Dobrego prawa mieszek wart więcej niż worek przeciętnego

Dobrego prawa mieszek wart więcej niż worek przeciętnego
Fot. stock.adobe.com / Generative AI
Niespecjalnie dobrze dzieje się w polskiej gospodarce, ale coś niezłego wykluwa się być może w jej okolicach. Po raz pierwszy (i nareszcie) w 2025 r. spadła objętość nowych aktów prawnych uchwalanych przez sejm i ordynowanych przez rząd. W minionym roku uchwalono ledwo 12,5 tys. stron ustaw i rozporządzeń i pod tym względem był to rok najgorszy, czyli najlepszy, od bez mała dwóch dekad, pisze Jan Cipiur.

Wiadomo to dzięki poznańskiej firmie audytorskiej Grant Thornton, która już od 12 lat dekady analizuje procesy legislacyjne w Polsce i ogłasza wyniki w formie „Barometrów prawa”. Swoją drogą mało u nas przykładów takiej solidności i wytrwałości w działaniu.

Prawo nie jest lekiem na całe zło, zwłaszcza jeśli przedzierać się trzeba przez jego kolczasty gąszcz. Niepohamowany przyrost przepisów porównać można do pochłaniania junk food i narastaniem od tego kałdunów utrudniających jakąkolwiek aktywność.  

Już jedynie 14 proc. ustaw z 2025 roku zostało uchwalonych w wyniku inicjatyw poselskich lub senackich, a zatem z pominięciem konsultacji społecznych i wbrew zasadzie „nihil novi sine communi consensu” uchwalonej 500 lat temu (1505 r.) w Radomiu, znanej w słowach „nic nowego bez nas”.

W 2025 roku średni czas pracą nad statystyczną ustawą wyniósł 98 dni. W 2000 roku było to 201 dni. Znowu trzeba podkreślić, że rząd i posłowie są w stanowieniu prawa jak sprinterzy, a trzeba nam maratończyków.

Polecam lekturę pełnego raportu Barometr Prawa – analiza stabilności otoczenia prawnego w polskiej gospodarcas – edycja 12, ale najpierw jeszcze dwa wątki.

Nieustająco aktualny problem uproszczenie języka prawnego

Zgodnie z postulatami kręgów gospodarczych wydłuża się co nieco okres vacatio legis, czyli czas od publikacji aktu prawnego do jego wejścia w życie, ale nadal jest zbyt krótki.

Po raz pierwszy autorzy zmierzyli się z pomiarem hermetyczności języka prawa. Użyli tzw. wskaźnika nominalności, wg którego wiele rzeczowników w jednym zdaniu czyni je mniej czytelnym. Przykładowo: dla zdania „Spłonęła stodoła” współczynnik nominalności wynosi 1, a dla zdania „Ustawa wchodzi w życie – 2.

Od kilku lat wskaźnik nominalności ustaw wynosi 8-9, ale dla rozporządzeń ok. 11. Tu komentarzyk – bardzo wielu prawników twierdzi, że uproszczenie języka prawnego jest niewskazane, ponieważ oni wiedzą przecież o co chodzi.

Nie w pełni zgadzam się z oceną, że wiedzą, bo skąd np. zalew sprzecznych interpretacji. Ale przede wszystkim prawo jest dla ludzi, a nie dla uczonych w słowie, więc można je pisać bardziej przystępnym językiem bez obrazy zasad.

Polecam lekturę pełnego raportu Barometr Prawa – analiza stabilności otoczenia prawnego w polskiej gospodarce – edycja 12. Naprawdę warto – jak to mówią.

Uwagi członków Komisji Ustawodawczej Senatu RP nt. tworzenia nowego prawa

Tegoroczny Barometr ujrzał światło dzienne na ul. Wiejskiej w Warszawie podczas „posiedzenia seminaryjnego” Komisji Ustawodawczej Senatu RP. Coś takiego chyba się jeszcze nie zdarzyło.

Dowiedzieliśmy się, że Komisja kibicuje sprawie. Barometr uzyskał też wsparcie polskiej odnogi oenzetowskiej agendy UN Global Compact Network Poland oraz Centrum Transferu Wiedzy Know-How Hub. Jak mawiali Lwowiacy, a ja za nimi: Drżyjcie kauzyperdy!, bo po jasnej stronie coraz większe siły.

Jak to podczas seminarium, odbyła się wymiana poglądów. Była jednostronna, ponieważ nikt nie był przeciw ustaleniom, tezom i postulatom zawartym w raporcie, chociaż oceny różniły się odcieniami.

Na tle tzw. deregulacji podsekretarz stanu w KPRM Karol Grzybowski podkreślił zmiany w próbach zapobiegania narastania liczby i objętości aktów w obrocie prawnym. Słusznie zaznaczył, że postulat „one-in, one-out”, czyli usuwania innego aktu po wejściu w życie świeżego – ma duże mankamenty.  

Zamiast niej w rządowych pracach legislacyjnych wdrożona została reguła równowagi obowiązków oznaczająca likwidację innego obowiązku wraz z uchwaleniem nowego.

Małgorzata Samborska – doradca podatkowy i partner w Grant Thornton podzieliła się przykładem szwajcarskiego przedsiębiorcy, który zauważył, że firmie w Zurychu zatrudnia jedynie 3 księgowych, a w bardzo podobnej w Polsce – 10. Uzyskał odpowiedź, że rozsadnikiem kosztów są u nas rozbuchane obowiązki sprawozdawcze.

Czym jest mydlące oczy „placebo legislacyjne” wyjaśniła dr Anna Hlebicka-Józefowicz, partner w kancelarii Domański Zakrzewski Palinka. Mamy z nim do czynienia, kiedy (1) przepisy są tworzone w innym celu niż ich „cel oficjalny” ogłoszony jako rozwiązanie problemu regulacyjnego, którego formalnie dotyczą, jeśli (2) prawdziwym celem interwencji legislacyjnej jest efekt polityczny, wywołanie wrażenia sprawczości, gdy (3) chodzi  o stworzenie wrażenia, że dany problem społeczny został rozwiązany dzięki „efektownej” interwencji prawodawcy, choć nie taki był jej prawdziwy cel.

Przykłady znaleźć można w obszernej książce prof. UJ Mateusza Stępnia pt. „Zarys koncepcji placebo legislacyjnego”  W praktyce placebo legislacyjne to m.in. ustawy „zaostrzające kary” bez zmian w praktyce sądowej, ustawy „jednego wydarzenia” w reakcji na tumult medialny, regulacje bez organu, który miałby je egzekwować, ustawy tworzące instytucje bez budżetu lub kompetencji…

Podczas posiedzenia poruszyłem sprawę przeglądów prawa po np. trzech latach od wejścia w życie danego aktu prawnego. Otrzymałem zapewnienie, że dokonuje się tego w ramach „Ocen Skutków Regulacji”.

Wprawdzie tylko ktoś bez dużego bagażu doświadczeń postulowałby wprowadzenie ostrego reżimu prawnego w tej kwestii, ponieważ byłby to jeszcze jeden przykład placebo, ale jakaś formalizacja byłaby w interesie społecznym i państwowym.

Czytaj także: AI ułatwia prawnikom nadążanie za lawiną zmian przepisów

W miarę dobrym sposobem na przerost prawa i jego przewietrzanie jest kodyfikacja. Przewodnicząca sejmowej komisji nadzwyczajnej ds. zmian w kodyfikacjach pos. Barbara Dolniak wskazała, że z natury rzeczy kodyfikacja musi trwać długo.

Można się z tym zgodzić, ale należy też podpowiedzieć, że świetnym narzędziem kodyfikacyjnym i służącym jednocześnie do wychwytywania nakładających się, sprzecznych, wadliwych, czy w ogóle niepotrzebnych przepisów, są się modele sztucznej inteligencji, zwłaszcza te najbardziej zaawansowane. Trzeba je wreszcie i u nas zaprząc do kieratu legislacyjnego.

  

Jan Cipiur
Jan Cipiur, dziennikarz i redaktor z ponad 40-letnim stażem. Zaczynał w PAP, gdzie po 1989 r. stworzył pierwszą redakcję ekonomiczną. Twórca serwisów dla biznesu w agencji BOSS. Obecnie publikuje m.in. w Obserwatorze Finansowym. Jest członkiem Towarzystwa Ekonomistów Polskich (TEP).
Źródło: Portal Finansowy BANK.pl