Minęła pierwsza rocznica Liberation Day ogłoszonego przez Donalda Trumpa, czas na podsumowanie efektów gospodarczych

Minęła pierwsza rocznica Liberation Day ogłoszonego przez Donalda Trumpa, czas na podsumowanie efektów gospodarczych
Fot. stock.adobe.com Rob Goebel
2 kwietnia ’26 w USA „obchodzono” pierwszą rocznicę Dnia Wyzwolenia (Liberation Day) ogłoszonego przez prezydenta Trumpa, czyli planu oswobodzenia gospodarki amerykańskiej i Amerykanów spod „tyranii” obcych dostawców, którzy mieliby rujnować rodzime firmy. Plan zakładał nałożenie na towary sprowadzane do Stanów z zagranicy ceł niedoświadczanych przez kupców od niemal stu lat, pisze Jan Cipiur.

I zaczęło się dziać. Prezydent ogłaszał cła nawet stuprocentowe, potem zmniejszał radykalnie ich wysokość, żeby niedługo potem niektóre znów podnosić.

Po początkowym absorbowaniu skutków podwyżek ceł przez kupców, mnóstwo towarów w końcu w Stanach zauważalnie podrożało. Konsumenci się zbiesili.

Jak obliczył The Economist, prezydent aż cztery razy w ciągu ostatnich miesięcy strofował rodziców, że ich córkom wystarczą chyba dwie nowe lalki (z Chin – JC) w roku zamiast trzydziestu, jakie im kupują. Czasami dodawał, że Amerykanie mają za dużo ołówków, bo potrzebują przecież jednego, góra dwóch.  

Na domiar złego, na kilka tygodni przed rocznicą Liberation Day, prezydent poniósł dotkliwą porażkę w Sądzie Najwyższym, który potwierdził, że w czasie pokoju tylko Kongres może nakładać cła, a Donald Trump Kongres pomijał.  

Czym skończy się batalia sądowa w tej sprawie nie wiadomo, ale sędzia federalnego sądu ds. handlu międzynarodowego już nakazał zwrot ceł pobranych bez zachowania właściwego trybu.

Rekordowy wskaźnik niepewności amerykańskiego biznesu

Biznes amerykański bardziej cierpi niż zyskuje na troskliwości prezydenta. W dniu ogłoszenia Liberation Day „wskaźnik niepewności odnośnie do amerykańskiej polityki ekonomicznej” zestawiany przez Fed St. Louis dorównał rekordowi z czasów pandemii i był ok. trzykrotnie wyższy niż w czasach prezydentury Joe Bidena. Obecnie jest ponad dwukrotnie wyższy.

Ewentualne odrodzenie amerykańskiego przemysłu w wyniku bardzo wysokich barier taryfowych nie mogło nastąpić w ciągu jednego roku. Być może jakieś efekty ujawnią się po dwóch – trzech latach, ale w świetle statystyk i to stoi pod znakiem zapytania.

Produkcja przemysłowa wzrosła w 2025 r. jedynie odrobinę i jest teraz na poziomie zaledwie sprzed kilku lat. Ale i ten mały wzrost nie jest zasługą chaotycznych decyzji prezydenta.

Urósł sektor lotniczy, ale było to skutkiem podniesienia się firmy Boeing po strajkach i zatrzymaniach produkcji wymuszonych katastrofami samolotów koncernu.

Większa jest produkcja komputerów i elektroniki, ale stało się tak za sprawą subsydiów udzielanych na mocy CHIPS Act z 2022 roku.

Sektor farmaceutyczny też zwiększył obroty, ale głównie w wyniku szalonych zakupów nowych leków na otyłość.

Wojna z Iranem + cła = osłabienie sektora przemysłowego USA

Teraz trwa wojna USA i Izraela z Iranem, która oddziałuje fatalnie na rynek ropy. Także inne ważne rynki wysyłają głośne sygnały alarmowe. Dotyczy to m.in. aluminium i właśnie na przykładzie tego metalu prześledzić można fatalne skutki polityki przemysłowej prezydenta Trumpa, uprawianej za pomocą ceł.

W 1950 roku globalna produkcja aluminium wyniosła zaledwie ok. 1,5 mln ton, ale od lat 60. dwudziestego wieku zaczęła systematycznie rosnąć, przez ostatnie dekady przede wszystkim za sprawą podaży i zapotrzebowania Chin. Teraz z jego produkcji pochodzi ok. 70 mln ton, lecz światowe zużycie przekracza 100 mln ton, bowiem dochodzi złom.

Wytwarzanie aluminium jest niezwykle energochłonne – na 1 tonę potrzeba 50-60 MWh, podczas gdy do wytapiania w wielkich piecach klasycznej stali surowej z rudy – „zaledwie” 5-8 MWh.

Znakomita dostępność taniego dla nich jak barszcz gazu ziemnego sprawiła, że bardzo dużymi producentami aluminium stały się państwa Zatoki Perskiej, skąd pochodzi ok. 6,2-6,5 mln ton metalu rocznie, tj. 8-10 proc. globalnej podaży

Już w pierwszej kadencji z uwagi na bezpieczeństwo narodowe prezydent Trump nałożył na produkty z aluminium cło w wysokości 10 proc. W 2025 r. podniósł stawki do 50 proc. Dołożył do tego cła antydumpingowe i wyrównawcze. Nie chciał wiedzieć, że np. w 2025 roku ok. 60 proc. krajowego zużycia USA zaspokajał import.

Cła na aluminium z zagranicy spowodowały, że w lutym ’26 w porównaniu z cenami na londyńskiej giełdzie LME ceny płacone w Stanach były znacznie wyższe, także dlatego że podaż ze źródeł krajowych maleje .

W ostatnich latach firmy zajmujące się sztuczną inteligencją, półprzewodnikami i przechowywaniem danych zaostrzyły do granic wytrzymałości konkurencję na rynku energii elektrycznej. W konsekwencji, po utracie opłacalności zamknięte zostały huty aluminium w stanach Waszyngton, Missouri i Kentucky.

Obecnie w USA są tylko cztery huty, z których tylko dwie pracują na pełnych obrotach. Nowa huta budowana w Oklahomie nie ruszy przed 2030 rokiem.

Wielkim dostawcą aluminium były dla amerykańskich odbiorców pobliskie huty kanadyjskie, które w obliczu ceł zmieniły kierunki sprzedaży. Największa – Aluminerie  Alouette – w ciągu kilku miesięcy zwiększyła sprzedaż w Europie z 4 proc. do 57 proc. produkcji

Z powodu wojny celnej z Kanadą importerzy aluminium ze Stanów sięgnęli po alternatywne źródła zaopatrzenia w arabskich państwach i państewkach Zatoki Perskiej, skąd pochodziła jeszcze kilka tygodni temu prawie jedna czwarta surowego metalu zużywanego w USA.

Ten udział stał się jednak nieaktualny, bowiem w odpowiedzi na naloty Izraela i USA armia Iranu odpowiedziała rujnowaniem m.in. hut aluminium, w tym największej w świecie w Bahrajnie i drugiej olbrzymiej w Abu Zabi oraz zamknięciem cieśniny Ormuz – jedynej drogi wywozu metalu w świat. Znowu niefart.

Kanadyjskie huty pracują na pełnych mocach dla innych, więc nawet gdyby prezydent poszedł po rozum do głowy, musiałoby potrwać zanim wróciłyby na rynek amerykański.

Cła prezydenta Trumpa a sukces Fenicjan

Z czego słynęli Fenicjanie? Z mistrzostwa w kupiectwie i żegludze. Mieli w ofercie trzy hity.

Za purpurę tyryjską ekstrahowaną niezwykle mozolnie ze ślimaków murex pobierali – jak się sądzi – marże w wysokości 500-2000 proc. i niekiedy jeszcze wyższe. Ich marża za drewna cedrowe z Libanu wynosiła 50-150 proc., a za szkło fenickie 100-300 proc.

Prezydent Trump nie dorasta Fenicjanom do pięt, choć stale podkreśla swoje doświadczenie biznesowe.

Ciągle nie wie, że ponadstandardowa ochrona własnego rynku kończy się zawsze przykrymi konsekwencjami, tym gorszymi, im są wyższe sztuczne bariery utrudniające i zamykające handel.

Czytaj także: Ależ się dzieje wokół taryf celnych prezydenta Trumpa

Jan Cipiur
Jan Cipiur, dziennikarz i redaktor z ponad 40-letnim stażem. Zaczynał w PAP, gdzie po 1989 r. stworzył pierwszą redakcję ekonomiczną. Twórca serwisów dla biznesu w agencji BOSS. Obecnie publikuje m.in. w Obserwatorze Finansowym. Jest członkiem Towarzystwa Ekonomistów Polskich (TEP).
Źródło: Portal Finansowy BANK.pl