w Kongresie jest niemożliwe.

Prawdziwe przyczyny są wszakże merytoryczne. Decydując się na rewaloryzację Biały Dom wysłałby w świat przenikliwie głośny sygnał, że skoro sięga do strategicznych rezerw, państwo i gospodarka amerykańska znajdzie się za chwilę w olbrzymich tarapatach. Skutki takiego sygnału byłyby dewastujące dla USA i świata.

Rząd USA unika też ze wszech sił tworzenia wrażenia, że złoto miałoby mieć rosnące znaczenie monetarne, ponieważ mógłby to być dla świata sygnał, że dolar potrzebuje pokrycia w złocie.

Świadczyłoby to oczywiście o słabości amerykańskiej waluty i malejącej sile fiskalnej USA, podczas gdy władze bronią „od zawsze” statusu dolara jako waluty fiducjarnej, czyli opartej na wierze świata w potęgę tego państwa.

Występują też bieżące uwarunkowania ekonomiczne. Nagłe zasilenie rządu bilionem dolarów ni stąd, ni zowąd,  po angielsku – out of thin air, wywołałoby presję inflacyjną, osłabienie dolara i destabilizację kluczowego dla finansów Ameryki rynku obligacji. Wszystkie trzy konsekwencje są dla rządu z gatunku „apage, Satanas”.

Po hipotecznej rewaloryzacji złota wystąpiłoby zatem olbrzymie zamieszanie. A poza wszystkim innym, przy zadłużeniu federalnym w wysokości prawie 40 bilionów dolarów jednorazowy zastrzyk wartości ok. jednego biliona nie miałby dużego znaczenia.

Istotne jest również, że USA traktują złoto jako „ostatnią linię obrony”, a nie jako aktywo operacyjne, które miałoby służyć do okazyjnego klajstrowania dziur w finansach państwa.

Wielkie banki centralne państw strefy euro, takie jak Bundesbank, Banque de France i inne regularnie przeszacowują wartości rezerw złota i czynią to zazwyczaj raz na kwartał.

Nie przyświeca im jednak cel w postaci monetyzacji potencjalnych zysków w wyniku wzrostów cen kruszcu. Złoto wyceniane jest w ich bilansach po cenach rynkowych, ale zyski z wyceny są „zamrażane” w wyniku przesuwania ich do kapitałów rezerwowych banków.

Jan Cipiur
Jan Cipiur, dziennikarz i redaktor z ponad 40-letnim stażem. Zaczynał w PAP, gdzie po 1989 r. stworzył pierwszą redakcję ekonomiczną. Twórca serwisów dla biznesu w agencji BOSS. Obecnie publikuje m.in. w Obserwatorze Finansowym. Jest członkiem Towarzystwa Ekonomistów Polskich (TEP).
Źródło: Portal Finansowy BANK.pl