Gorące, mokre lato
Lato… Trochę mokre, ale zawsze lato. Chciałoby się odpocząć. Od pracy, różnych obowiązków, a zwłaszcza od polityki. Ale od tej się nie da. Nigdzie. Bo wchodzi człowiek na jakikolwiek portal, a tam pod każdym niemal tekstem wrze.
Lato… Trochę mokre, ale zawsze lato. Chciałoby się odpocząć. Od pracy, różnych obowiązków, a zwłaszcza od polityki. Ale od tej się nie da. Nigdzie. Bo wchodzi człowiek na jakikolwiek portal, a tam pod każdym niemal tekstem wrze.
Kiedy związana z Sopotem poetka i autorka licznych tekstów piosenek, Grażyna Orlińska pisała w zamierzchłej, „słusznie minionej” epoce dla Zbigniewa Wodeckiego tekst swojego wielkiego przeboju „Chałupy welcome to”, plaża dla nudystów (niezależnie od otoczki skandalu), stanowiła również pewien sezonowy przejaw buntu (reglamentowanego, ale zawsze) przeciwko polskiej zaściankowości i pruderii. Ale w końcu w tym przypadku pozbawienie się odzienia ograniczone było do określonego, dość wąskiego terytorium, w którym nagość znajdowała swoje uzasadnienie i właściwe miejsce.
Przyjechać do nas biała massa. Rozdać paciorki (i dużo za nie wziąć), pogliglać pod bródką, powiedzieć, jacy jesteśmy ważni i jak nas będzie bronić. Tłum skandował „Wiesław”… przepraszam, „Donald Trump” (sam Donald sugerowałby, że chodzi o Tuska). Lecha Wałęsę i opozycje wybuczano, pewnie i opluto. Jak wynika z wpisów internautów (a zwłaszcza internautek) przemówienie prezydenta USA było tak seksowne, że niektórzy byli bliscy orgazmu. Oto rzeczywistość „dobrej zmiany”. I szkoda czasu na przekonywanie ich do czegokolwiek.
Publiczne spory o festiwal opolski, jego kształt, wykonawców, a nawet poza-opolską lokalizację, wyzwoliły we mnie nostalgię za festiwalem sopockim, którego historia jest nieco dłuższa niż opolskiego i którego… dziś już nie ma.
O 12:30 w czwartek warszawski ratusz poinformował o awarii w elektrociepłowni Żerań. Cała stolica ma problem z dostawą energii elektrycznej. Chwile potem burza. Wczesnopopołudniowe komunikaty: utrudnienia w kursowaniu pociągów, tramwajów, metra.
W ciągu kilku najbliższych tygodni dowiemy się, że podatek od sprzedaży detalicznej ostatecznie poległ (to takie słowo oznaczające śmierć na placu boju, w przeciwieństwie śmierci w katastrofie) W Brukseli. Bruksela to takie miasto, w którym toczą się najcięższe w Europie walki po II wojnie światowej. Odejście w niebyt naszego podatku oznacza, że trzeba będzie szukać rekompensaty za utracone korzyści.
Tym razem bohaterem mojego tekstu będzie najbardziej popularna i rozpoznawalna sopocka ulica, którą na pewno przemierzali wielokrotnie mieszkańcy kurortu i którą musi się przespacerować każdy turysta i gość. Bo też i sopocki Monciak to na pewno najsłynniejszy – obok zakopiańskich Krupówek – polski deptak. Ta ulica (jeszcze nie jako klasyczny deptak), była też jedną z najwcześniej wytyczonych w Sopocie, prowadząc od stacji kolejowej (utworzonej w roku 1870) do najważniejszych miejsc w kurorcie: Domu Zdrojowego, Zakładu Kąpielowego, mola, parków, plaży, licznych hoteli i pensjonatów.
Czerwiec nie jest dobrym miesiącem dla prezesów banków. Najpierw Wojciech Sobieraj, prezes i twórca Alior Banku ogłosił, że nie będzie się ubiegał o to stanowisko w następnej kadencji. Potem jednego dnia przyszły dwie informacje. Rada Nadzorcza Toyota Bank Polska odwołała Piotra Judę ze stanowiska prezesa.
Przyszło mi kiedyś odpowiadać w jakiejś ankiecie na pytanie, czego najbardziej nie lubię w naszym życiu publicznym. Niewiele się namyślając, odpowiedziałem, że „demagogii i krzykaczy, którzy swoim hałaśliwym jazgotem zagłuszają wszystko i wszystkich wokół siebie”. Wyrzuciłem z siebie te stwierdzenia jak ze średniowiecznej katapulty, bez większej refleksji na ten temat. Dopiero później zacząłem się zastanawiać, czy rzeczywiście to demagogia jest tym, co najbardziej dokucza mi w naszej rzeczywistości?
Sezon letni przed nami. Sopocka Marina znów zaczyna tętnić żeglarskim życiem, choć jest to raczej „pogoda dla bogatych”. Można się zastanawiać, czy ta wyjątkowo droga inwestycja przynosi dziś miastu jakiekolwiek wymierne profity czy też raczej generuje dodatkowe koszty, ale chciałbym przypomnieć, iż jednym z głównych argumentów za jej powstaniem była chęć stworzenia nie tylko dodatkowej atrakcji turystycznej, ale i pewnego zabezpieczenia głównej konstrukcji mola przed sztormowymi atakami. Na ile skuteczna okaże się to bariera dla morskiego żywiołu, okaże się zapewne dopiero po kilku latach. Poczekamy, zobaczymy…
To pytanie, zadane przez Jacka Kaczmarskiego w jego, dość gorzkiej w wymowie, piosence, nigdy nie traci na aktualności. Losy moich przyjaciół ze szkolnej sopockiej ławki są – jak patrzę na to dziś z perspektywy czasu – dość typowe dla pokolenia, które dorastało na przełomie lat 60-tych i 70-tych. Emigracja pomarcowa, bezpowrotne zniknięcie z mojego życia kolegów z obco brzmiącymi nazwiskami (Wolf, Vorpahl), migracje zarobkowe za chlebem za ocean, wymuszony okolicznościami wybór wolności, bardziej lub mniej udane powroty, zawiłe losy osobiste. Złamane i bohaterskie życiorysy, klęski i sukcesy, alkohol i narkotyki, które złamały kilka kręgosłupów…
Marzenie Górskiej-Karpińskiej zawdzięczamy już monografię najsłynniejszego sopockiego hotelu. „Grand Hotel” to owoc wieloletnich poszukiwań oraz pasji autorki. Zaowocowała ona już dwiema kolejnymi edycjami najbardziej kompleksowej i niezwykle starannej rekonstrukcji dziejów tego legendarnego już miejsca. Jeśli dziś ktoś chce pisać o historii tego hotelu, nie może pominąć tego opracowania.
Nieśmiertelna „Historia jednej znajomości” spółki Krzysztof Klenczon (muzyka) i Jerzy Kossela (słowa) oraz narodzonych w Sopocie „Czerwonych Gitar” to jeden z największych polskich przebojów wszech czasów, często przypominamy też przez innych wykonawców. Z pewnością utrwala on jednocześnie – jak najbardziej zasłużenie – pewien mit sopockiej plaży. „Szum morza” to zresztą dość wygodny chwyt literacki (czasami nawet wytrych), powracający czasami w tekstach różnych autorów.
Tym razem będzie o długim weekendzie, i to w przestrzeni pozamiejskiej, skoro większość naszych przyjaciół i znajomych jak co roku rusza zazwyczaj z początkiem maja na Kaszuby lub w inne atrakcyjne miejsca, żeby spędzić wolny czas „w pięknych okolicznościach przyrody”.
„Sceny miłosne dla dorosłych” to spektakl, który z założenia ma widza rozbawić. Dlatego jego twórca – Zbigniew Książek (autor m.in. polskich wersji songów musicalu „Notre Dame de Paris”) sięga po sprawdzone klisze, dotyczące stosunków damsko-męskich. Dlatego w tym przedstawieniu „wszyscy faceci to świnie”, żony nie rozumieją swoich mężów, mężowie nie rozmawiają z żonami (zwłaszcza o sprawach intymnych), oschły wykładowca akademicki daje się uwieść słownej grze studentki, psychoterapeuci zajmują się głównie małżeńskimi kryzysami, a zdradzeni mężowie zamieniają się żonami.
„Był prawie dzieckiem, miał 15 lat, gdy w sierpniu 1959 roku w Sopocie, kierując w tym czasie zespołem Rhythm and Blues, usłyszałem go pierwszy raz. Śpiewał swoje cygańskie rock’n’rolle, a mnie wydawało się, że parodiuje Presleya. Ale kiedy w pewnej chwili poczułem na plecach ciarki i ucisk w gardle, wiedziałem, że mam przed sobą olśniewający talent…”
Popularny w latach 50-tych dowcip polityczny na temat marszałka Konstantego Rokossowskiego (który, nie przestając być marszałkiem ZSRR i członkiem KPZR, został mianowany jednocześnie marszałkiem PRL i ministrem w polskim rządzie!) odpowiadał dobitnie na to pytanie: „Ze zdziwienia, że został Polakiem!”. Co wspólnego ma jednak ta dość dwuznaczna postać, która na pewno nie zapisała się dobrze w powojennej historii Polski z Sopotem?
Inowrocław, położony nad Notecią w województwie kujawsko-pomorskim to jedna z najstarszych polskich miejscowości. Nieopodal mieści się legendarne jezioro Gopło, a w czasach starożytnych przebiegał tędy szlak bursztynowy. Istniała tu w tamtym czasie prawdopodobnie najstarsza warzelnia soli. Prawa miejskie pochodzą z roku 1238. Mało kto zdaje sobie sprawę, że właśnie stąd pochodzili dwaj ważni królowie Polski: Władysław Łokietek i Kazimierz Wielki. Patronką miasta jest Królowa Jadwiga, a Władysław Jagiełło właśnie z inowrocławskiego zamku prowadził ostatecznie wygraną „Wielką Wojną” z Zakonem Krzyżackim w roku 1410.
Słuchać i rozumieć klienta, odpowiadać na potrzeby, dostosowywać ofertę… – to slogany mówiące jak blisko potencjalnych odbiorców swoich usług chcą być firmy. Nie lada zagwozdkę mają wielkie korporacje, bo z okien najwyższych pięter biurowców widok ulicy rozmywa się, chodnik przemierza kropka, nie człowiek – każdy z nas.
Obecny rząd jest prawdziwym rekordzistą w ekspresowym tempie uchwalania ustaw, które mają mu pomóc w uzyskaniu coraz większego pola do politycznego działania. Ten w niczym nieuzasadniony pośpiech, naginanie wielu przepisów prawa, budzi wiele kontrowersji nawet u tych, którzy na nich zagłosowali, zmęczeni pasywnością i zwykłym lenistwem koalicji PO-PSL. Podniesienie podatku bankowego od aktywów z poziomu 0,39 proc. rocznie do 0,44 proc. jest krokiem co najmniej zastanawiającym.