Były szef Bazylejskiego Komitetu Nadzoru Bankowego ostrzega Europę
W Unii Europejskiej nasilają się głosy wzywające do złagodzenia wymogów kapitałowych, aby europejskie banki mogły skuteczniej konkurować z instytucjami amerykańskimi i brytyjskimi oraz zwiększyć finansowanie małych firm, inwestycji i mieszkań.
Maria Luís Albuquerque, unijna komisarz do spraw usług finansowych, zapowiedziała poszukiwanie rozwiązania najlepszego dla europejskiej gospodarki, wskazując, że inne kraje nie wdrażają reform bazylejskich.
Zupełnie inaczej ocenia ten pomysł Neil Esho, były sekretarz generalny Bazylejskiego Komitetu Nadzoru Bankowego, który w końcu marca ’26 przeszedł na emeryturę.
W rozmowie z Bloombergiem ostrzegł, że rezygnacja Unii z tak zwanego output floor byłaby „katastrofą”. Jego zdaniem właśnie ten mechanizm stanowi istotę końcowej części pakietu Bazylea III, przygotowanego po globalnym kryzysie finansowym z 2008 roku.
Output floor
Output floor ma uniemożliwić bankom nadmierne obniżanie wymogów kapitałowych za pomocą własnych modeli szacowania ryzyka. Modele te mogą dawać wyniki znacznie korzystniejsze od metody standardowej, a tym samym pozwalać bankom utrzymywać mniej kapitału zabezpieczającego potencjalne straty.
Regulacja ustanawia więc dolną granicę – wymóg wyliczony przez bank nie może być niższy niż 72,5% wymogu wynikającego ze standardowej metody bazylejskiej. To zabezpieczenie przed manipulowaniem parametrami oraz niedoszacowaniem ryzyka.
Stany Zjednoczone postanowiły nie stosować output floor, lecz – jak zauważa Neil Esho – nie jest to argument uzasadniający podobną decyzję Europy. Amerykańskie banki nie używają bowiem modeli wewnętrznych do obliczania ryzyka kredytowego w takim zakresie jak banki europejskie. Skutki rezygnacji z mechanizmu byłyby zatem po obu stronach Atlantyku odmienne.
Czytaj także: Claudia Buch za szybszym wdrażaniem zasad Bazylea III
Niebezpieczne dla klientów banków i podatników łagodzenie regulacji
Neil Esho mówi o wyścigu między decydentami USA i Europy, które stopniowo osłabiają oddziaływanie Bazylei III. Nie nazywa go jeszcze wyścigiem na dno, ale ostrzega przed kumulacją pozornie niewielkich ustępstw. Każde z osobna może wyglądać niewinnie, lecz razem mogą istotnie zmniejszyć odporność systemu bankowego.
Były szef bazylejskiego organu wskazuje również na coraz silniejszą presję polityczną. Rządy desperacko poszukują wzrostu gospodarczego i próbują go pobudzać przez łagodzenie regulacji oraz nadzoru.
W Stanach Zjednoczonych ograniczono zatrudnienie w najważniejszych organach nadzorczych i zmniejszono intensywność kontroli. Neil Esho podkreśla jednak, że nie można obarczać odpowiedzialnością wyłącznie administracji Donalda Trumpa. Inne państwa mogą przecież utrzymać uzgodnione standardy.
Ostrzeżenie jest jasne – krótkoterminowej poprawy konkurencyjności nie wolno kupować kosztem zabezpieczeń stworzonych po poprzednim kryzysie. Gdy banki utrzymują zbyt mało kapitału, koszty ich błędów ostatecznie mogą zostać przerzucone na klientów, gospodarkę i podatników podczas kolejnego kryzysu.
