Czy orzecznictwo TSUE może istotnie wpłynąć na ostateczny kształt tzw. projektu frankowego?
Narastające w ostatnich latach obciążenie sądów pozwami wnoszonymi przez tzw. frankowiczów skłoniło resort sprawiedliwości do podjęcia inicjatywy legislacyjnej mającej na celu usprawnienie toczących się postępowań.
Na skalę problemu wskazywał Arkadiusz Myrcha, sekretarz stanu w resorcie sprawiedliwości, podczas pierwszego czytania projektu ustawy w dniu 16 października br. – połowa spraw do rozstrzygnięcia przez wydziały cywilne sądów okręgowych i aż ¾ postępowań toczących się przed sądami apelacyjnymi to właśnie sprawy frankowe.
Reprezentant rządu podkreślał, iż przedłożenie odnosi się jedynie do kwestii procesowych i nie będzie mieć wpływu na materialną treść wyroków wydawanych przez składy orzekające.
Odnosząc się do pytań zadawanych przez parlamentarzystów podkreślił, iż projekt jest neutralny w odniesieniu do praw konsumenckich, nie wkracza również w obszar prawa wspólnotowego czy orzecznictwa TSUE.
Orzecznictwo TSUE a tzw. projekt frankowy – teoria dwóch kondykcji i teoria salda
Rzecz w tym, że orzecznictwo TSUE może istotnie wpłynąć na ostateczny kształt tzw. projektu frankowego, gdyż TSUE w dniu 19 czerwca br. ws. C 396/24 ws. Lubreczlik zakwestionowało stosowaną w orzecznictwie polskich sądów powszechnych już od kilku lat tzw. zasadę dwóch kondykcji, wracając do używanej wcześniej przez polskie sądy teorii salda.
W największym skrócie chodzi o to, że w myśl teorii dwóch kondykcji bank i kredytobiorca winni wystąpić wobec siebie z powództwem o rozliczenie wzajemnych świadczeń, co powoduje, że faktycznie prowadzone są dwa niezależne postępowania sądowe, co w praktyce prowadziło do generowania kosztów i finalnie doprowadziło do zablokowania sądów.
Przy zastosowaniu teorii salda mamy do czynienia z jednym postępowaniem, gdzie każda ze stron jest zobowiązana do zwrotu tej części, w której jej świadczenie przekracza świadczenie drugiej strony. W konsekwencji istnieje tylko jedno roszczenie – po stronie faktycznie wzbogaconej.
Choć SN orzekł w konkretnej sprawie, dotyczącej roszczenia wniesionego przez klienta banku, eksperci nie mają wątpliwości, iż treść orzeczenia dotyczy obu stron. Wskazuje na to nie tylko uzasadnienie postanowienia Sądu Najwyższego, ale również orzeczenie TSUE z 19 czerwca br. (nr C-396/24).
Teoria salda przyśpieszy odblokowanie sądów
Teoria salda upraszcza postępowanie: jest jedno postępowanie i jedno roszczenie, a sąd rozlicza wyłącznie nadwyżkę, w zależności od tego, która ze stron nadpłaciła. Teoria salda ogranicza również koszty i czas postępowań oraz zapobiega komplikacjom procesowym, które występowały przy teorii dwóch kondykcji – wskazuje r.pr. Katarzyna Urbańska, dyrektor Zespołu Prawno-Legislacyjnego Związku Banków Polskich.
Istotny zwrot w tej sprawie powinien zostać zatem uwzględniony również w nowych regulacjach, tak, by w kwestii tak istotnej dla stabilności systemu finansowego, a zarazem budzącej tyle emocji społecznych, nie pozostawiać miejsca na domysły.
Tym bardziej w sytuacji, kiedy tak istotne rozbieżności w judykaturze tylko wzmacniają niepewność prawną, zamiast zbliżać obie strony do finału.
– Wprowadzenie jednoznacznej regulacji materialnoprawnej usankcjonowanej w postaci teorii salda znacząco przyczyniłoby się do odblokowania sądów.
Przyjęcie tego rozwiązania pozwoliłoby bowiem na ograniczenie postępowań jedynie do żądania ustalenia nieważności umowy, co skróciłoby czas rozpoznawania spraw i zmniejszyło obciążenie wymiaru sprawiedliwości.
Szacunkowe dane ZBP wskazują również, że w ponad 90% spraw konsumenci spłacili już na rzecz banku równowartość lub więcej niż otrzymany kapitał.
W takiej sytuacji rozstrzygnięcie sporu sprowadza się w istocie do prostego bilansowego rozliczenia świadczeń stron.
Wprowadzenie przepisu materialnoprawnego opartego na teorii salda pozwoliłoby rozliczyć te świadczenia w jednym postępowaniu, bez potrzeby wytaczania odrębnych powództw lub powództw wzajemnych, które obecnie są konieczne w ramach konstrukcji dwóch kondykcji – dodaje.
Dodatkowo – wskazuje Katarzyna Urbańska – jeżeli w projekcie frankowym nie zostanie jednoznacznie przesądzone, na jakiej zasadzie rozliczać unieważnione umowy, powstanie duże zamieszanie.
Już obecnie w praktyce sądowej występują rozbieżności w zakresie stosowania teorii salda i teorii dwóch kondykcji. Brak klarownego przepisu może pogłębić chaos orzeczniczy oraz prowadzić do nieprzewidywalnych rozstrzygnięć. Nie będzie to sprzyjało szybkiemu kończeniu tych postępowań.
Nowe regulacje nie rozwiązują wielu problemów
Obecny kształt zaproponowanych w projekcie przepisów nie rozwiązuje bowiem wszystkich problemów – przestrzega Katarzyna Urbańska. Dziś Ministerstwo Sprawiedliwości proponuje bowiem tylko pakiet przepisów proceduralnych, w tym potrącenie i powództwo wzajemne, jako narzędzia procesowe do rozpoznania roszczeń banku i konsumenta w jednym postępowaniu.
Gdyby jednak przyjąć teorię salda stosowanie obu tych instytucji nie byłoby koniecznie. Nieprzyjęcie zaś teorii salda i rezygnacja z potrącenia i powództwa wzajemnego w projekcie frankowym jedynie jeszcze bardziej skomplikuje proces rozliczania się stron, co nie wpłynie korzystnie na tempo zamykania tych postępowań w sądach.
Czytaj także: Bankowość i Finanse | Orzecznictwo | Masowe podważanie stosunków zobowiązaniowych to niechlubna polska specjalność
To nie koniec wątpliwości, na jakie wskazują bankowcy.
– Warto rozważyć, by skutki prawomocnego wyroku obejmowały wszystkich kredytobiorców, a nie tylko tych, którzy wnieśli pozew – przypomina przedstawicielka ZBP.
Innym, dość poważnym wyzwaniem pozostaje kwestia raportowania do BIK. W myśl propozycji rządowych ustanowienie zabezpieczenia na rzecz klienta, związanego z brakiem obowiązku spłaty przezeń kolejnych rat, wiązałoby się z usunięciem stosownych wpisów w Biurze Informacji Kredytowej, co budzi poważne wątpliwości, biorąc pod uwagę, iż sprawa w dalszym ciągu oczekuje na rozstrzygnięcie przez sąd.
Do tego wszystkiego dochodzi niezwykle krótki czas vacatio legis, przewidziany w projekcie.
– Bankowość bazuje na złożonych systemach, które trzeba dostosować do zmian przepisów. To wymaga czasu – dodaje Katarzyna Urbańska.
