Dno worka już zerka na Rosję
Podstawowym, bieżącym źródłem problemów są zachodnie sankcje utrudniające sprzedaż ropy i gazu z Rosji na tradycyjnych rynkach. Drugie źródło wielkich trudności jest mniej rozpoznane, choć na dłuższą metę to ono może być zabójcze.
Chodzi o brak dostępu do zachodnich technologii, co uniemożliwia pełne i wydajne wydobycie z czynnych odwiertów, a przede wszystkim zagospodarowywanie kolejnych złóż.
Kamieniem młyńskim kładą się na rosyjskich zasobach ropy i gazu ekstremalnie trudne warunki terenowo-pogodowe. Z mrozami, gorącymi latami i zmarzliną daje sobie radę „high-tech” z Zachodu, ale import tych technologii jest dla Rosji zabroniony.
Wreszcie sankcje wobec Rosji zaczęły działać
Wielkie zapóźnienie technologiczne jest dla Rosji jak galopująca gruźlica. Przypadłość daje się zaleczać na krótkie chwile dzięki wsparciu z Chin i tzw. importowi równoległemu, czyli poprzez drogich poprzedników. Obu metodom brakuje jednak wagi przechylającej szalę na rosyjską stronę.
Chorobą towarzyszącą o równie niebezpiecznych skutkach jest odcięcie Rosji od zachodnich źródeł finansowania, przy jednoczesnym zablokowaniu dostępu do 200-300 mld dolarów płynnych aktywów zdeponowanych w bankach europejskich i amerykańskich.
Rosja jest w tej sytuacji zdana na wydrenowany wewnętrzny system bankowy oraz na kontrahentów z Chin i Indii, którzy korzystają z okazji i dyktują wyższe ceny oraz gorsze warunki okazjonalnych pożyczek.
Przemysł naftowy potrzebuje stałych inwestycji. Bez nich buksuje. W styczniu pojawiły się informacje, że w porównaniu ze styczniem ’25 przychody państwa z ropy i gazu (podatki, opłaty, cła wywozowe) spadły o 50 proc. do niespełna 400 mld rubli, tj. ok. 5,1 mld dolarów.
Czytaj także: Całkowity zakaz transakcji dla kolejnych 5 rosyjskich banków w 19. pakiecie sankcyjnym UE
Prognozy wzrostu dla gospodarki rosyjskiej ’26: poniżej 1%?
The Wall Street Journal przekonuje zatem, że po kilku latach grania Zachodowi na nosie w tercecie z Chinami i Indiami, Rosja jednak zaczyna „widzieć ciemność”.
W pobieżnych komentarzach podkreśla się, że w 2023 i 2024 roku rosyjska gospodarka rosła o ponad 4 proc. rocznie. Wniosek – Rosja daje radę.
Był to jednak głównie efekt szybkiego powiększania produkcji zbrojeniowej, przeznaczonej do natychmiastowego zmarnotrawienia. Taki wzrost to wzrost bulimiczny, czyli obżarstwo kończące się napadowymi wymiotami.
Można też użyć porównania z paleniem w piecu gazetami. Płomień jest duży, ale temperatura żadna.
To musi mieć konsekwencje. W 2025 roku wzrost gospodarczy wyniósł już tylko 1 proc., a w prognozach na 2026 roku mowa o zejściu niżej, przy czym trzeba jeszcze wierzyć w dane podawane przez Kreml.
W natłoku zdarzeń na scenie globalnej prawie niezauważona przemknęła wiadomość z końca ’25 roku, że 1 stycznia 2026 r. podstawowa stawka VAT wzrosła w Rosji z 20 proc. do 22 proc. Jest to skutek napięć w finansach państwa.
Wprawdzie znawcy spodziewali się, że bank centralny Rosji utrzyma stopy na niezmienionym poziomie, to jednak obniżył ostatnio podstawową o pół punktu procentowego, do 15,5 proc. Obawy o wejście gospodarki w recesję są więc silniejsze od strachu przed jeszcze wyższą inflacją (5,6 proc. w grudniu ’25).
Tankowce z rosyjską ropą na kotwicowiskach, kryzys gospodarczy coraz bliżej
Duża część wielkiej rosyjskiej tzw. floty cieni transportującej zakazaną ropę została zapędzona w kozi róg, tj. na kotwicowiska, rozsiane po morzach świata. Spółka Vortexa zajmująca się śledzeniem ruchu statków oceniała, że 10 lutego ’26 wysłużone tankowce z ropą rosyjską miały w zbiornikach aż 143 mln baryłek, czyli 20 mln ton surowca. Tyle ropy Rosja wydobywała w ’25 r. w ciągu pół miesiąca.
Jeśli liczyć po 50 dol. za baryłkę w zbiornikowcach przelewa się ropa za ponad 7 mld dol. Nie w kij dmuchał.
USA nie wytoczą prawdopodobnie wojny Iranowi, więc nadzieje na nagły i duży wzrost cen ropy są raczej płonne. W dalszej perspektywie globalna podaż będzie wzrastała w wyniku zwiększania produkcji m.in. przez Brazylię i Gujanę. „Zielony ład” stracił dobrą prasę, ale i bez tego rozszerza zasięgi.
W perspektywie około pięciu lat Wenezueli nie należy brać w tym względzie pod uwagę, bowiem szalenie trudna droga odbudowa zdolności produkcyjnych tego potentata obarczona jest zbyt ryzykiem polityczno-ekonomicznym. To wszystko czynniki temperujące światowe ceny ropy.
Odnośnikiem cenowym dla rosyjskiej mieszanki ropy Urals (inaczej REBCO – Russian Export Blend Crude Oil) jest mieszanka Brent z Morza Północnego. Za baryłkę Brent płaci się teraz ok. 70 dolarów.
M.in. z powodu niższej jakości i trudniejszej rafinacji, Urals od zawsze sprzedawana była z upustem, którego wielkość zależała od sytuacji rynkowej.
Wg firmy Argus Media, w połowie lutego ’26 upust na Urals, zwany w żargonie nafciarzy dyferencjałem, wynosił aż 27 dolarów na baryłce. Ropa Espo dostarczana rurociągiem Eastern Syberia – Pacific Ocean sprzedawana była taniej o 13 dol./bbl.
Wielkość dyferencjałów nabiera znaczenia w kontekście finansów Federacji Rosyjskiej. Tegoroczny budżet państwa zepnie się, gdy przy określonym wydobyciu średnia cena sprzedaży ropy wyniesie 59 dol./bbl. Taka cena realna zdaje się być marzeniem ściętej głowy, zwłaszcza że Iran daje jeszcze większe opusty.
W kontekście wyczerpywania się dawniej zagospodarowanych złóż wagi nabiera szacunek, że rosyjski przemysł naftowy wychodzi „na zero” przy cenie sprzedaży w przedziale 20-25 dolarów za baryłkę. Niższe ceny oznaczają straty, a do takich jest coraz bliżej.
Nie znamy potencjalnych rezerw Federacji Rosyjskiej oraz prawdziwych poglądów społeczeństwa. Wiadomo wszakże, że Rosja nigdy nie była gospodarczym mocarstwem i jej zasoby są na wyczerpaniu, a jej jedynym prawdziwym atutem jest przemysł naftowo-gazowy będący w złym stanie.
Z powodu globalnego zapętlenia relacji międzynarodowych przesądzające wnioski są nieuprawnione, ale jeśli nie dojdzie do złagodzenia sankcji, od strony ekonomicznej Rosja już musi liczyć się z nieuchronnym kryzysem o sile mocnego trzęsienia ziemi.
