Kryzys naftowy i jego wpływ na Polskę

Kryzys naftowy i jego wpływ na Polskę
Fot. stock.adobe.com / Grispb
Najnowsze prognozy wzrostu dla Europy Środkowo Wschodniej w kontekście szoku paliwowego wywołanego wojną z Iranem omawia Agnieszka Nierodka.

Wojna z Iranem przywróciła do debaty gospodarczej temat, który w Europie wydawał się po 2022 r. częściowo oswojony: szok energetyczny jako czynnik jednocześnie podbijający inflację, osłabiający wzrost i pogarszający równowagę zewnętrzną państw.

Właśnie dlatego Komisja Europejska mówi już otwarcie o ryzyku stagflacyjnym dla Unii Europejskiej, wskazując, że nawet przy relatywnie krótkich zakłóceniach w dostawach ropy wzrost w UE w 2026 r. może być o około 0,4 pkt proc. niższy od wcześniejszych prognoz, a inflacja może być do 1 pkt proc. wyższa.

Europejski Bank Centralny poszedł podobnym tropem: podniósł prognozę inflacji HICP dla strefy euro na 2026 r. do 2,6 proc. i obniżył prognozę wzrostu PKB do 0,9 proc., wiążąc tę rewizję bezpośrednio z wojną na Bliskim Wschodzie i wyższymi cenami energii.

W przypadku Europy Środkowo-Wschodniej kluczowe pytanie nie brzmi jednak, czy region odczuje szok, lecz jak silnie i jak nierówno rozłoży się jego koszt.

Najnowsze analizy S&P wskazują, że obecny wstrząs należy interpretować inaczej niż poprzedni kryzys energetyczny. Tym razem punktem ciężkości nie jest gaz, lecz ropa naftowa.

Kraje regionu są dziś lepiej przygotowane na zaburzenia podaży energii niż kilka lat temu, ale nadal pozostają wrażliwe na wzrost cen ropy, a przez ten kanał także na wzrost kosztów transportu, presję inflacyjną, pogorszenie rachunku bieżącego i większe obciążenie finansów publicznych.

To nie jest powtórka z 2022 roku, ale ryzyko pozostaje poważne

Region CEE nie wchodzi w obecny kryzys z pozycji tak słabej jak po wybuchu wojny w Ukrainie. Agencja S&P podkreśla, że od 2022 r. energochłonność gospodarek spadła, źródła dostaw energii zostały bardziej zdywersyfikowane, większość nadzwyczajnych dopłat energetycznych została ograniczona, a rezerwy walutowe banków centralnych wzrosły.

Dodatkowym buforem mają być napływające środki unijne, w tym z instrumentu RRF oraz z narzędzi wspierających bezpieczeństwo Europy. Z drugiej strony, gospodarki CEE pozostają bardziej energochłonne niż przeciętnie w Unii Europejskiej, a ich uzależnienie od importowanych węglowodorów nadal jest duże.

S&P szacuje, że w krajach regionu o średnich dochodach importowane węglowodory odpowiadają za 57% końcowego zużycia energii, zaś energochłonność PKB jest o 19% wyższa od średniej unijnej. To właśnie dlatego wzrost cen ropy może w Europie Środkowo-Wschodniej wywołać silniejszy efekt makroekonomiczny niż w części państw Europy Zachodniej.

Dwa scenariusze S&P: trudny bazowy i wyraźnie stresowy

S&P buduje swoją analizę na dwóch scenariuszach. W nowym scenariuszu bazowym zakłada, że średnia cena ropy Brent wyniesie 80 USD za baryłkę w 2026 r., a następnie spadnie do 65 USD w 2027 r. Dla gazu ziemnego w Europie Północno-Zachodniej przyjmuje średnią cenę TTF na poziomie 18 USD za mln Btu w 2026 r., czyli około 53 euro za MWh do końca roku, a później stopniowe obniżenie.

W scenariuszu stresowym cena Brent rośnie natomiast do 130 USD za baryłkę w 2026 r. i utrzymuje się blisko 100 USD także w 2027 r. S&P wyraźnie zaznacza, że ten wariant nadal nie jest scenariuszem nowego kryzysu gazowego: założenia dla TTF pozostają w nim takie same jak w scenariuszu bazowym.

Wynika to z oceny, że europejski rynek gazu jest dziś bardziej elastyczny, strukturalny popyt niższy, a nowe moce LNG ograniczają prawdopodobieństwo powrotu do ekstremów z 2022 r.

Agencja zastrzega jednak, że gdyby zaburzenia objęły także rynek gazu i ceny TTF zbliżyły się do dawnych szczytów, wpływ na gospodarki CEE i presja na obniżki ratingów byłyby zdecydowanie silniejsze.

Główny mechanizm uderzenia: inflacja, handel zagraniczny i finanse publiczne

W scenariuszu stresowym skutki dla regionu są już bardzo wyraźne. S&P szacuje, że średni realny wzrost PKB w siedmiu analizowanych gospodarkach – Czechach, Węgrzech, Polsce, Rumunii, Słowacji, Serbii i Turcji – osłabi się w 2026 r. o około 1,1 pkt proc. względem scenariusza bazowego. Jednocześnie rachunki bieżące pogorszą się średnio o niemal 1,2 pkt proc. PKB, a saldo fiskalne o co najmniej 1,5 pkt proc. PKB.

Taki układ dobrze pokazuje naturę obecnego szoku: nie chodzi wyłącznie o to, że droższa ropa podnosi ceny paliw. Równie istotne jest pogorszenie terms of trade, wzrost kosztów importu energii, presja na kursy walutowe oraz konieczność uruchamiania działań osłonowych dla gospodarstw domowych i przedsiębiorstw.

W efekcie szok naftowy działa jednocześnie na inflację, wzrost, bilans zewnętrzny i finanse publiczne, a więc uderza we wszystkie najważniejsze kotwice stabilności makroekonomicznej.

W ocenie S&P najbardziej narażone są gospodarki bardziej energochłonne i silniej uzależnione od importu energii, zwłaszcza Węgry, Słowacja i Turcja.

Węgry w scenariuszu szoku spowalniają w 2026 r. do zaledwie 0,9% wzrostu PKB, przy inflacji 4,7%, deficycie rachunku bieżącego na poziomie 3,4% PKB i deficycie fiskalnym 6,5% PKB. Słowacja wchodzi w recesję na poziomie -0,4%, a jednocześnie doświadcza skoku inflacji do 6,0% i dalszego pogorszenia pozycji zewnętrznej.

Rumunia również wpada w recesję, do -1,0%, przy inflacji 9,0% i bardzo słabych wskaźnikach fiskalnych oraz zewnętrznych. Turcja pozostaje przypadkiem odrębnym, ale także tam skala pogorszenia jest duża: inflacja sięga 35,0%, a wzrost spada do 2,5%.

Na tym tle relatywnie lepiej wypadają Czechy, gdzie wzrost obniża się do 1,1%, a inflacja rośnie do 3,5%, co nadal oznacza wyraźne pogorszenie, ale nie załamanie makroekonomiczne.

Polska: gospodarka relatywnie bardziej odporna, presja na finanse publiczne

Na tle regionu Polska została przez S&P zaliczona do grupy gospodarek relatywnie odporniejszych na szok naftowy. Agencja wskazuje dwa główne powody. Po pierwsze, Polska ma miks energetyczny bardziej oparty na węglu, co częściowo ogranicza bezpośredni wpływ wzrostu cen importowanych surowców na całość systemu energetycznego.

Po drugie, kraj dysponuje relatywnie silniejszymi buforami publicznymi i zewnętrznymi niż część sąsiadów. S&P wprost stwierdza, że właśnie Czechy i Polska mają bilanse, które mogą łagodzić część uderzenia.

W polskim przypadku główne ryzyko nie polega dziś na gwałtownym kryzysie dostępności energii, lecz raczej na wzroście jej ceny i pośrednich skutkach dla inflacji, konsumpcji, polityki pieniężnej i finansów publicznych.

Polska nie jest więc gospodarką odporną całkowicie, ale raczej gospodarką lepiej przygotowaną do absorpcji szoku niż bardziej wrażliwa część CEE.

Źródło: opracowanie własne ZBiA na podst. danych S&P

W nowym scenariuszu bazowym na 2026 r. agencja zakłada dla Polski wzrost PKB na poziomie 3,3%, inflację CPI 3,6%, deficyt rachunku bieżącego 2,4% PKB oraz deficyt sektora instytucji rządowych i samorządowych 7,0% PKB.

W scenariuszu stresowym wzrost PKB obniża się do 2,5%, inflacja rośnie do 4,5%, deficyt rachunku bieżącego pogłębia się do 2,9% PKB, a deficyt fiskalny do 8,0% PKB. W 2027 r. w scenariuszu stresowym sytuacja poprawia się nieznacznie: wzrost wynosi 2,6% zamiast prognozowanego wcześniej 2,9%, inflacja 3,4% zamiast 2,9%, rachunek bieżący pogarsza się do 3,3% PKB, a deficyt fiskalny utrzymuje się na bardzo wysokim poziomie 7,0% PKB.

Z perspektywy Polski oznacza to, że długotrwały szok naftowy nie musiałby wywołać recesji, ale wyraźnie pogorszyłby wszystkie kluczowe parametry makroekonomiczne jednocześnie. Szczególnie istotne jest to, że skala pogorszenia fiskalnego i zewnętrznego nie jest marginalna. Przy już napiętej sytuacji finansów publicznych byłby to czynnik realnie utrudniający prowadzenie polityki gospodarczej.

Dlaczego dla Polski ważniejsza jest cena ropy niż sama dostępność surowca

W przypadku Polski kluczowe znaczenie ma to, że szok naftowy działa przede wszystkim przez kanał cenowy. Nawet przy większej odporności infrastrukturalnej i większej dywersyfikacji dostaw gospodarka nadal odczuwa skutki wzrostu światowych cen ropy w kosztach paliw, transporcie, logistyce, cenach towarów i oczekiwaniach inflacyjnych.

To właśnie ten mechanizm najlepiej tłumaczy, dlaczego Polska według S&P unika najgorszego scenariusza, ale mimo to notuje zauważalny spadek wzrostu i wzrost inflacji. W praktyce oznacza to również mniejszą przestrzeń do łagodzenia polityki pieniężnej.

Jeżeli szok cenowy okazałby się bardziej trwały, bank centralny musiałby dłużej brać pod uwagę ryzyko inflacyjne, nawet jeśli aktywność gospodarcza słabłaby.

Z punktu widzenia gospodarstw domowych i firm byłby to zatem scenariusz podwójnie niekorzystny: droższa energia i paliwa z jednej strony, a z drugiej bardziej restrykcyjne warunki finansowe przez dłuższy czas.

Agnieszka Nierodka, ZBP
Agnieszka Nierodka – ekonomistka, doradca zarządu w Zespole Badań i Analiz Związku Banków Polskich. Specjalizuje się w zagadnieniach dotyczących rozwoju rynku hipotecznego i nieruchomości, refinansowania kredytów hipotecznych, ochrony konsumenta oraz prawa europejskiego. Posiada bogate doświadczenie jako prelegent i trener dla sektora bankowego i deweloperskiego oraz jako autorka publikacji na temat rozwoju bankowości hipotecznej i rynku listów zastawnych w Polsce i UE, ochrony konsumenta hipotecznego oraz efektywności obowiązków informacyjnych wobec konsumenta. Od ponad 15 lat zapewnia wsparcie w zakresie badań statystycznych i problemów legislacyjnych grupom roboczym przy Europejskiej Federacji Hipotecznej w Brukseli.
Źródło: BANK.pl