Jak być „tycim” i nie upaść w Nowym Roku

Jak być „tycim” i nie upaść w Nowym Roku
Fot. stock.adobe.com / LALAKA.
W biznesie konkurują dwa główne rodzaje pożądań noworocznych: żeby było jeszcze lepiej i żeby komornik nie zastukał. Nadmiar dobrego nie musi być całkiem dobry, ale zły scenariusz wydaje się straszniejszy. Uniknięcie upadku lub zamknięcia firmy nie jest wyzwaniem aż tak trudnym, jednak pod warunkiem, że przestrzega się wyrytych w kamieniu zasad, pisze Jan Cipiur.

Korporacje mają fachowców pilnujących harmonii w firmie. W drobnych przedsięwzięciach niewielu liznęło finansów i zarządzania na poziomie biznesowym. Ma to swoje bardzo przykre skutki – całe mnóstwo małych firm i „firemek”  znika co roku z rynków i rejestrów.

Jak to od lat jest w Polsce – niestety – dokładnych danych nie uświadczysz. Mowa więc ogólnikowo o zamykaniu co rok dziesiątków tysięcy biznesów. Badacze uznali, że kilku pierwszych lat działalności nie jest w stanie przetrwać nawet do 80 proc. nowych firm.

Prowadzenie biznesu to gra o wielką stawkę. Trzeba znać się na finansach, sprzedaży, marketingu, prawie, strategii i psychologii. Zabójcami są najczęściej: brak płynności, chaos, brak popytu i rosnące koszty.

Jest też dobra wiadomość – większość problemów da się zauważyć wcześniej, oczywiście, jeśli wie się, w którą stronę i na co patrzeć.

Przepływy pieniężne mogą zdecydować o przetrwaniu firmy

Najczęściej mikro i małe firmy giną lub zapadają w śpiączkę (zawieszenie działalności) z trywialnego powodu długotrwałego, ujemnego cashflow.

Wielkie kłopoty sprawia już sam angielski oryginał  nazwy, ale też jego dosłowne tłumaczenie „przepływy pieniężne” mówi adeptom zbyt mało.

Fortunniejsze byłoby podkreślanie, że ujemny cashflow to chroniczny „brak kasy w kasie”, a dobry, czyli sporo dodatni cashflow, gdy jej starcza na każdy racjonalny koszt i wydatek.

Sprzedaż może nawet iść świetnie, klienci piać z zachwytu, a gotówki na rachunku w banku stale nie ma. Niech się szefowie i właściciele temu nie dziwią, skoro zgodzili się na odroczenie płatności o dwa-trzy miesiące, a nawet pół roku, albo gdy uwiedzeni powodzeniem dokupili sprzętu, nie że niepotrzebnie, ale za szybko i za drogo.

Czytaj także: Spadek o 1,3% r/r akcji kredytowej mikrofirm w I połowie 2025 roku – raport BIK

Skutki ignorowania dopasowania do realiów

Stada przedsiębiorców in spe, czyli w spodziewanej przyszłości, rzuca się na rynek bez jego rozeznania. Wierzą, że ich produkt lub usługa na pewno chwyci, tak są świetne.

Nie chcą więc słuchać, że dopasowanie do realiów zwane w żargonie „product – market fit” to filar każdego biznesu, a „product – market unfit” – niezwykle częsta przyczyna upadków.

Utrapieniem są koszty, zwłaszcza energii, paliwa, czynszów. Zmorą mikroprzedsiębiorców są składki na ZUS. Większość zakłada, że ich działalność będzie owocna, więc jeszcze zdążą nazbierać na emerytury.

Obciążenie bieżącej, wielce ryzykownej działalności wpłatami na ZUS, które nabiorą realnej wartości w dalekiej przyszłości, stało się kwadraturą. Może warto rozważyć zawieszenie poboru składek od mikroprzedsiębiorców, połączone z ustanowieniem zabezpieczeń w formie jak najpłynniejszych aktywów, w celu zapewnienia ściągalności zaległych składek po upływie karencji.

Tsunami nowych przepisów w Nowym Roku

Przekleństwem są nieustanne zmiany w wielkim gąszczu przepisów do przestrzegania.

Za zmianami, ich istotą i konsekwencjami ledwo nadążają wielkie firmy doradcze.

Miarą  przeładowania paragrafami jest fakt, że Polska jest jedynym krajem w miarę rozwiniętym, w którym dwie (kiedyś wielkie, dziś już tylko dość duże) gazety codzienne utrzymują się na rynku głównie, a może wyłącznie, dzięki publikowaniu dzień w dzień od kilku do kilkunastu kolumn (stron) porad, objaśnień, interpretacji, ostrzeżeń prawnych, podatkowych, księgowo-finansowych, kadrowych itd.

Kiedy należy włączać syrenę alarmową?

Powodów jest z reguły aż za dużo. Na czoło, jako sygnał najbardziej wyrazisty, wysuwa się pogorszająca się od miesięcy płynność finansowa, czyli – jak się rzekło – stały brak kasy w kasie. Coraz więcej faktur regulowanych jest po terminie, firma nie ma żadnych rezerw, w próbie powiększenia wpływów poprzez obniżenie cen marża robi się tak cienka, że staje się niedostrzegalna.

Rynek nas znielubił. Jest mniej zamówień i zapytań od stałych klientów, coraz trudniej zdobyć nowych, dzień pracy szefa to już stale ponad pół doby, mnożyć zaczynają się reklamacje, firma działa bez planu i tylko z dnia na dzień…

W Polsce najbardziej narażone na upadek z takich powodów są przedsięwzięcia gastronomiczne, następnie sklepy detaliczne zagryzane przez e-commerce, firmy transportowe zmagające się z kosztami paliw, regulacjami i konkurencją zagraniczną.

Z segmentem beauty jest u nas jak chomikami w kołowrotku. Nowe zastępują po kilku miesiącach stare, i tak w koło Macieju.

Budowlanka co jakiś czas pada, a potem kolejny raz wstaje z kolan.  Zmieniają się nazwy firm, ale biznes nie gaśnie.

Podwykonawcy budowlani upadają, bowiem generalni wykonawcy nie regulują zobowiązań na czas lub w ogóle. W krajowym budownictwie trzeba się mierzyć ze zmiennością cen materiałów, a walka o kontrakty prowadzi do obniżki cen ofertowych i w konsekwencji – marży.

Wg danych podawanych w Unii Europejskiej, polskie mikro firmy (od 0 do 9 zatrudnionych) wypracowały w 2024 roku 22,2 proc. wartości dodanej.

Można przy okazji wyjaśnić powikłaną różnicę, nie-różnicę między PKB a wartością dodaną. Sucha definicja mówi, że PKB to suma wartości dodanych, więc trudno oprzeć się chęci uznania wartości dodanej za synonim PKB. Jednak wartość dodana to wkład produkcyjny jednego podmiotu, branży, grupy firm (tu firm mikro).

Łatwiej to prześledzić i pojąć na przykładzie. Rolnik sprzedał pszenicę za 100 zł, więc wypracował wartość dodaną w wysokości 100 zł, ponieważ nie poniósł żadnych kosztów zewnętrznych. Młynarz sprzedał mąkę z tej pszenicy za 200 zł, ale wytworzył wartość dodaną o wartości 100 zł, bowiem trzeba uwzględnić koszt pszenicy. Piekarz sprzedał chleb upieczony z mąki od młynarza za 350 zł i wypracował 150 zł wartości dodanej (350 zł ze sprzedaży bochenków minus 200 zł kosztów mąki).

Sumy trzech wartości dodanych dają PKB w wysokości 350 zł, ale wartości dodane tworzone są w jednej firmie, jednym sektorze, a PKB na poziomie całej gospodarki.

Dzięki tej noworocznej pogadance wiemy z grubsza, czego się bać podczas prowadzenia małej firmy oraz zapaliliśmy małe światełko nad pomrokami teorii ekonomii.

Niechby był to wkład noworoczny autora w powodzenie polskiej gospodarki…

Jan Cipiur
Jan Cipiur, dziennikarz i redaktor z ponad 40-letnim stażem. Zaczynał w PAP, gdzie po 1989 r. stworzył pierwszą redakcję ekonomiczną. Twórca serwisów dla biznesu w agencji BOSS. Obecnie publikuje m.in. w Obserwatorze Finansowym. Jest członkiem Towarzystwa Ekonomistów Polskich (TEP).
Źródło: Portal Finansowy BANK.pl