Prezydent Trump i banki

Prezydent Trump i banki
Fot. stock.adobe.com / Brian
Humory bankierów świata zależą od wieści z Ameryki. Nadchodzi ich teraz stamtąd zatrzęsienie. Chciałoby się wiedzieć, co będzie pokłosiem, ale dostępny dziś aparat prognostyczny nie ogarnia „zmiennych” szuflowanych przez prezydenta Donalda Trumpa, pisze Jan Cipiur.

Na początek dobre wiadomości z kategorii „earnings calls”. Banki amerykańskie miały bardzo udany IV kwartał ’25. Giganty, tj. Morgan Stanley, Goldman Sachs, Bank of America, Citigroup, Wells Fargo i JP Morgan Chase – wszystkie uznały, że pierwszy kwartał 2026 roku też może być nie gorszy.

Nieformalny szef wszystkich szefów, Jamie Dimon z JPMorgan nie tryska radością, ale podkreślił „solidne rezultaty wzdłuż i wszerz całego banku”. Zaznaczył też jednak obecność presji inflacyjnej i niepewności odnośnie do regulacji. Widać, że mimo dobrych wyników sporo leży mu na wątrobie.

Pieniądze lubią ciszę, więc nawet w spokojnych i przewidywalnych czasach bankierzy trzymają język głównie za zębami, wypowiadając się zazwyczaj półgębkiem i oględnie.

Jamie Dimon był przez lata wyjątkiem. W sprawach politycznych zwykł wypowiadać się z płomienną pasją, ale rok temu skruszał. Mimo że jest zarejestrowanym demokratą, złagodził swoje podejście do Donalda Trumpa, wyrażając ogólne poparcie połączone z ostrożną krytykę konkretnych szczegółów jego polityki.

W ostatnich miesiącach kilkakrotnie spotykał się z prezydentem i urzędnikami Białego Domu w sprawach polityki gospodarczej.

Pomruki i buczenie na szczytach amerykańskiego biznesu i banków

Robert E. Rubin, w końcu XX wieku amerykański sekretarz skarbu uznał, zapewne również w tym kontekście, że powstrzymywanie się wielkich bossów biznesu od głosu jest błędem.

Napisał kilka dni temu w The Wall Street Journal, „że jeszcze niedawno zdecydowana większość liderów biznesu uznałaby, że taki prezydent (jak obecny – JC) stanowiłby poważne zagrożenie dla dobrobytu naszego kraju i naszego stylu życia.

(…) Z mojego doświadczenia wynika, że wielu liderów żywi głębokie obawy dotyczące bezprawia pana Trumpa, wykorzystywania rządu jako broni i ingerencji w rynki. Powstrzymują się oni od publicznej krytyki nie dlatego, że nie znajdują nic do krytykowania, ale dlatego, że są zastraszeni.”

Nikt wprawdzie jeszcze nie huknął, ale na szczytach amerykańskiego biznesu daje się ostatnio usłyszeć pomruki i buczenie.

Jamie Dimon obruszył się bardzo wraz z kolegami na zapowiedzi Donalda Trumpa, że ten doprowadzi do ustalenia pułapu 10 proc. na odsetki pobierane przez banki od zadłużenia ludzi na kartach kredytowych.

Czytaj także: Czy oprocentowanie kart kredytowych w USA spadnie do 10 procent?>>>

Burza wokół prezesa Fed – reakcja rynków finansowych

Największą burzę z grzmotami i błyskawicami, nie tylko w Stanach, ale na całym umownym Zachodzie, wywołało jednak w środowiskach gospodarczych ujawnienie, że toczy się śledztwo obejmujące szefa Rezerwy Federalnej Jerome Powella. Jego celem ma być potwierdzenie rzekomego marnotrawienia pieniędzy podczas wielkiej renowacji historycznej siedziby amerykańskiego banku centralnego USA.

Wyraźnie dęte zarzuty, zwłaszcza w świetle przeskalowanego blichtru jakim otacza się prezydent, są drastyczną formą nacisku na Fed w celu doprowadzenia do obniżki stóp procentowych, jako że Donald Trump pragnie tańszych kredytów dla rządu oraz niższego oprocentowania kredytów hipotecznych dla swoich wyborców.

Odbiór napaści prawnej na Powella jest jednoznaczny – prezydent próbuje zamachu na niezależność banku centralnego, która w ostatnich dekadach stała się niewzruszalnym dogmatem na Zachodzie.

Łamanie niezależności banku centralnego zdarza się w państwach rozwiniętych niesłychanie rzadko. Najbardziej jaskrawy przypadek ma miejsce w Turcji, gdzie mimo wielkiej już inflacji autokratyczny prezydent Erdogan zmuszał przez lata bank centralny do kolejnych obniżek stóp procentowych. Uznał, że niezorientowane masy nie znające mechanizmu i skutków opresji/represji fiskalnej przyklasną mu i zawód go nie spotkał.

Skutki traktowania tureckiego banku centralnego kijem do bejsbola są nadal bardzo przykre. Inflacja roczna wynosi 30 proc. W końcu 2010 r. za dolara trzeba było zapłacić 1,4 liry, podczas gdy dziś kosztuje ok. 43 tureckie liry.

Wracamy do Waszyngtonu. Prezydent Trump nazwał Jerome Powella „klaunem”, „głupkiem”, „głównym przegranym” i „bad head of the Fed”. Świat powinien się był do takiego słownictwa przyzwyczaić, ale coraz to tylko otwierał szerzej oczy.

Zdumienie połączone z narastającym strachem jest zrozumiałe. Dolar jest ciągle filarem globalnej gospodarki, a Fed stał się dla świata „pożyczkodawcą ostatniej szansy”. Doświadczyliśmy tego w czasie kryzysu finansowego 2008-2009 i w trakcie pandemii.

Decyzje Europejskiego Banku Centralnego, Bank of England, czy Bank of Japan mogą zmącić lub wzburzyć wody. Fed powodowany (nadal tylko potencjalnie) względami bieżących potrzeb i polityki rządu USA byłby w stanie wywołać tsunami.

Brutalne traktowanie Jerome Powella przez prezydenta Trumpa spotkało się ze zdecydowaną ripostą, jak dotychczas wyłącznie werbalną. Przemówili gubernatorzy Fed, prezesi 21 najważniejszych banków centralnych świata, kilku byłych sekretarzy stanu itd.

Wg wiarygodnych raczej spekulacji, sprzeciw wyraził również przynajmniej jeden eksponowany członek amerykańskiego rządu.

Serwis Axios podał za dwoma anonimowymi źródłami w administracji Trumpa, że sekretarz Skarbu Scott Bessent „nie jest szczęśliwy i dał o tym znać prezydentowi”.  W nocnej rozmowie z szefem miał powiedzieć poprzedniej niedzieli, że śledztwo przeciwko Powellowi uczyniło bałagan grożący kłopotami na rynkach finansowych.

Z kolei rynki obligacji wyraźnie ostrzegają Donalda Trumpa, żeby „nie zadzierał z Fed”.

Amerykański przywódca, o którym można powiedzieć wszystko poza tym, że to osobistość „tuzinkowa”, wcale nie bierze do siebie reakcji świata i rynków.

Ponadto, uwielbia chyba wolty, więc zaskoczył w tych dniach, oznajmiając mimochodem, że Kevin Hasset, praktycznie „murowany” kandydat do fotela opuszczanego w maju przez J. Powella, zostanie jednak w Białym Domu na eksponowanym stanowisku szefa National Economic Council.

Wszystko wskazuje, że prezydent Donald Trump pozostanie w 2026 roku najważniejszym w Ameryce i świecie dostawcą przykrych wzruszeń w uczuciowym, ale przede wszystkim w „burzącym” znaczeniu tego słowa.

Czytaj także: Szefowie światowych banków centralnych solidarni z prezesem Fed

Jan Cipiur
Jan Cipiur, dziennikarz i redaktor z ponad 40-letnim stażem. Zaczynał w PAP, gdzie po 1989 r. stworzył pierwszą redakcję ekonomiczną. Twórca serwisów dla biznesu w agencji BOSS. Obecnie publikuje m.in. w Obserwatorze Finansowym. Jest członkiem Towarzystwa Ekonomistów Polskich (TEP).
Źródło: Portal Finansowy BANK.pl