Europa na łasce Ameryki

Europa na łasce Ameryki
Fot. Vladimir Kazakov/stock.adobe.com
Gdy Stany Zjednoczone nałożyły szeroko zakrojone sankcje finansowe na Iran, a później na Rosję, ich skutki wykraczały daleko poza geopolitykę. Banki zostały odcięte od systemów rozliczeniowych, transakcje zamarły, a całe gospodarki niemal natychmiast odczuły wstrząs. Kontrola nad globalnym systemem finansowym jest jedną z najskuteczniejszych broni w niemilitarnym arsenale USA. Problem w tym, że równie łatwo jak w autorytarne reżimy może ona zostać wycelowana w europejskie demokracje.

O ile finansowe sankcje na Iran czy Rosję nie budzą w Europie większych kontrowersji, to historia Francuza Nicolasa Guillou wywołuje sprzeciw. Guillou jest sędzią Międzynarodowego Trybunału Karnego i od sierpnia ub.r. został objęty sankcjami przez administrację USA kierowaną przez Donalda Trumpa. Głównym powodem było wydanie nakazu aresztowania premiera Izraela Benjamina Netanjahu i byłego ministra obrony Yoava Gallanta. Sędzia wraz z kolegami z pracy został wciągnięty na czarną listę Biura Kontroli Aktywów Finansowych Departamentu Skarbu USA, gdzie jego nazwisko zostało zapisane obok handalrzy narkotyków, terrorystów, ale także Franceski Albanese, specjalnej sprawozdawczyni ONZ ds. okupowanych terytoriów palestyńskich. Co łączy światowej klasy przestępców z czołowymi urzędnikami organizacji międzynarodowych? Ich  działalność podobno szkodzi interesom Stanów Zjednoczonych.

Wszechwładny departament

W praktyce wystarczy arbitralna decyzja Departamentu Skarbu USA, by mieszkaniec Europy (i większości państw na świecie) znalazł się poza marginesem systemu finansowego. Jak to możliwe? Wciągnięcie na listę oznacza automatyczne wykluczenie z korzystania z amerykańskich usług finansowych, takich jak PayPay, Apple Pay, Google Wallet, Visa, Mastercard czy American Express. W praktyce konsekwencje są jednak znacznie poważniejsze, bo całkowicie odcinają również od europejskich banków. Prowadzenie konta czy innych usług finansowych osobom z listy SDN OFAC zostałoby przez władze USA uznane za próbę obejścia sankcji i oznaczałoby odcięcie wszystkich klientów danego banku od systemu SWIFT oraz amerykańskich kart płatniczych. Dla każdego europejskiego banku byłby to wyrok śmierci.

Dlatego dziś w europejskich instytucjach, bankach centralnych i sektorze finansowym coraz wyraźniej wybrzmiewa debata o reformie systemu. Jej sedno sprowadza się do jednego pytania: jak Europa może ograniczyć swoją zależność od Stanów Zjednoczonych w obszarze finansów i płatności, nie prowadząc jednocześnie do fragmentacji własnego rynku?

System, którego Europa nie kontroluje

Dominacja Stanów Zjednoczonych w globalnych finansach opiera się na kilku filarach. Dolar pozostaje główną walutą rezerwową świata, stanowiąc fundament handlu, inwestycji i rezerw banków centralnych. Jednocześnie znaczna część infrastruktury umożliwiającej realizację transakcji, od systemów rozliczeń dolarowych po sieci płatnicze, działa w oparciu o amerykańską jurysdykcję lub pozostaje pod jej wpływem.

Ma to bardzo konkretne konsekwencje. Amerykańskie sankcje często mają charakter eksterytorialny, co oznacza, że europejskie firmy bywają zmuszone do ich przestrzegania nawet wtedy, gdy polityka Unii Europejskiej jest odmienna. Przykład Iranu jest tu modelowy: mimo politycznego wsparcia ze strony Brukseli dla utrzymania relacji gospodarczych po zawarciu porozumienia nuklearnego, wiele europejskich przedsiębiorstw wycofało się z rynku, obawiając się utraty dostępu do systemu finansowego USA. Z kolei europejska inicjatywa INSTEX, wymyślona po to, by rozliczać transakcje z Iranem poza systemem dolarowym, została zamknięta po trzech latach działania i przeprowadzeniu… tylko jednej transakcji.

Problem narasta od dawna, a Europa znajduje się zresztą między młotem a kowadłem. Już kilka lat temu Mark Leonard z Europejskiej Rady Stosunków Międzynarodowych ostrzegał, że zarówno USA, jak i Chiny łączą geoekonomię z geopolityką.

Droga Europy do suwerenności finansowej pozostaje niepewna. Jedną z głównych barier jest brak pełnej integracji. Choć Unia Europejska tworzy jednolity rynek, jej systemy finansowe nadal są silnie uwarunkowane przez regulacje krajowe, struktury bankowe i preferencje konsumentów. Postępy w budowie unii rynków kapitałowych są powolne, co ogranicza skalę działania europejskich instytucji finansowych.

„Chiny strategicznie wykorzystują inwestycje, manipulując rynkami za pomocą państwa i podważając głos Unii Europejskiej na arenie międzynarodowej poprzez celowe osłabianie instytucji wielostronnych i podważanie pozycji UE w krajach trzecich. Ale Ameryka również coraz bardziej upolitycznia to, co kiedyś uważaliśmy za globalne dobra publiczne: amerykański system finansowy, SWIFT, Światową Organizację Handlu, internet i Międzynarodowy Fundusz Walutowy. Zamiast stanowić barierę dla konfliktów, współzależność będzie coraz częściej wykorzystywana jako broń” – pisał w raporcie „Defending Europe’s Economic Sovereignty”.

Dodatkową warstwę zależności stanowią systemy płatnicze. Znaczna część transakcji kartowych w Europie jest obsługiwana przez amerykańskie firmy, takie jak Visa i Mastercard. Równocześnie rośnie rola cyfrowych portfeli i platform płatniczych kontrolowanych przez amerykańskie koncerny technologiczne. W efekcie nawet transakcje realizowane wyłącznie w Europie mogą opierać się na infrastrukturze znajdującej się poza jej kontrolą.

„W ostatnich latach systemy płatności stały się potężnym narzędziem politycznym. Stany Zjednoczone wykorzystały swoją kontrolę nad różnymi infrastrukturami płatniczymi – w tym centralną rolę amerykańskich instytucji finansowych w sieci bankowości korespondencyjnej oraz wpływy w systemie SWIFT – aby zagrozić swoim przeciwnikom wykluczeniem z dużych obszarów globalnego systemu finansowego” – ocenia Greg Brownstein z Uniwersytetu George’a Washingtona. „Te dramatyczne wydarzenia podkreślają fakt, że systemy płatności nie są geopolitycznie neutralnymi infrastrukturami, lecz ważnymi strategicznymi aktywami w świecie narastających napięć politycznych” – dodaje.

W warunkach rosnących napięć geopolitycznych coraz częściej zależność od amerykańskiego systemu finansowego postrzega się nie tylko jako efekt rynkowy, lecz jako strategiczną słabość.

Steven Everts z EU Institute for Security Studies niedawno w swoim artykule podkreślił, że Europa jako silnie włączona w amerykański system jest bardziej narażona na skutki nieprzewidzialnej polityki administracji Donalda Trumpa. Zwrócił też uwagę, że na świecie widać coraz silniejszy opór przeciwko amerykańskiej finansowej dominacji.

„Spójrzcie, co robią inni. Większość handlu między krajami BRICS nie jest już rozliczana w dolarach, ale w walutach lokalnych. Arabia Saudyjska sprzedaje teraz jedną czwartą swojej ropy do Chin w juanach, a nie w dolarach. Co ważniejsze, kraje te budują równoległą infrastrukturę. Tworzą alternatywne systemy płatności poza systemem SWIFT. Banki rozwoju wyłaniają się jako substytuty dla Międzynarodowego Funduszu Walutowego i Banku Światowego. Rozwijają się giełdy towarowe, na których ropą naftową, złotem i zbożem handluje się w lokalnych walutach” – wylicza Everts.

Czy Europa może zastąpić amerykańskie karty?

Parafrazując słynne słowa Donalda Trumpa skierowane do Wołodymyra Żełenskiego w Gabinecie Owalnym, można powiedzieć, że w Europa „nie ma kart”, by przełamać hegemonię finansową USA. Dominacja operatorów zza oceanu w segmencie płatności (kartowych i nie tylko) jest ogromna, a inicjatywy mające zmienić ten stan rzeczy są albo na wczesnym etapie, albo mają ograniczony charakter.

Unia Europejska oraz największe banki pracują co prawda nad ambitnym projektem: stworzeniem paneuropejskiego systemu płatności zdolnego konkurować z globalnymi gigantami. European Payments Initiative (EPI) rozwija rozwiązanie o nazwie Wero, które ma oferować natychmiastowe płatności, portfel cyfrowy i funkcjonalności zbliżone do kart płatniczych w całej strefie euro.

W założeniu projekt ten mógłby stać się europejską alternatywą dla Visy i Mastercarda, wzmacniając odporność i autonomię regionu.

Dominacja Stanów Zjednoczonych w globalnych finansach opiera się na kilku filarach. Dolar pozostaje główną walutą rezerwową świata, stanowiąc fundament handlu, inwestycji i rezerw banków centralnych. Jednocześnie znaczna część infrastruktury umożliwiającej realizację transakcji, od systemów rozliczeń dolarowych po sieci płatnicze, działa w oparciu o amerykańską jurysdykcję lub pozostaje pod jej wpływem.

W praktyce jego realizacja napotyka trudności. Część banków wycofała się z projektu, wskazując na koszty i rozbieżne priorytety. Pozostali uczestnicy podkreślają natomiast skalę wyzwań związanych z koordynacją działań w wielu krajach o różnych regulacjach i strukturach rynku. Problem ma więc nie tylko wymiar technologiczny, lecz także polityczny i ekonomiczny.

Przykładem innego podejścia jest inicjatywa EuroPA (European Payments Alliance), która zakłada integrację istniejących krajowych systemów płatności jak BLIK, Bizum czy MB Way. Jej celem jest umożliwienie użytkownikom w różnych krajach dokonywania płatności przy użyciu znanych narzędzi, np. numeru telefonu, bez konieczności korzystania z globalnych pośredników.

Pierwsze projekty pilotażowe już przetestowały takie rozwiązania w praktyce. Jeśli inicjatywa zostanie rozwinięta, może stworzyć efekt sieciowy. przekształcając zbiór krajowych systemów w szerszy europejski ekosystem.

Dlaczego Europa wciąż pozostaje w tyle

Mimo rosnącej świadomości problemu droga Europy do suwerenności finansowej pozostaje niepewna. Jedną z głównych barier jest brak pełnej integracji. Choć Unia Europejska tworzy jednolity rynek, jej systemy finansowe nadal są silnie uwarunkowane przez regulacje krajowe, struktury bankowe i preferencje konsumentów. Postępy w budowie unii rynków kapitałowych są powolne, co ogranicza skalę działania europejskich instytucji finansowych.

Drugim czynnikiem jest inercja. Obecne systemy, zwłaszcza globalne sieci kartowe, są głęboko zakorzenione i cieszą się zaufaniem użytkowników. Ich zastąpienie lub nawet częściowe uzupełnienie wymaga znacznych inwestycji i szerokiej koordynacji.

Istotną rolę odgrywają również bodźce ekonomiczne. Dla wielu podmiotów obecny model funkcjonuje wystarczająco dobrze, a związane z nim ryzyka mają charakter długoterminowy i rozproszony, co utrudnia uzasadnienie natychmiastowych zmian.

Dążenie do suwerenności finansowej w Europie dopiero się rozpoczyna. Inicjatywy takie jak BLIK, EuroPA czy Wero pokazują rosnącą świadomość, że kontrola nad systemami płatności i infrastrukturą finansową ma znaczenie nie tylko gospodarcze, ale również strategiczne.

Droga do realnej niezależności będzie jednak długa. Wymaga nie tylko nowych technologii, lecz także głębszej integracji, woli politycznej i konsekwentnych inwestycji. Europa nauczyła się już budować własne systemy. Teraz musi nauczyć się je łączyć i w ten sposób na nowo określić swoją rolę w globalnym porządku finansowym.

Źródło: Miesięcznik Finansowy BANK