Perska puszka Pandory
Wenezuela, Grenlandia (tu przynajmniej na razie obyło się bez interwencji), a teraz Iran i Bliski Wschód – wydarzeniami zaledwie pierwszych trzech miesięcy tego roku można by wypełnić niejeden „nudny rok”. Konflikt na Bliskim Wschodzie to jednak zupełnie inny kaliber światowych problemów. Od początku marca gwałtowny wzrost cen ropy zaczął złowrogo przypominać doświadczenia początku 2022 r., kiedy atak Rosji na Ukrainę wpędził Europę w inflacyjną spiralę.
Jak wskazują eksperci ING Think, obecna sytuacja stawia przed bankami centralnymi nowy dylemat, choć aktualne warunki znacząco różnią się od tych sprzed czterech lat. „Po pierwsze, w 2022 r. Europa musiała nagle uniezależnić się od kluczowego dostawcy energii, jakim była Rosja, borykając się zarówno z kryzysem cenowym, jak i podażowym. Tym razem jest to głównie kryzys cenowy, ponieważ Europa zdywersyfikowała swoich dostawców” – zauważają.
Dodatkowo, jak podkreślają, rynki korzystały wówczas z dodatkowego wsparcia w postaci pandemicznych programów fiskalnych, które szybko przekształciły się w pomoc publiczną mającą na celu obniżenie kosztów energii dla gospodarstw domowych i przedsiębiorstw. „W 2022 r. szok cenowy na rynku energii łatwiej przerodził się w spiralę inflacyjną, ponieważ rządy dolały oliwy do ognia, wywołując klasyczną spiralę cenowo-płacową. W obecnej sytuacji rządy są mniej chętne do absorbcji wyższych kosztów energii ze względu na ograniczone możliwości budżetowe” – wskazują analitycy ING Think. Mimo nieco innego otoczenia geoekonomicznego wciąż brak powodów do większego optymizmu, ponieważ skutki konfliktu na Bliskim Wschodzie zdążyły już wstrząsnąć łańcuchami dostaw całego świata. Pozostaje pytanie jak głęboki będzie to wstrząs.
Dobre karty do gry
Przez Cieśninę Ormuz przepływa ok. 25% światowej ropy naftowej i 20% skroplonego gazu ziemnego, których eksport z dnia na dzień został praktycznie wstrzymany. Jak wskazują eksperci Międzynarodowego Funduszu Walutowego nawet w przypadku zawieszenia konfliktu (stan aktualny w momencie pisania artykułu, 13 kwietnia) negatywne skutki kryzysu będą odczuwalne znacznie dłużej. „Nawet po wznowieniu tranzytu wyższe premie za ryzyko i niepewność mogą hamować inwestycje i wzrost gospodarczy. […] Jeśli napięcia będą się utrzymywać, koszt energii pozostanie wysoki, a inflacja okaże się trudna do opanowania” – podkreślają.

Wojna zmienia również łańcuchy dostaw surowców nieenergetycznych oraz kluczowych komponentów. Zmiana tras tankowców i kontenerowców powoduje wzrost kosztów frachtu i jego ubezpieczenia oraz wydłuża czas dostaw. Inną niepokojącą kwestią są zakłócenia w dostawach nawozów, z których ok. jedna trzecia przechodzi przez Cieśninę Ormuz, co z kolei naraża mieszkańców krajów o niskich dochodach na wzrost cen żywności. „Każdy gwałtowny wzrost cen nawozów, a co za tym idzie żywności, jest nie tylko problemem gospodarczym, ale także społeczno-politycznym” – zauważają eksperci MFW.
Jak wyliczają, z regionu Zatoki Perskiej pochodzi także znaczna część światowych zasobów helu, wykorzystywanego w szerokiej gamie produktów, od półprzewodników po urządzenia do obrazowania medycznego. „Indonezja, która dostarcza około połowy światowego niklu – kluczowego składnika akumulatorów do pojazdów elektrycznych – może stanąć w obliczu niedoboru siarki potrzebnej do przetwarzania tego metalu” – dodają. Złożoność handlu opartego na Cieśninie Ormuz pokazuje ogromną skalę jej wpływu na globalną gospodarkę. Z tej to siły irański reżim chce czerpać coraz większymi garściami.
Azjatycki kłopot – globalny koszt
Większość transportowanych przez cieśninę ropy i gazu trafia do odbiorców z Azji. Jak wskazują eksperci Deloitte, w 2024 r. 91% całkowitego importu ropy do Japonii (pod względem wielkości) pochodziło z trzech zaledwie krajów Bliskiego Wschodu – Arabii Saudyjskiej, Zjednoczonych Emiratów Arabskich i Kuwejtu. Podobnie jest z dostawami gazu ziemnego z Kataru do Indii, które stanowiły 41% całego krajowego importu.
Azjatyccy nabywcy mają możliwość zwiększenia importu od innych producentów, takich jak Stany Zjednoczone, Australia, Kanada czy Rosja, jednakże może okazać się to kosztownym procesem. „Jeśli łańcuchy dostaw zostaną przeniesione z Bliskiego Wschodu na kontynent amerykański, kraje azjatyckie mogą stanąć w obliczu wyższych kosztów transportu, co z kolei przełoży się na koszty azjatyckiej produkcji” – podkreślają analitycy Deloitte.
Istotnym aspektem jest również wpływ konfliktu na produkcję półprzewodników, która oparta jest m.in. na helu i LNG importowanych z Bliskiego Wschodu. „Ograniczenia podaży komponentów wykorzystywanych do produkcji chipów do sztucznej inteligencji mogą mieć niepokojący wpływ na kształt inflacji w USA oraz w innych rozwiniętych gospodarkach” – zauważają eksperci z Oxford Economics.
Czy będzie drożej?
Należy zatem wrócić do pytania jaki ostatecznie wpływ będzie miał bliskowschodni konflikt na globalną gospodarkę. Jak wskazują analitycy brytyjskiego think tanku Chatham House, skala oddziaływania na poszczególne kraje będzie niezwykle nierównomierna, ale ekonomiczne konsekwencje zależą głównie od trzech czynników: czy dany kraj jest netto importerem, czy eksporterem energii; jak duży i trwały okaże się wzrost cen; oraz jak rządy, gospodarstwa domowe i przedsiębiorstwa zareagują na zmianę dochodów.
„Najwięcej na wyższych cenach energii zyskają takie kraje, jak Norwegia, Rosja i Kanada. Z kolei na drugim krańcu spektrum znajdują się gospodarki, w których import energii stanowi znaczną część PKB. Do tej grupy należą m.in. Korea Południowa, Tajwan, Japonia, Indie i Chiny, a także większość gospodarek europejskich, w tym Francja, Niemcy i Wielka Brytania” – wskazują eksperci. I dodają, że w przypadku krótkiego wstrząsu wzrost inflacji może oscylować w granicach 0,5 p.p. w stosunku do prognoz bazowych. W bardziej pesymistycznym scenariuszu, czyli wzrostu i utrzymywania się ceny ropy na poziomie 130 dolarów za baryłkę wpływ na inflację i wzrost gospodarczy byłby znacznie silniej odczuwalny.
„Gospodarka strefy euro prawdopodobnie skurczyłaby się w drugim kwartale, z kolei gospodarka Stanów Zjednoczonych poradziłaby sobie lepiej, mimo to odnotowując spowolnienie wzrostu. […] Pomimo słabszych perspektyw wzrostu gospodarczego towarzyszący mu wzrost inflacji prawdopodobnie zmusiłby banki centralne do zmiany polityki. Rezerwa Federalna mogłaby zrezygnować z obniżek stóp procentowych, podczas gdy Europejski Bank Centralny mógłby podjąć decyzję o podwyższeniu stóp procentowych” – przewidują analitycy Chatham House. Zauważają jednak, że nawet w tym przypadku skala wstrząsu byłaby mniejsza niż ta, która nastąpiła po inwazji Rosji na Ukrainę w 2022 r. „Obecny konflikt, o ile nie ulegnie dramatycznej eskalacji, raczej nie spowoduje wprowadzenia przez rządy pakietów ratunkowych na dużą skalę” – podsumowują.
(nie)wielkie konsekwencje
Z ekonomicznego punktu widzenia skutki, choć realne, będą prawdopodobnie nierównomierne i w większości scenariuszy możliwe do opanowania. Jeśli gwałtowny wzrost cen energii okaże się przejściowy, światowa gospodarka może przełknąć wstrząs z mniejszymi zakłóceniami niż wielu się obawia. Niezależnie od tego czy czytając ten artykuł znajdują się Państwo w realiach konfliktu, zawieszenia broni czy też pełnego rozejmu (mam nadzieję!), globalny wpływ ataku już jest nieunikniony – znakiem zapytania pozostaje jedynie jego skala.
Warto zajrzeć
- ING Think, War in the Middle East takes hold of the global economy, marzec 2026 https://think.ing.com
- Międzynarodowy Fundusz Walutowy, How the War in the Middle East Is Affecting Energy, Trade, and Finance, marzec 2026 https://www.imf.org
- Deloitte, The Middle East conflict begins to cast a shadow on the global economy, marzec 2026 https://www.deloitte.com
- Chatham House, How will the Iran war affect the global economy?, marzec 2026 https://www.chathamhouse.org