Pomoże KPO, ale czy Niemcy nam pomogą?
A jakie będzie pierwsze jego półrocze? Zdaniem Marty Petka-Zagajewskiej, dyrektor Biura Analiz Makroekonomicznych PKO Banku Polskiego, dobre dane ze sfery realnej za grudzień 2025 r., gdzie zarówno produkcja przemysłowa, jak i budowlana wzrosły znacząco silniej od prognoz, dają doskonały wstęp do korzystnych wyników gospodarki, które powinien przynieść obecny rok, a zwłaszcza pierwsze sześć miesięcy.
– Po pierwsze, początek roku powinien przynieść dalszy spadek inflacji, do ok. 2%, licząc rok do roku, a w niektórych miesiącach nawet nieznacznie poniżej tego poziomu. Niższej inflacji sprzyjać będą korzystne ceny żywności, będące m.in. efektem dobrych ubiegłorocznych zbiorów, dalsze hamowanie dynamiki cen energii i obniżanie się inflacji bazowej. Niska inflacja poprawia nastroje konsumentów, ułatwia planowanie finansowe i… daje przestrzeń do obniżek stóp procentowych. Na kolejne ruchy Rady Polityki Pieniężnej raczej nie będziemy musieli długo czekać. Wprawdzie w styczniu stóp nie zmieniła, ale towarzysząca decyzji konferencja dawno nie miała tak gołębiej wymowy i wyraźnie wskazywała, że w Radzie apetyt na dalsze obniżki stóp jest. To kolejny impuls wspierający nastroje konsumentów i firm – uważa dyrektor Biura Analiz Makroekonomicznych PKO Banku Polskiego.
Zdaniem Adama Antoniaka, starszego ekonomisty w ING Banku Śląskim, dynamiczny wzrost gospodarczy będzie się odbywał właśnie w warunkach niskiej inflacji. – Szacujemy, że na początku 2026 r. tempo wzrostu cen konsumpcyjnych obniży się w okolice 2% rok do roku i przez niemal cały rok inflacja CPI będzie poniżej celu Narodowego Banku Polskiego na poziomie 2,5%. W takich warunkach RPP nadal ma przestrzeń do obniżek stóp procentowych. Spodziewamy się, że pauza w łagodzeniu polityki pieniężnej potrwa do marca, a niższa ścieżka inflacji w nowej projekcji banku centralnego skłoni Radę do kolejnego cięcia stóp. W całym roku możemy mieć do czynienia z trzema obniżkami o 25 p.b., co oznacza, że docelowo stopa referencyjna powinna się obniżyć do 3,25% – powiedział.
Zdaniem dr. Marcina Mrowca, głównego ekonomisty w Grant Thornton, w drugiej połowie roku czeka nas prawdopodobnie dryf wskaźnika inflacji w stronę 3%, ale wciąż będą to poziomy znacznie niższe niż w latach poprzednich.
Według Sławomira Bąka, dyrektora zarządzającego ds. oceny ryzyka i likwidacji szkód w Allianz Trade Polska, warto jeszcze zwracać uwagę na inflację bazową w sferze usług – istnieją obawy, iż nie powiedziała ona ostatniego słowa, co także może powstrzymywać NBP przed dalszymi obniżkami stóp procentowych.
Wzrost PKB będzie bliżej 4%, ale to KPO pomoże
– Pierwsza połowa 2026 r. powinna upływać pod znakiem solidnej koniunktury. Grudniowe dane sugerują, że wzrost gospodarczy zaczyna nabierać coraz szerszego charakteru, a wzrost wartości dodanej w usługach powinien być dodatkowo wsparty poprawą aktywności w przemyśle i budownictwie, chociaż ta ostania gałąź gospodarki będzie miała trudny początek roku z uwagi na warunki pogodowe. Wzrost PKB w pierwszej połowie br. może dobijać do 4% rok do roku przy poprawie aktywności inwestycyjnej i wciąż dynamicznie rosnącej konsumpcji. Inwestycjom będzie sprzyjał napływ środków z UE (w tym z KPO) oraz spadek stóp procentowych. Pomimo hamowania wzrostu realnych dochodów do dyspozycji, konsumpcję będą podtrzymywały nagromadzone wcześniej przez gospodarstwa domowe oszczędności – sądzi Adam Antoniak.
Michał Stajniak, wicedyrektor Działu Analiz TB, uważa, że polska gospodarka wciąż pokazuje sporą odporność na globalne geopolityczne zawirowania, co powoduje utrzymującą się sporą siłę polskiego złotego. – Choć zadłużenie Polski pozostaje duże, wysoka dynamika wzrostu gospodarczego pozwala na dalsze zaciąganie długu, który nie jest postrzegany ryzykownie przez międzynarodowe rynki finansowe. Oczekuje się, że wzrost gospodarczy w 2026 r. może przyspieszyć i sięgnąć zakresu 3,5-3,7%, co powoduje, że Polska stanie się jednym z liderów wzrostów w Europie i ugruntuje swoją „nieoficjalną” pozycję w G20, czyli w grupie 20. największych gospodarek na świecie. Jednym z motorów napędowych mają być inwestycje publiczne, wspierane wspomnianym wcześniej długiem – powiedział nam.
KPO lekarstwem na inwestycje w Polsce i wsparciem dla PKB
– Od trzeciego kwartału 2025 r. obserwujemy wyraźną intensyfikację przepływu środków z KPO do beneficjentów. Patrząc na wysoki poziom objęcia umowami środków, które Polska ma do dyspozycji w ramach KPO, najbliższe miesiące zapowiadają się pod tym względem równie korzystnie. Przepływ środków z KPO do gospodarki to dodatkowy impuls popytowy, który będzie stymulował aktywność inwestycyjną i produkcyjną (budownictwo, dobra inwestycyjne). Ożywienie w przetwórstwie i budownictwie powinno wzmocnić rynek pracy, na którym od dłuższego czasu obserwujemy stagnację popytu na pracowników – sądzi Marta Petka-Zagajewska
Zdaniem ekonomistów, jeśli inwestycje publiczne pociągną w końcu za sobą inwestycje prywatne, może to oznaczać utrwalenie nieco wyższej ścieżki wzrostu w najbliższych latach. Dr Marcin Mrowiec również uważa, że 2026 najprawdopodobniej będzie rokiem kulminacyjnym wykorzystania środków unijnych w ramach obecnej perspektywy finansowej UE (fundusze spójności), jak i w ramach KPO, które to środki powinny być wykorzystane do końca br.
– To oznaczać będzie dwucyfrowe procentowe dynamiki wzrostu rok do roku i przyczyni się do mocnego odczytu wzrostu PKB, który w pierwszych dwóch kwartałach może zbliżyć się do 3,7-3,9%. Te pozytywne informacje nie powinny jednak przesłaniać problemu strukturalnego naszej gospodarki: od ponad dekady stopa inwestycji pozostaje wyraźnie poniżej średnich europejskich, co oznacza, iż budowa potencjału produkcyjnego naszej gospodarki jest słabsza niż w innych krajach – i w średnim terminie będzie się to musiało odbić na tempie wzrostu naszego PKB. Tak więc, ciesząc się z silnego wzrostu w tym roku, powinniśmy podejmować działania stymulujące inwestycje, szczególnie sektora prywatnego, aby zapewnić tempo wzrostu także w nadchodzących latach – podkreśla.
Rynek pracy, płace i konsumpcja
Eksperci uważają, że rok 2026, dzięki rozkręcaniu się inwestycji wspartych środkami z KPO, powinien zatrzymać trend spadku zatrudnienia w sektorze przedsiębiorstw i hamowania dynamiki wynagrodzeń.
– Dynamika płac najpewniej ustabilizuje się na poziomach obserwowanych pod koniec 2025 r., czyli około 6-7% rok do roku. Z punktu widzenia pracowników i pracodawców to scenariusz win-win. Dla pracowników oznacza utrzymanie wymiernego realnego wzrostu dochodów, w skali ok. 4-5%, co jest solidnym fundamentem dla wzrostu konsumpcji. Dla pracodawców mniejszą presję kosztową i dalsze zmniejszenie dysproporcji pomiędzy tempem wzrostu płac a tempem wzrostu wydajności pracy – powiedziała nam Marta Petka-Zagajewska.
Sławomir Bąk uważa, że obecnie budzą się inwestycje prywatne, a inwestycje ogółem – co ciekawe – zaczynają zastępować konsumpcję prywatną jako główne źródło wzrostu. – Konsumpcja mimo wszystko wciąż jest silna, m.in. dzięki realnemu wzrostowi płac powyżej inflacji oraz wciąż niskiemu bezrobociu budującemu poczucie bezpieczeństwa. Jest to jednak równocześnie przyczynek do zmartwień – niskie bezrobocie wynika z braków kadrowych i starzenia się społeczeństwa, co tylko złagodził, a może przede wszystkim odsunął w czasie napływ uchodźców z Ukrainy oraz częściowo migrantów z innych krajów – uważa.
Zdaniem Marcina Mrowca, jeśli chodzi o konsumpcję prywatną, to wciąż głównym motorem jej napędu pozostanie właśnie wzrost wynagrodzeń. – Co prawda, będzie on nieco słabszy niż w 2025 r. (prawie 8% nominalnie), ale 6-7-procentowy wzrost w 2027 r., po uwzględnieniu inflacji, wciąż da 3-3,5-procentowy realny wzrost wynagrodzeń. To oznacza wyższą siłę nabywczą, w znacznej mierze przekładającą się na bezpośrednią konsumpcję, ujmowaną w statystyce PKB. Warto odnotować wciąż znaczną część strumienia dochodów przeznaczaną na odbudowę oszczędności, znacząco nadszarpniętych w czasie pocovidowej inflacji – sądzi.
Michał Stajniak zwraca jeszcze uwagę, że ważnym czynnikiem w Polsce jest obecnie lekka słabość na rynku pracy, która prowadzi do nieznacznego odbicia stopy bezrobocia (choć jednocześnie pozostaje ona blisko historycznego minimum).
Niemcy to wielka szansa dla polskich firm, ale…
Ekonomiści zwracają uwagę, że jedną z potencjalnych szans dla Polski jest podjęcie decyzji o ekspansywnej polityce fiskalnej w Niemczech. Bundestag zatwierdził bowiem budżet na 2026 r. zakładający wydatki w wysokości 524,5 mld euro, z czego 126,7 mld euro ma być przeznaczone na inwestycje – to rekordowa kwota, o 10% wyższa niż w 2025 r. i o 55% wyższa niż w 2024 r.
– Niemcy w ostatnich latach doświadczały minimalnego wzrostu gospodarczego, dlatego możliwe przyspieszenie w tym roku i w przyszłych latach może oznaczać szansę dla polskiej gospodarki, choć jej zależność od Niemiec również uległa ograniczeniu. Warto jednak pamiętać, że najbardziej optymistyczne prognozy wzrostu w Niemczech wskazują na 1,3% w tym roku, co jest niemal trzykrotnie niższą dynamiką niż ta prognozowana w Polsce – podkreśla Michał Stajniak.
Obraz gospodarki Niemiec na początku 2026 r. jest jednak złożony: to obraz kraju, który po dwóch latach stagnacji próbuje dokonać bolesnej transformacji strukturalnej.
– Widzimy tutaj ciekawą dychotomię: podczas gdy Niemcy walczą z recesją strukturalną (konieczność zmiany modelu gospodarczego), Polska znajduje się w fazie ekspansji cyklicznej i modernizacyjnej. Nasza gospodarka ma obecnie większą dynamikę i lepiej radzi sobie z absorpcją szoków zewnętrznych niż gospodarka naszego zachodniego sąsiada – zauważa dyrektor zarządzający ds. oceny ryzyka i likwidacji szkód w Allianz Trade Polska.
Z drugiej strony, jak podkreśla, niepokoić musi jednak spora zależność od Niemiec, gdyż słaba kondycja niemieckiego przemysłu jest jednym z głównych ryzyk zewnętrznych dla Polski, obok m.in. surowców energetycznych. – Jeśli niemiecki sektor motoryzacyjny nie złapie drugiego oddechu, polscy poddostawcy mogą odczuć spadek zamówień w drugiej połowie 2026 r. – dodaje.
Tymczasem Niemcy skończyli rok 2025 z bardzo skromnym wzrostem PKB, szacowanym na zaledwie = 0,2% (po spadku o -0,1% w 2024 r.). Dział Analiz Ekonomicznych Allianz Trade wskazuje, że choć najgorszy etap technicznej recesji minął, niemiecki model gospodarczy oparty na taniej energii i eksporcie do Chin trwale się wyczerpał. O kryzysie przemysłowym w Niemczech świadczy spadek inwestycji – w przemyśle są one o ok. 10% poniżej poziomu sprzed pandemii.
– Cierpi przy tym nie tylko sektor motoryzacyjny, ale i inna ikona niemieckiej gospodarki od ponad 100 lat – przemysł chemiczny. Powściągliwość niemieckich konsumentów nie sprzyja także lokalnemu biznesowi, a hamulcem okazują się też zaszłości w inwestycjach w infrastrukturę – nie tylko komunikacyjną, ale i energetyczną. Spodziewamy się wzrostu niemieckiego PKB w 2026 r. o 0,9%, głównie dzięki odblokowaniu popytu wewnętrznego (jeśli Niemcy zaczną w końcu wydawać zgromadzone oszczędności – słynny nawis oszczędnościowy). Niemieckiemu eksportowi sprzyjać będzie stopniowa reorientacja kierunków – kosztem Chin czy USA, w tym m.in. dzięki regionowi Europy Środkowo-Wschodniej czy Południowej, a także Ameryce Południowej – uważa Sławomir Bąk.
Jak na razie Niemcy tracą dystans do reszty strefy euro. Podczas, gdy kraje południa, takie jak Hiszpania czy Portugalia, rozwijają się dzięki usługom i turystyce, Niemcy muszą wymyślić się na nowo jako hub zielonych technologii.
Zdaniem Sławomira Bąka, 2026 będzie rokiem wielkiego sprawdzianu dla niemieckiej administracji w kwestii szybkości wdrażania reform cyfrowych i infrastrukturalnych.